14 grudnia
sobota
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wakacje: z rodziną czy od rodziny?

Ocena: 0
926

Rozczarowanie może przynieść także myślenie, że wyjazd naprawi kulejącą relację - mówi Janusz Wardak, moderator Akademii Familijnej, w rozmowie z Moniką Odrobińską.

fot. PAP / Marcin Bielecki

Czy w wakacje rodzicom wypada wypoczywać od dzieci?

Wakacje są na tyle długie, by zrealizować potrzebę każdego członka rodziny, z pewnością jednak potrzebny jest czas, który spędzi ona razem.

Do tego „razem” jeszcze wrócimy. A kiedy nie ma w domu dzieci, to…?

Rodzice powinni szukać odpoczynku od dzieci w tym sensie, by służyło to pogłębianiu ich relacji. Bo jest różnica między relacją rodzice-dzieci i mąż-żona. Dzieci przygotowujemy do rozstania z nami na rzecz usamodzielnienia; w przypadku małżonków jest odwrotnie: trzeba robić wszystko, by się od siebie nie oddalać.

Małżonkowie potrzebują czasu we dwoje, i dobrze, by nie ograniczało się to do wakacji. Weekend we dwoje choćby raz w roku to wręcz obowiązek małżeński.

Znam małżonków spędzających wakacje osobno. To może wnieść do związku powiew świeżości?

To kiepski pomysł. Statystyki pokazują, że fale rozwodów rosną po świętach, gdy ludzie nagle zmuszeni są do przebywania ze sobą dłuższy czas. Jeżeli od wielu lat urlop spędzają z dala od siebie, by się nie pokłócić lub poszukać nowych wrażeń, to nie wyjazdem należy się zająć, ale małżeństwem.

Warto się zastanowić, czemu to służy – może to tylko ucieczka? Może już mają dwa różne światy? Jeśli te światy się rozjeżdżają, to nie ma co się łudzić, że same się kiedyś zjadą. Małżeństwa nie cementuje wspólne mieszkanie ani nawet dzieci, ale budowanie i pielęgnowanie wzajemnej więzi. Kiedy, jak nie w czasie wolnym?

Rozczarowanie może przynieść także myślenie, że wyjazd naprawi kulejącą relację. Jeśli na co dzień nie ma czasu na bieżące rozmowy i nagle chcemy to nadrobić w wakacje, możliwe że skończy się serią kłótni.

A jeśli mąż widzi się na wycieczce rowerowej po Bornholmie, a żona w SPA?

Nie każdą pasję i potrzebę współmałżonka należy podzielać, dlatego jeśli on chce postrzelać z łuku na obozie sportowym, a ona sprawdzić się na warsztatach kuchni włoskiej, niech jadą osobno. Ale jeśli to wakacje mniej dla pasji, a bardziej od siebie, to jest to sygnał o kryzysie.

Do tego dochodzą z czasem potrzeby dzieci: jedno chce nad morze, drugie… nie. Jak z tego wybrnąć?

To jak z telewizorem w domu. Jeśli każdy chce oglądać co innego, można każdemu do sypialni wstawić osobny odbiornik, tylko co dobrego da to rodzinie jako całości? Jeśli w wakacje każdy rozjedzie się w swoją stronę, przepuścimy okazję do bycia razem, poznania się, zacieśniania więzi. Czy to, że każdy lubi inną potrawę, oznacza, że każdy ma jeść co innego? Nie. Takie sytuacje, jak ten telewizor, posiłki, wakacje, przygotowują na różne sytuacje życiowe: w szkole, w pracy, w innej społeczności, gdzie dzieci będą musiały trochę ustąpić na rzecz innych, nie iść po trupach – ale też tak, by same nie miały ciągłego poczucia krzywdy i zbywania własnych potrzeb. To się nazywa kompromis. I to rodzice uczą go na swoim przykładzie.

Jak to się przekłada na wakacje rodzinne z potrzebami od Sasa do Lasa?

My od 15 lat jeździmy wspólnie w jedno miejsce: do Białogóry. Nie przepadam za plażą, ale lubią ją niektóre moje dzieci. Ja mogę pojeździć na rowerze, entuzjaści spacerów i jagód mają do dyspozycji las. I nie ma typowych dla nadmorskich miejscowości straganów.

Inaczej jest, jeśli pojedziemy w wysokie góry, a nie wszystkim to odpowiada – wtedy oni nie mają alternatywy. Podobnie jest z pobytem w hotelu all inclusive. Dobrze jest znaleźć takie miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.

A może głosowanie?

Rodzina to nie jest byt demokratyczny. Styl wypoczynku, jak i wiele innych rzeczy, przekazują dzieciom rodzice. Nie narzucają, ale przekazują, konsekwentnie do niego przekonując. Dobrze, jeśli wypracowana jest kultura rodzinna. Jeśli np. co roku będziemy spędzać wakacje w zupełnie innym stylu, zawsze ktoś przez cały wyjazd będzie niezadowolony, a dzieci niczego to nie nauczy, mogą się poczuć zagubione.

Czasem trzeba zrezygnować z części swoich potrzeb. Jeśli wyjdziemy rodzinnie w góry i w połowie drogi okaże się np., że mama nie daje rady, to może zostać w schronisku. Jeśli maluchy idą tylko dlatego, że potem będą obiecane lody, też dobrze. A starsi upatrują w tym możliwości rywalizacji – dlaczego nie? Jeśli wyjazd spełni 75 proc. moich oczekiwań i potrzeb, to rewelacja. Dzieciom można mówić: wycieczka w góry jest przygodą bardziej dla nas, ale dla was potem będzie plac zabaw.

Ciągać dzieci w góry, jeśli rodzice mają taką pasję?

Jeśli pasja jest autentyczna, to się ją przekaże. Prędzej maluchom, niż nastolatkom, które w okresie buntu na złość rodzicom robią wszystko na odwrót. Z tym że wycieczka musi być dostosowana do możliwości dzieci. Jeśli są małe, to odpuśćmy sobie na razie Tatry, by ich nie zniechęcić. Pasją trzeba się dzielić, ale jej nie narzucać. Dzieci to w końcu odrębne osoby, z własnymi preferencjami i możliwościami.

A jeśli dzieci najchętniej dwa tygodnie grzebałyby w piasku nad Bałtykiem, a rodzice nie znoszą morza?

Nikt nie powinien nadmiernie się poświęcać. Jeśli po urlopie rodzice czują się sfrustrowani i mają poczucie straty, a nie wypoczynku, to znaczy, że źle go zaplanowali. Nie udało im się znaleźć rozwiązania, w którym każdy znalazłby coś dla siebie. Nad jeziorem też jest piasek, a jednocześnie mniej „plażowej atmosfery”, za którą nie każdy musi przepadać.

Niektórzy doradzają rodzicom małych dzieci, by brali urlopy w różnym czasie, wtedy dzieci będą miały atrakcyjne lato, a małżonkowie – okazję do tęsknoty. Dobre rozwiązanie?

Rozdzielenie się ma sens, jeśli dzieci są w różnym wieku i mają różne potrzeby: tata może jechać ze starszakami na wyjazd survivalowy, a mama w tym czasie z maluchami na agroturystykę. Ale część wakacji koniecznie jednak powinni spędzić wspólnie – dla wspólnych sympatycznych chwil i wspomnień, bo one są istotnym elementem dobrych relacji.

Czy przy małych dzieciach w ogóle możliwy jest wypoczynek?

To na pewno trudne, ale może być łatwiejsze, jeśli przyjmiemy odpowiednią strategię. Jeśli jedziemy sami, sto procent odpowiedzialności za czas dzieci spoczywa na nas. Ale jeśli pojedziemy w kilka rodzin, wtedy część czasu dzieci spędzą z rówieśnikami, a rodzice – sami ze sobą i z innymi dorosłymi. Takie gromadne wyjazdy mają jeszcze tę zaletę, że gwarantują zaufane grono rówieśników. Koledzy z przypadku nie zawsze mogą okazać się trafionym towarzystwem.

Są rodzice, którzy udowadniają, że dzieci nie są dla nich ograniczeniem, i zabierają bobasa do Indii czy Wietnamu. Rozsądnie?

Pierwszorzędną kwestią do rozważenia w tej kwestii jest bezpieczeństwo. Kolejna sprawa to atrakcyjność wakacji. Jeśli od małego zabieramy dzieci na egzotyczne wyjazdy, kilkulatkom fundujemy kurs nurkowania w Egipcie, to co nam zostanie po kilku latach?

Jestem za stopniowym uatrakcyjnianiem wakacji. Te dalekie są zwykle dla rodziców – dzieciom nie robi różnicy, czy grzebią w piasku w Dubaju, czy nad Zegrzem. Ważne jest oczywiście, by rodzice czuli, że dzieci ich nie ograniczają, ale czasem warto rozważyć czasowe przystopowanie pasji. Dobrze jest także ustawić priorytety: w wyjeździe rodzinnym, nawet nastawionym na zwiedzanie, najważniejsze jest przebywanie ze sobą, a nie bieganie od atrakcji do atrakcji.

Do jakiego wieku zabierać dzieci na rodzinne wakacje?

To zależy od naszych z nimi relacji. Prawnie mamy obowiązek opiekować się dziećmi do 18. roku życia, ale już z 15-16-latkiem można negocjować – przymuszać nie ma sensu, bo wakacje będzie miał zepsute i on, i my. Z młodszymi trzeba rozmawiać: co by sprawiło, by na tym wyjeździe czuli się lepiej. Dzieci należy traktować poważnie i z szacunkiem, ale też trzeba wyczuć, które z ich postaw to rzeczywista niechęć do spędzania wakacji z rodziną, a na ile to fanaberia lub szantaż i badanie granic pt. „co zrobicie, jeśli nie pojadę”.

Wakacje z rodzicami – najlepiej tak, a co z koloniami, obozami itp.?

Jak najbardziej! Dzieci potrzebują nie tyle odpocząć od rodziców, ile potrenować swoją samodzielność. Jeśli będziemy je od tego powstrzymywać, możemy tylko wzmagać ich lęk przed usamodzielnianiem. Wyjazdy grupowe bez rodziców, w czasie których trzeba sobie zorganizować czas bez ich udziału, a jednocześnie odnaleźć się w nowym środowisku, z innymi opiekunami i regułami, to doskonała szkoła dojrzewania. Pod warunkiem, że wyjazd jest rozwojowy, ale i moralnie bezpieczny.

Czy rodzinne wakacje z laptopem i służbowym smartfonem mają prawo się udać?

W dzisiejszych czasach, gdy wiele osób pracuje na siebie, często wydaje się to nieuniknione. Jednak samemu sobie trzeba nałożyć ograniczenie i ustalić z małżonkiem, że jeśli oddaję się zadaniom służbowym, to tylko pilnym, a nie nadrabianiu zaległości.

Czy w takim razie mamy prawo zakazywać dzieciom smartfonów i konsoli?

Jeśli na co dzień dziecko używa smartfona, to odcięcie go od niego na wakacje, kiedy wreszcie ma więcej czasu, byłoby zbytnim przykręcaniem śruby i jest mało realne. Wystarczy respektować wcześniej ustalone zasady, np. godzina mediów społecznościowych dziennie. Konsola to inna sprawa – służy do rozrywki, podobnie jak telewizor w pokoju. Jeśli są pod ręką, gdy będzie padał deszcz, dzieci prędzej zasiądą przed ekranem, niż nałożą kalosze. A najlepiej jechać w miejsca bez zasięgu, wtedy nie będzie pokus.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 grudnia

Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli.
Dziś w Kościele:
+ sobota, II tydzień Adwentu, wspomnienie św. Jana od Krzyża, prezbitera i doktora Kościoła
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Syr 48,1-4.9-11; Ps 80,2ac.3b.15-16.18-19; Mt 17,10-13
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -