19 września
środa
Januarego, Konstancji, Teodora
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Twarzą w twarz

Ocena: 0
946

Liczba 100 mln prześladowanych chrześcijan na całym świecie z jednej strony bulwersuje, z drugiej – przez swój ogrom – oddala od nas problem.

Trudno wyobrazić sobie taki ocean nieszczęść naraz. Dlatego trzeba częściej zaglądać za zasłonę liczb i analiz socjologiczno-politologicznych, a spotykać się z konkretnym człowiekiem i jego losem. Spojrzeć mu w twarz. Taką szansę dają nam świadectwa chrześcijan z Kościoła prześladowanego, które warto wspominać i kontemplować.

W rodzinnym domu Hye odbywały się regularne spotkania niewielkiej grupy chrześcijan. W Korei Północnej to oznaka najwyższej odwagi, bo chrześcijaństwo jest oficjalnie zakazane. Pewnego dnia, gdy Hye wróciła ze szkoły do domu, nie zastała ojca. Został aresztowany przez tajną policję. Dwa tygodnie później zmarła jej ukochana babcia, a cała rodzina została zesłana do odległych regionów kraju, gdzie panował wielki głód. Po 10 latach zesłania Hye dzięki pomocy chińskich chrześcijan zdołała uciec do Chin, a stamtąd wyemigrowała do Korei Południowej. O ojcu nigdy już nie usłyszała.

David pochodzi z Jobe. To ten obszar Nigerii, który pozostaje pod ścisłą kontrolą terrorystycznego ugrupowania Boko Haram. Pewnego wieczoru David został napadnięty przez islamistów, którzy poderżnęli mu gardło. Sądząc, że jest martwy, zostawili go przed drzwiami jego domu. David jednak żył. Ranny ruszył za swoimi oprawcami i dotarł do muzułmańskiej wioski. Zszokowani mieszkańcy natychmiast wezwali lekarza, a ranny wyjaśnił, że przyszedł, aby przed śmiercią przebaczyć swoim mordercom. David przeżył i, jak przekonuje, chciałby, aby wszyscy muzułmanie poznali Jezusa.

Makeda z Erytrei trafiła do więzienia, ponieważ odmówiła porzucenia wiary chrześcijańskiej. Wraz z 55 innymi chrześcijankami została ulokowana w ciasnej celi. Wiele kobiet wyrzekło się wiary i mogło od razu opuścić „piekło na ziemi” – jak mówi się o miejscach odosobnienia w Erytrei. Makeda tego nie zrobiła; była bita i torturowana, musiała pracować bez przerwy przez wiele godzin, wreszcie została osadzona w więzieniu wojskowym. Spędziła tam w sumie sześć lat i cztery miesiące. Dziś jest wdzięczna Bogu, że pomógł jej wytrwać w wierze.

Haroon był dobrze zapowiadającym się imamem. Już w wieku 15 lat zarządzał meczetem w dużym mieście pakistańskim. Tragiczna sytuacja chrześcijan w jego ojczyźnie oraz pobyt w Grecji, gdzie przebywał jako misjonarz i został bardzo gościnnie przyjęty przez chrześcijan, spowodowały początek procesu, który ostatecznie doprowadził go do wiary w Jezusa. Rodzina nie zaakceptowała jego decyzji. Został pobity przez najbliższych, złamano mu obie ręce, do tego rodzice wynajęli płatnego mordercę. Haroon musiał uciekać do innego miasta, potem na dobre porzucić ojczyznę. Podróżował przez Iran, Irak, Turcję, ostatecznie osiadł w Niemczech. Ale tam też próbowano go zabić, dlatego często zmienia miejsce pobytu, oddając się ewangelizacji swoich rodaków z Pakistanu. Jak wyznaje, codziennie modli się za swoich prześladowców.

Arash z Kabulu: kiedy rówieśnicy odkryli, że wierzy w Chrystusa, przestał chodzić do szkoły. Skala prześladowania była nie do wytrzymania. Szkoła jednak, a właściwie jej uczniowie, przyszli po niego. Trzech kolegów namalowało krzyż na jego domu. Dyskusja zamieniła się w bicie, policja aresztowała nie sprawców napaści, ale Arasha. Na posterunku próbowano siłą zmusić go do podpisania oświadczenia, że został chrześcijaninem, co wedle afgańskiego prawa oznacza proces i wyrok śmierci. Ponieważ policjanci tego nie wyegzekwowali, wypuszczono go za kaucją, z sugestią, że warto, aby jednak opuścił Kabul. Aby mieć pewność, że wyjedzie, wysłano za nim list gończy, w którym oskarżano go o pobicie funkcjonariusza policji i ucieczkę. Arash nie ukrywa, że chociaż życie jest teraz bardzo trudne, wiara w Jezusa jest dla niego tak cenna, że nigdy jej nie porzuci.

Deepa i jej mąż Ramesh z Indii nawrócili się do Jezusa po chorobie syna. Mieszkańcy wioski nie mogli tego zaakceptować. Kiedy nie udało im się siłą zmusić ich do powrotu do hinduizmu, zgwałcili Deepę, a potem potrącili samochodem Ramesha. Rodzina uciekła z wioski. Władze nie zezwoliły im na budowę nowego domu, ich szałas jest regularnie niszczony. Nie poddają się jednak i nieustannie odbudowują swoje liche domostwo, nie wyrzekając się wiary.

Tych kilka świadectw chrześcijan z różnych zakątków świata niech będzie inspiracją do częstszego poszukiwania sposobności spotkania się z tymi, którzy zaufali Jezusowi na dobre i na złe. Ich cierpienie niech stanie się wyzwaniem dla nas, dla naszej wiary, abyśmy nie ustawali w modlitwie i niesieniu doraźnej pomocy Kościołowi, który dziś, w wieku XXI, cierpi.

Tomasz Korczyński
fot. Open Doors

Idziemy nr 10 (544), 6 marca 2016 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI