5 czerwca
piątek
Waltera, Bonifacego, Walerii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W rękach hurtownika

Ocena: 0
1010

Na tysiąc polskich szpitali 250 pacjentów miesięcznie narażonych jest na ryzyko utraty zdrowia lub życia, bo nie ma zapasów niezbędnych leków 

fot. Monika Odrobińska/Idziemy

Czy opóźnienie dostawy o kilka godzin może wpływać na niepodanie leku pacjentowi w odpowiednim czasie? Na to pytanie aż 64,8 proc. ankietowanych odpowiedziało, że tak.

– Takie dane nie wymagają komentarza – mówi Dorota Haśko, kierownik Działu Zamówień Publicznych PGF Urtica, dostawcy co trzeciego leku do polskich szpitali. – Nie ma żadnych odgórnych dokumentów prawnych zabezpieczających dostępność leku. Placówki służby zdrowia kierują się tu wewnętrznymi umowami z dostawcami. W aż 43 proc. przypadków zamawiania produktów farmaceutycznych w trybie pilnym sytuacje dotyczą ratunku życia czy nagłego przypadku – wykazują badania przeprowadzone w szpitalach przez Związek Pracodawców Stratera Med, zrzeszający dostawców towarów i usług do szpitali. W ponad 22 proc. przypadków chodzi o nieprzewidzianą sytuację, np. niespodziewany wzrost zużycia danego specyfiku.

 

Prawo pacjenta

Ustawa o prawach pacjenta i RPP z 2008 r. mówi o prawie pacjenta do natychmiastowego udzielenia świadczenia zdrowotnego w przypadku zagrożenia zdrowia i życia. Nie precyzuje jednak, kto jest odpowiedzialny za zaopatrzenie szpitali. W praktyce jest to hurtownik. 

– Niektórzy zapis o natychmiastowej pomocy interpretują jako o pomocy niezwłocznej, a to ogromna różnica – mówi Dorota Haśko. – W 40 proc. polskich aptek szpitalnych leki zamawia się według bieżącej potrzeby, nie ma ich zapasów – dotyczy to, o zgrozo, głównie leków ratujących życie, bo z magazynowaniem „normalnych” preparatów typu syropy czy czopki problemu nie ma. Za utrzymywanie zapasów odpowiedzialni są w 100 proc. farmaceuci, czasem lekarze lub pielęgniarki, zamawiający leki w nagłych wypadkach w godzinach poza dyżurem farmaceuty.

To jest właśnie argument za tym, by zapasy były. Szpitale przyznają jednak, że obecna polityka w 90 proc. ich nie zadowala. – Jednocześnie ze specyfikacji zamówień publicznych, które przechodzą przez moje ręce, wiem, że o ile do dostaw zwykłych hurtownik jest zobowiązany w przedziale 24-48 godz., o tyle w przypadku leków na cito jest to przedział 6-8 godzin od momentu zamówienia – tłumaczy Dorota Haśko. – Leki na ratunek życia, bo tylko one są zamawiane w trybie pilnym, szpitale powinny mieć zmagazynowane na stałe.

Co czwarty szpital ma zapasy takich specyfików, których wystarczyłoby na 1-2 dni. Jeśli zdarzy się nieprzewidziany wypadek, zostanie on zużyty w kilka godzin. W 60 proc. szpitali leków ratujących życie starczyłoby na siedem dni. Zaledwie 8,5 proc. szpitali ma takie zapasy, których wystarczy na więcej niż 14 dni. Taki przedział czasowy jest normą w większości państw zachodnich.

Specyfikacje zamówień preferują oferty 24-godzinnego czasu dostarczenia towarów farmaceutycznych. Za opóźnienia przewidziane są kary w wysokości 0,5-5 proc. wartości dostawy. – To na hurtowni farmaceutycznej spoczywa więc obowiązek zabezpieczania leków – to ona ma mieć je w pogotowiu, gdy tylko szpital je zamówi. To na hurtownie przerzucany jest więc ustawowy obowiązek ratowania życiu lub zdrowia pacjenta – mówi Dorota Haśko. – A hurtownia to tylko przedsiębiorstwo, tymczasem to szpitale zachowują się jak przedsiębiorstwa, sprowadzając sprawę do aspektów ekonomicznych.

 

Dostawa na cito

Dochodzi do tak karygodnych poczynań, jak uzależnianie systemu wynagrodzeń w szpitalach od zapasów magazynowych leków, przy czym premiowany jest… brak takich zapasów. Tylko przepisy prawne mogłyby to zmienić. Na razie bowiem hurtownie farmaceutyczne traktowane są jak podmagazyn apteki szpitalnej.

Kierownicy szpitali rzeczywiście przyznają, że mrożenie pieniędzy w zapasach lekowych jest dla nich nieopłacalne. Pierwsze więc, co robią, by ciąć koszty, to przetrzebiają zapasy leków. Dorota Haśko podsumowuje. – W 250 przypadkach miesięcznie życie pacjenta zależy od tego, czy kierowca hurtowni nie będzie miał wypadku po drodze z dostawą leku do szpitala.

Leki ratujące życie są dostarczane bezpośrednio przez dostawców na docelowy oddział szpitala, a nie do apteki, nawet raz w tygodniu – dotyczy to 3 proc. przypadków. Raz w miesiącu zdarza się to więcej niż co piątej placówce. – To może być ten jeden raz, kiedy trafi na kogoś nam bliskiego – mówi Dorota Haśko. Tylko w jej firmie takich dostaw od początku roku było już 1700, a to jedna trzecia rynku.
– Jest dużo przepisów dotyczących wytwarzania leków, obrotu nimi czy ich reklamy, a brakuje ustawowych zapisów dotyczących odpowiedzialności za zatowarowanie szpitali – mówi Dorota Haśko. – Przyniosłyby one korzyści dla pacjenta, który – jak zawsze w kłótniach wokół służby zdrowia – się gubi.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 5 czerwca

Piątek, IX Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Bonifacego, biskupa i męczennika
Istotą Twojego słowa jest prawda *
i każdy Twój sprawiedliwy wyrok jest wieczny.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2 Tm 3,10-17; Ps 119,157,160.161 i 165.166 i 168; Mk 12,35-37
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter