Z Syberii na Czarny Ląd
To było 10 lutego 1940. Łomot do drzwi, krzyki i pospieszne pakowanie. Dla dziewięcioletniej Danuty Kość zakończył się okres szczęśliwego dzieciństwa.
Niemal trzy lata spędziła na Syberii, a potem znalazła się w afrykańskim buszu. – W Ugandzie na skraju dżungli poczułam się bezpieczne – wspomina pani Danuta, córka górnika z Kałusza koło Stanisławowa. – Po pracy przy wyrębie lasu w okolicach Archangielska, wyniszczającej podróży i utracie, niemal w jednym tygodniu, obojga rodziców oraz brata, tu znalazłam namiastkę rodzinnego domu. – Dla mnie i brata to było spełnienie marzeń: na Syberii przeczytaliśmy jedną tylko książkę: „W pustyni i w puszczy”, dlatego namawialiśmy mamę, by pojechać właśnie tam – dodaje Maria Dutkiewicz z domu Gill, córka wojskowego, która na nieludzką ziemię trafiła z Grodna podczas drugiej masowej wywózki 13 kwietnia 1940.
EXODUS
Polska Armia pod dowództwem gen. Władysława Andersa, po podpisaniu układu Sikorski-Majski, gromadziła się w Buzułuku i kilku miejscowościach na południu Związku Radzieckiego. Potem kierowano ją przez Persję (dziś: Iran) i Irak do Palestyny. Ewakuowała się także ludność cywilna. W sumie z łagrów i więzień uwolniono wówczas około 70 tys. żołnierzy i ponad 30 tys. cywilów.
– Zanim jeszcze wydostaliśmy się ze Związku Radzieckiego, w Guzarze (Uzbekistan) koczowaliśmy tuż przy ogrodzeniu obozu polskiego wojska – wspomina pani Maria. – Baliśmy się zamieszkać dalej, by nas nie zostawiono. Żołnierze dzielili się z nami swoimi racjami żywności: zupą i kromką chleba. Resztę trzeba było zdobyć, zbierając np. żółwie pustynne, które wieczorem wygrzebywały się z piasku.
– Południe okazało się dla wielu Polaków śmiertelne: umierali m.in. na tyfus i czerwonkę. Pracując przy zbieraniu bawełny zapadali na jaglicę, chorobę oczu, przez którą sama omal nie straciłam wzroku – wyjaśnia pani Danuta, która po opuszczeniu okręgu archangielskiego trafiła w okolice Buchary. – Mój ojciec, podobnie jak bardzo wiele osób, umarł na skutek wycieńczenia.
BEZPIECZEŃSTWO
Polski rząd w Londynie wiedział, że musi zaopiekować się także cywilami. Poprosił o pomoc i Polacy zostali przyjęci przez Australię, Nową Zelandię, Indie, Meksyk, a najwięcej (18 tys. osób) przez brytyjskie kolonie w południowej, środkowej i północnej Afryce. Bohaterki tek- stu trafiły do Ugandy. – Miałam wówczas 13 lat i i wszystko nam, bratu i mnie, bardzo się podobało: i sawanna, którą znałam już z lekcji geografii, i pędzące po niej antylopy, żyrafy oraz bawoły – pani Maria uśmiecha się. – Nocą, gdy po raz pierwszy zobaczyłam usłane gwiazdami afrykańskie niebo, byłam zachwycona. Niepokoiły mnie tylko ryki dzikich zwierząt dochodzące z dżungli i krokodyle, które zobaczyliśmy po raz pierwszy, płynąc po Nilu.
– Dla mnie ważniejsze niż otoczenie były emocje. Tu po raz pierwszy po śmierci najbliższych i okresie spędzonym w sierocińcu znalazłam się z osobami, które znałam jeszcze z Polski – wspomina Danuta Kość, która miała wówczas 12 lat. – Czułam ukojenie.
MASINDI
– Gdy w połowie 1943 roku dotarliśmy na miejsce, przygotowane były dla nas wioski tworzące rozległy obóz w dżungli – wspomina Maria Dutkiewicz. – Czekały na nas szeregi trzyizbowych domków z podcieniami, z gałęzi pooblepianych gliną i pokrytych dachem z trawy słoniowej. A w nich łóżka z moskitierami, taborety, stół, wiadro, miska i naczynia kuchenne. Za każdym domem znajdowała się kuchnia i latryna.
– Czułam radość: wszystko było czyste i świeże. Po tygodniach koczowania pod gołym niebem, w jednym ubraniu – zanim udało się nam opuścić wraz z wojskiem Związek Radziecki – to był dla mnie prawdziwy luksus – mówi. Każdą izbę zajmowała jedna rodzina, głównie kobiety z dziećmi, rzadko – niepełnosprawni mężczyźni i chłopcy do lat 16, którzy później trafiali do wojska. W osiedlu znajdował się również sierociniec dla dzieci, które utraciły swoich najbliższych. Polacy każdej wiosce nadali inną nazwę, a cały obóz – od nazwy pobliskiego miasteczka – zwano Masindi. Mieszkało w nim około 5 tys. osób.
DOM
Obozem zawiadywał komendant inż. Jerzy Skolimowski, później – inż. Franciszek Hawling. Znajdowały się tu przedszkola, trzy szkoły powszechne, gimnazjum ogólnokształcące i liceum humanistyczne, a także szkoły zawodowe dla chłopców i dziewcząt, szpital, pracownie rzemieślnicze, sklepik osiedlowy i magazyn. W trakcie pobytu ludność – z inicjatywy proboszcza ks. Franciszka Winczowskiego – zbudowała kościół.
Wstecz...
EXODUS
Polska Armia pod dowództwem gen. Władysława Andersa, po podpisaniu układu Sikorski-Majski, gromadziła się w Buzułuku i kilku miejscowościach na południu Związku Radzieckiego. Potem kierowano ją przez Persję (dziś: Iran) i Irak do Palestyny. Ewakuowała się także ludność cywilna. W sumie z łagrów i więzień uwolniono wówczas około 70 tys. żołnierzy i ponad 30 tys. cywilów.
– Zanim jeszcze wydostaliśmy się ze Związku Radzieckiego, w Guzarze (Uzbekistan) koczowaliśmy tuż przy ogrodzeniu obozu polskiego wojska – wspomina pani Maria. – Baliśmy się zamieszkać dalej, by nas nie zostawiono. Żołnierze dzielili się z nami swoimi racjami żywności: zupą i kromką chleba. Resztę trzeba było zdobyć, zbierając np. żółwie pustynne, które wieczorem wygrzebywały się z piasku.
– Południe okazało się dla wielu Polaków śmiertelne: umierali m.in. na tyfus i czerwonkę. Pracując przy zbieraniu bawełny zapadali na jaglicę, chorobę oczu, przez którą sama omal nie straciłam wzroku – wyjaśnia pani Danuta, która po opuszczeniu okręgu archangielskiego trafiła w okolice Buchary. – Mój ojciec, podobnie jak bardzo wiele osób, umarł na skutek wycieńczenia.
BEZPIECZEŃSTWO
Maria Dutkiewicz jest prezesem Towarzystwa „Klub pod Baobabem” (siedziba: Wrocław), skupiającego osoby, które w latach 40. trafiły do Afryki. Obecnie należy do niego ok. 200 członków |
– Dla mnie ważniejsze niż otoczenie były emocje. Tu po raz pierwszy po śmierci najbliższych i okresie spędzonym w sierocińcu znalazłam się z osobami, które znałam jeszcze z Polski – wspomina Danuta Kość, która miała wówczas 12 lat. – Czułam ukojenie.
MASINDI
– Gdy w połowie 1943 roku dotarliśmy na miejsce, przygotowane były dla nas wioski tworzące rozległy obóz w dżungli – wspomina Maria Dutkiewicz. – Czekały na nas szeregi trzyizbowych domków z podcieniami, z gałęzi pooblepianych gliną i pokrytych dachem z trawy słoniowej. A w nich łóżka z moskitierami, taborety, stół, wiadro, miska i naczynia kuchenne. Za każdym domem znajdowała się kuchnia i latryna.
– Czułam radość: wszystko było czyste i świeże. Po tygodniach koczowania pod gołym niebem, w jednym ubraniu – zanim udało się nam opuścić wraz z wojskiem Związek Radziecki – to był dla mnie prawdziwy luksus – mówi. Każdą izbę zajmowała jedna rodzina, głównie kobiety z dziećmi, rzadko – niepełnosprawni mężczyźni i chłopcy do lat 16, którzy później trafiali do wojska. W osiedlu znajdował się również sierociniec dla dzieci, które utraciły swoich najbliższych. Polacy każdej wiosce nadali inną nazwę, a cały obóz – od nazwy pobliskiego miasteczka – zwano Masindi. Mieszkało w nim około 5 tys. osób.
DOM
Obozem zawiadywał komendant inż. Jerzy Skolimowski, później – inż. Franciszek Hawling. Znajdowały się tu przedszkola, trzy szkoły powszechne, gimnazjum ogólnokształcące i liceum humanistyczne, a także szkoły zawodowe dla chłopców i dziewcząt, szpital, pracownie rzemieślnicze, sklepik osiedlowy i magazyn. W trakcie pobytu ludność – z inicjatywy proboszcza ks. Franciszka Winczowskiego – zbudowała kościół.
Wstecz...
wtorek, 22 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...



