9 sierpnia
niedziela
Romana, Ryszarda, Edyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Z misją w Kurdystanie

Ocena: 0
1449

Komu konkretnie Pan pomaga?

Nie rozróżniam, czy ktoś jest chrześcijaninem, jazydem czy muzułmaninem. Pomagam wszystkim, którzy pomagają chrześcijanom. Niektórzy, oburzeni na moją pomoc muzułmanom, pytają: „a czy oni by nam pomogli?”. Wielu z nich zginęło w obronie chrześcijan. W fundacji jest muzułmanin – Polak, Tatar, który był imamem w gdańskim meczecie. On nie ma wątpliwości, że pomagać należy i żołnierzom chrześcijańskim, i jazydom.

Przed drugą wyprawą – tą czerwcową – razem z Fundacją Pomocy Dzieciom z Żywca i Fundacją Estera uzbieraliśmy 12 tys. dolarów, problemem nie jest tam dostępność artykułów, ale bieda. Proszą o pieniądze, a nie o towary, by szansę na przetrwanie mieli lokalni wytwórcy i sklepikarze. By kraj gospodarczo stawał na nogi. Tam są chemicy, inżynierowie, prawnicy, lekarze, nauczyciele, ale w czasie wojny terroryści ograbili ich ze wszystkiego. Nie traktujmy Iraku jako trzeciego świata.

 

Czym się różnią poszkodowani przez wojnę: ci, którzy przypłynęli do Europy, od tych, którzy zostali na miejscu?

Dziewięćdziesiąt dziewięć proc. mediów opiera się na jednym przekazie. Słuchamy tych, którzy nielegalnie dotarli do Europy i mówią to, co wygodnie nam słyszeć: że byli prześladowani. Czy 745-milionowa Europa ma zamiar przyjąć kilkaset milionów uciekinierów z Azji i Afryki, nie sprawdziwszy nawet, czy są ofiarami, czy katami?

Ludzie, którzy zdecydowali się zostać na miejscu, pytają mnie: dlaczego pomagacie tylko tym, którzy mieli pieniądze, by do was dopłynąć? Jeden z nich powiedział mi, że w telewizji widział „uchodźcę”, który spalił mu dom i za ukradzione pieniądze dostał się do Niemiec. Zapytał: czemu jemu pomagacie, a mnie nie? Takich pytań przez dwa tygodnie pobytu usłyszałem kilkadziesiąt od ludzi różnych wyznań i narodowości. Ci „uchodźcy” płyną do Europy po zasiłki. Krzyczą do kamer: „oddajcie nasze pieniądze” – wierzą bowiem, że z woli Allaha przetrzymujemy pieniądze należące do nich. 80 proc. chrześcijan po dotarciu do europejskich obozów uchodźców padło ofiarą przemocy ze strony muzułmanów. Jazydzi są bici, gwałceni, zabijani.

Tymczasem demonstrantów maszerujących z flagami tzw. Państwa Islamskiego w europejskich miastach ochrania policja! Podkreślam, że tam, gdzie byłem, nie ma żadnego Państwa Islamskiego. Są mordercy, gwałciciele, sadyści i terror, który takie działania sankcjonuje.

 

Co robić w tej sytuacji?

Koledzy mówią, że zająłem się białymi wielorybami. A ja chcę pomagać tym, którzy zdecydowali się zostać na miejscu, bronić kraju i go odbudowywać. Zresztą niewielu z tych, którzy uciekli, było do tego zmuszonych. Udajemy, że pomagamy im nie ze strachu, ale z pobudek humanitarnych. Ale to humanitaryzm źle rozumiany. Na świecie jest 1,3 mld muzułmanów. Nie nawołujemy do III wojny światowej przeciwko nim, bo oni też padają ofiarami terroru. Ale musimy stawić razem opór tym, którzy chcą nas zniszczyć. A tych, którzy chcą się do nas dostać, musimy skrupulatnie sprawdzać. To żmudna praca, bo żeby przyjąć samych tylko Irakijczyków, trzeba by znać płynnie minimum cztery języki, by rozróżnić: szyitę, sunnitę, Kurda, jazyda czy Asyryjczyka. W tej chwili mamy zarejestrowanych przybyszów z 77 krajów – by ich prześwietlić, służby muszą mieć rozeznanie nie tylko w językach, ale i znajomość obszarów, z których pochodzą.

 

Czy to w ogóle jest do przeprowadzenia?

Stany Zjednoczone jednego przybysza z Iraku weryfikują dwa lata. I to poza granicami swojego kraju! Europa powinna ochraniać terytoria objęte wojną, co zapobiegnie emigracji, a nie wspierać tych, którzy dostali się tu nielegalnie. Na każdego imigranta wydajemy tysiące euro, tam na miejscu rodzinie wystarczy 100 dol. na kilka miesięcy.

Przyjmować powinniśmy tylko pełne rodziny z grup prześladowanych – chrześcijan i jazydów – i tylko na czas trwania konfliktu. A pozostałych tam wspierać nie tylko pomocą humanitarną, ale i szkoleniami oraz bronią, by mogli walczyć ze świetnie uzbrojonymi i wyszkolonymi mordercami.

 

Takie postulaty nie pojawiają się na forum międzynarodowym…

Na forum międzynarodowym mówi się o pomocy charytatywnej. To czysty biznes. Proszę przeczytać książkę Lindy Polman „Karawana kryzysu. Kulisy przemysłu pomocy humanitarnej”. Napisała ją wieloletnia pracownica różnych organizacji charytatywnych. 60 proc. przekazywanych środków pomocowych jest odzyskiwane przez państwa, mające w tym interes. USA odzyskują nawet 80 proc. Aby na miejscu wybudować szkołę czy szpital, zatrudnia się nie tamtejsze firmy, co dźwignęłoby kraj gospodarczo i dało ludziom wędki zamiast ryb, ale firmy z kraju, z którego płynie pomoc.

Sposób udzielania pomocy na miejscu jest mało budujący – do ludzi dociera niewielka część zebranych środków. Pieniądze giną w trybach machiny charytatywnej: na pięciogwiazdkowe hotele, samochody, ochronę, tłumaczy. Ja staram się odwrócić te proporcje: 90 proc. środków trafia do uchodźców. Podczas czerwcowej wyprawy do Iraku zawarłem umowę z tamtejszymi organizacjami pomocowymi. Przesyłam im pieniądze, a oni się z nich rozliczają.

 

Jak na Pańską działalność reagują najbliżsi?

Żona rozumie. Broni ogniska domowego przed mediami. Jako osoba wierząca i praktykująca nie mam wątpliwości, że to, co robię, jest potrzebne. Zawsze wracam do rodziny – żony, z którą za rok świętować będziemy 20-lecie ślubu, i dwóch wspaniałych synów. Dom to mój fundament. Jestem wysłannikiem dobroci Polaków. Polacy to wspaniały naród, który chce pomagać. Nie daje się zaszczepianej mu latami pedagogice wstydu – bo my nie mamy się czego wstydzić! Zgłaszają się do mnie osoby, które chcą ze mną jeździć do Iraku, by osobiście spotkać tych chrześcijan i ich pokrzepić.

Jeśli się uda, to w listopadzie znów jadę do Iraku – z dokumentalistami, którzy będą robić film o zgwałconych jazydkach. Może dzięki temu, co nagłośnię, sytuacją jazydów zainteresują się duże organizacje?

A co do wyjazdów – ja naprawdę bezpieczniej niż w Paryżu czuję się w Kurdystanie, gdzie ostatni zamach był dwa lata temu i zginęły w nim dwie osoby. Kurdowie doprowadzili do tego, że ten kraj staje się bezpieczny. Tam duchowni nawołują, by w obronie własnej używać siły.

Dzisiejsi Europejczycy to mentalni kastraci. Robią marsze przeciw przemocy i udają, że walczyć nie można, bo jeszcze ktoś przy tym zginie.

Konto fundacji charytatywna Orla Straż:
19 1750 0012 0000 0000 3332 4887 (PLN)

Ppor. Bartosz Rutkowski (1974) – z wykształcenia zwiadowca, nurek, założyciel Fundacji Orla Straż, z ramienia której wspiera ofiary działań Państwa Islamskiego.

 

rozmawiała Monika Odrobińska
fot. arch. Bartosza Rutkowskiego

Idziemy nr 41 (575), 9 października 2016 r.

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 9 sierpnia

Niedziela, XIX Tydzień zwykły
 «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!»
+ czytania liturgiczne (rok A, II): 1Krl 19,9a.11-13a; Ps 85,9ab.10-14; Rz 9,1-5; Mt 14,22-33
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ komentarz tygodnika Idziemy

Nowenna do Matki Bożej Łaskawej w intencji Ojczyzny (5-14 sierpnia)
Dziś: parafia św. Antoniego w Mińsku Mazowieckim

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter