Wszystko różowe
Panie, których dzieciństwo przypadło na lata 70., pewnie pamiętają, czym była różowa kredka. Czystym pięknem. Luksusem zarezerwowanym do plastycznych zadań specjalnych i pożyczanym tylko ulubionym koleżankom.
Przedmiotem westchnień i zazdrości. Marzeniem, dla wielu nieosiągalnym. Bywała bowiem tylko w kompletach kredek przywożonych, najczęściej własnym sumptem, z Niemiec lub Czechosłowacji. Nie wiedzieć czemu rodzime zestawy, skądinąd znacznie lepszej jakości niż zagraniczne, nigdy różowych kredek nie zawierały. W tamtych czasach na kolor różowy było wyraźnie założone embargo – bo czy mogło chodzić tylko o brak różowego pigmentu? Szarość we wszystkich odcieniach – jak najbardziej, ale róż? Co to, to nie. A już na pewno nie w radosnej, wolnej, szalonej, pełnej wigoru i fantazji wersji pink.
Która z tamtych dziewczynek marzących o różowej kredce mogła choćby przypuszczać, że pokolenie ich córek będzie się nurzało w oceanie rożu wszelkich odcieni, od najbledszego pastelowego po najbardziej zjadliwie nasycony? Kolor różowy stał się nieodłącznym atrybutem istot płci żeńskiej, poczynając od kolebki, gdy różowe śpioszki mają podkreślać słodycz ich właścicielki, a kończąc na schyłkowej podstawówce, kiedy to wreszcie któraś z „najbardziej do przodu” koleżanek ogłosi, że noszenie różowych ciuchów to obciach. Gdzieś „pomiędzy” trudno uświadczyć dziewczynkę ubraną w zieleń, granat czy brąz. Nawet jeżeli tak naprawdę jej ulubionym kolorem jest czerwony. Trudno się nie zgodzić, że wiele w tym dyktatu mody, instynktu stadnego i estetyki Barbie, której ulegają nie tylko małe kobietki. Ale trudno też z drugiej strony zaprzeczyć, że róż wydaje się jakąś pierwotną tęsknotą kobiecego serca. Bo jak stwierdziła moja serdeczna koleżanka Iza, kupując sobie różowy aparat fotograficzny: „Każda chce być królewną. Chociaż troszeczkę”.
Ba, znam niejednego chłopca, który, zanim uznał to za niestosowne, szczerze lubił róż. Różowy to kolor marzeń, a marzenia przecież są dla wszystkich. W naszym języku mamy takie wyrażenia jak widzieć/malować/przedstawiać coś w różowych barwach czy być w różowym nastroju. Bo róż to kolor pomyślności, energii, radości życia, najlepszych jego stron, a przede wszystkim optymizmu. Bez żadnych skojarzeń z obciachem, naiwnością czy infantylizmem. W końcu patrzenie na świat przez różowe okulary jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Lidia Molak
Idziemy nr 5 (334), 29 stycznia 2012 r.
Wstecz...
Która z tamtych dziewczynek marzących o różowej kredce mogła choćby przypuszczać, że pokolenie ich córek będzie się nurzało w oceanie rożu wszelkich odcieni, od najbledszego pastelowego po najbardziej zjadliwie nasycony? Kolor różowy stał się nieodłącznym atrybutem istot płci żeńskiej, poczynając od kolebki, gdy różowe śpioszki mają podkreślać słodycz ich właścicielki, a kończąc na schyłkowej podstawówce, kiedy to wreszcie któraś z „najbardziej do przodu” koleżanek ogłosi, że noszenie różowych ciuchów to obciach. Gdzieś „pomiędzy” trudno uświadczyć dziewczynkę ubraną w zieleń, granat czy brąz. Nawet jeżeli tak naprawdę jej ulubionym kolorem jest czerwony. Trudno się nie zgodzić, że wiele w tym dyktatu mody, instynktu stadnego i estetyki Barbie, której ulegają nie tylko małe kobietki. Ale trudno też z drugiej strony zaprzeczyć, że róż wydaje się jakąś pierwotną tęsknotą kobiecego serca. Bo jak stwierdziła moja serdeczna koleżanka Iza, kupując sobie różowy aparat fotograficzny: „Każda chce być królewną. Chociaż troszeczkę”.
Ba, znam niejednego chłopca, który, zanim uznał to za niestosowne, szczerze lubił róż. Różowy to kolor marzeń, a marzenia przecież są dla wszystkich. W naszym języku mamy takie wyrażenia jak widzieć/malować/przedstawiać coś w różowych barwach czy być w różowym nastroju. Bo róż to kolor pomyślności, energii, radości życia, najlepszych jego stron, a przede wszystkim optymizmu. Bez żadnych skojarzeń z obciachem, naiwnością czy infantylizmem. W końcu patrzenie na świat przez różowe okulary jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Lidia Molak
Idziemy nr 5 (334), 29 stycznia 2012 r.
Wstecz...
wtorek, 22 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...



