2 sierpnia
poniedziałek
Kariny, Gustawa, Euzebiusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wakacje bez świadectwa

Ocena: 0
1034

– No jak tam, Tosiu, jutro po świadectwo? – zapytałam miłą sąsiadkę z piątego piętra, która promiennym uśmiechem krasiła właśnie swoje „dzień dobry”. Radosny uśmiech trzynastolatki zgasł w jednej chwili.

fot.pixabay.com/CC0

Gdybym przypuszczała, że taki będzie efekt mojego pytania, na pewno bym go nie zadała. Dziewczynka ze smętnym wyrazem twarzy wyjaśniła, że – niestety – do szkoły pójdzie dopiero we wrześniu, a świadectwo zobaczy tylko w komputerze. Nie chciałam się zanadto dziwić, żeby jej nie sprawiać przykrości, ale byłam zdumiona. Dziewczynka chodzi do renomowanej katolickiej szkoły, którą – jak w swej naiwności sądziłam – stać chyba organizacyjnie na przeprowadzenie małej uroczystości na boisku, nawet dla każdej klasy z osobna, żeby zachować dystans i upilnować dzieci, aby nie witały się zbyt wylewnie po długim niewidzeniu „w realu” (bo przecież widywały się na ekranie komputerów).

Chwilę wcześniej oglądałam zdjęcia z trwającej właśnie – w czwartkowe popołudnie 25 czerwca, w przeddzień oficjalnego zakończenia roku – uroczystości zakończenia roku szkolnego w klasie jednego z naszych wnuków. Też zresztą w katolickiej szkole. Czyli można!

Owszem, dzieci były w maseczkach bądź w przyłbicach, obie panie nauczycielki także, a wszystko odbywało się na boisku, gdzie wyniesiono stoły i krzesła, które ustawiono w odpowiedniej od siebie odległości. Na pewno wymagało to dobrej koordynacji i wysiłku. Każde dziecko dostało kartonowy, kolorowy medal z napisem „Mistrz pracy on-line i samodzielnej pracy w domu”. Była nie tylko satysfakcja i poczucie spełnionego obowiązku, ale też odnowienie więzi, odbudowa nadziei i poczucia sensu. I niech mi nikt nie mówi, że dzieciom tego nie potrzeba!

Mamy za sobą najdziwniejszy rok szkolny w życiu. Nie tylko dzieci, ale też ich rodzice i dziadkowie – nikt takiego nigdy nie przeżył, nie mamy jak dzielić się doświadczeniem, bo go nie mamy. W dodatku czas wciąż jest pandemiczny i bardzo trudny – także dla dzieci, a może nawet przede wszystkim dla nich, bo to właśnie im każe się rozumieć sprawy, których żadną miarą pojąć nie mogą. Czy rzeczywiście nie stać nas na zapewnienie dzieciom psychicznego wsparcia?

Dzień wcześniej zmartwiona mama piętnastolatki opowiadała mi o smutku i złości córki, która kończy szkołę podstawową i definitywnie rozstaje się ze swą grupa rówieśniczą, z którą spędziła większość lat życia. I szkoła nie ma zamiaru pomóc dzieciom, absolwentom, w przeżyciu tego – niekoniecznie przecież łatwego – momentu, choć każde z nich przyjdzie po świadectwo, bo musi je zanieść do wybranej szkoły średniej! Tak się już szkoła zacukała w koronawirusowej codzienności, w konieczności spełnienia wszystkich rygorów i zarządzeń, że zapomniała, jakie jest jej podstawowe zadanie? Aż do końca, do ostatniego dnia dziecka w szkole?

Po co o tym piszę, skoro mleko się już rozlało? Może jednak coś jeszcze można zrobić, skoro wciąż można przychodzić po świadectwo. Bo… co to za wakacje bez świadectwa?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz i publicystka, współautorka m.in. "Poradnika dla dziennikarzy i wydawców gazet lokalnych" oraz " Podstaw warsztatu dziennikarskiego", prowadzi zajęcia na Wydziale Dziennikarstwa UW, współtwórca i była, wieloletnia sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy".

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 2 sierpnia

Poniedziałek, XVIII Tydzień zwykły
Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Euzebiusza z Vercelli, biskupa albo wspomnienie św. Piotra Juliana Eymarda, prezbitera
Mój lud nie posłuchał mego głosu.
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Mt 14, 13-21
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter