16 kwietnia
wtorek
Kseni, Cecylii, Bernardety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

XXIV Światowy Dzień Walki z Rakiem - historia Mirka

Ocena: 0
292

Mirek Krajewski wrócił do szpitala w Lesznie z aparatem fotograficznym. Tak powstał album niecodziennych ujęć. 

Fot. Szpitalna sesja fotograficzna, fot. CC-BY Mirek Krajewski

Stanął ramię w ramię z lekarzami, którzy kiedyś walczyli o niego.

Jedną nogą byłem już na tamtym świecie

– wyjawia w rozmowie z Family News Service. Mówi też o tym, co pozwoliło mu wyjść zwycięsko z choroby nowotworowej.

Nie ma dobrego czasu, aby dowiedzieć się o poważnej chorobie

– mówi. W kwietniu 2022 roku, gdy nagle znalazł się w szpitalu, był w pełni sił: miał 54 lata, był aktywny zawodowo, pełen pasji i planów, miał kochaną i kochającą rodzinę.

Lawina ruszyła: najpierw lekki zawał, potem bakterie we krwi i potężna dawka antybiotyków, a finalnie guz na jelicie grubym, okazało się złośliwy

– opowiada o tym czasie. Przeszedł dwie operacje i poważne problemy kardiologiczne. Druga operacja uratowała mu życie, ale efektem były wszelkie możliwe komplikacje pooperacyjne.

Na tym etapie przeżyłem stan, w którym jedną nogą byłem już na tamtym świecie

– dodaje.

Mirek nie chce jednak długo mówić o chorobie.

Chciałbym skoncentrować się na tym, co pozwoliło mi wyjść zwycięsko z całej sprawy

– wyjaśnia. Dzieli się siedmioma rzeczami, które uważa za kluczowe w walce z chorobą.

 1. Pozytywne myślenie

Na pierwszym miejscu Mirek wymienia pozytywne myślenie.

Naprawdę, autentycznie wiedziałem, że to wszystko pokonam

– mówi. Na szczęście guza wykryto na wczesnym etapie i nie było przerzutów.

Miałem oczywiście kryzys, gdy po drugiej operacji ciągle coś się komplikowało

– przyznaje Krajewski. W kryzysie dużą pomocą była rozmowa ze szpitalnym psychologiem.

Nie bójmy się w szpitalu o taką pomoc poprosić – taka rozmowa naprawdę dużo daje

– mówi mężczyzna.

2. Pasja

Dużą pomocą w pokonaniu choroby było „zajęcie głowy czymś innym", żeby uniknąć ciągłego rozmyślania na temat stanu zdrowia i tego, co może z tego wyniknąć.

Warto mieć jakąś pasję, neutralny świat, w którym można się zanurzyć, odizolować od negatywnych bodźców. 

Dla niego takim azylem okazało się fotografowanie.

Ze zdwojoną siłą ruszyłem w tym kierunku i pomimo kłopotliwego worka stomijnego oraz osłabienia chemioterapią, nieustannie szukałem okazji do fotografowania.

3. Gesty wsparcia

Kolejny aspekt, który pomógł Mirkowi stanąć na nogi, to wszelkie gesty wsparcia.

Do dzisiaj jestem bezgranicznie zdumiony odzewem mnóstwa osób przejętych moją chorobą

–  wyznaje. Okoliczności sprawiły, że żona była pośrednikiem w ich przekazywaniu.

Mnogość dobrych słów, setek modlitw, dziesiątek Mszy św. na całym świecie oboje nas zaskoczyła

– wyznaje. Ktoś ofiarował mu oleje św. Szarbela, ktoś inny oleje zupełnie mu nieznanego św. Peregryna. Całkowitą niespodzianką było zaproszenie od wcześniej nieznanej osoby do Islandii na sesję fotograficzną zorzy polarnej – aby mógł spełnić swoje wielkie marzenie, gdy tylko siły na to pozwolą.

4. Zaufanie do lekarzy

Jako kolejny aspekt Mirek wymienia zaufanie do lekarzy.

Bez najmniejszego szemrania wykonywałem wszelakie polecenia i zalecenia personelu, zwłaszcza te, których sensu nawet nie rozumiałem. 

Leczył się w Wojewódzkim Szpitalu Wielospecjalistycznym im. dr. Jana Jonstona w Lesznie. Niektórzy doradzali rodzinie większe ośrodki, ale Krajewski jest przekonany, że decyzja o leczeniu w Lesznie była słuszna. Podkreśla profesjonalizm, zaangażowanie, komunikatywność i serdeczność personelu.

Miałem szczęście przebywać wśród autentycznie kompetentnych ludzi

– dodaje.

5. Sakramenty

O tym niewiele się mówi

– zauważa Krajewski. Mówi o codziennym przyjęciu Chrystusa w Komunii, co jest ważne dla wierzącego. W szpitalu odkrył jeszcze moc innego sakramentu:

Darem Kościoła jest sakrament chorych. Moje osobiste doświadczenie jest takie, że z racji przyjętego namaszczenia ani przez chwilę nie myślałem, co ze mną się stanie, byłem niesamowicie spokojny.

Wspomina, że pamiętnej nocy, gdy ważyło się jego życie, niepokoił się bardzo, jaka będzie reakcja najbliższych.

Mirek Krajewski z aparatem na oddziale chirurgii, fot. archiwum prywatne

Chciałem nawet poprosić pielęgniarkę o kartkę i długopis, aby skreślić kilka słów pożegnania z najbliższymi

– dodaje.

6. Intencja

Pod koniec pobytu w szpitalu przyszła mu jeszcze jedna myśl:

Kiedy tak leżałem pewnej bezsennej nocy w szpitalu, rozmyślałem, dlaczego mnie to wszystko spotkało i co z tym mogę zrobić.

Odpowiedź przyszła nad ranem:

Mogę to moje cierpienie przekuć w dobro poprzez ofiarowanie tego całego bałaganu w jakiejś intencji. Jak każdy, takie intencje miałem i skwapliwie z okazji skorzystałem.

Mirek nie chce jednak zdradzić, jaka to intencja.

7. Rodzina

Mimo że Mirek wymienia ten aspekt na końcu, uważa, że jest najważniejszy: wsparcie rodziny i najbliższych. Według niego wydaje się to naturalne i oczywiste, ale jest kluczowe w pokonaniu choroby i powrocie do zdrowia.

Pragnę jednak, żeby to również wybrzmiało – cierpienie jednoczy rodzinę

– podkreśla. 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 16 kwietnia

Wtorek, III Tydzień wielkanocny
Ja jestem chlebem życia.
Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 6, 30-35
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter