20 czerwca
środa
Diny, Bogny, Florentyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Za rok o tej porze

Ocena: 0
1297

Przed nami pracowity rok: wyciągajmy domowe albumy, przegrzebujmy gminne archiwa, opisujmy zdjęcia, szukajmy stuletnich szkół i tradycji

Ciocia Stasia i wujo Władek Dąbrowscy, urodzeni jeszcze dobrze w XIX wieku, wrócili z Rosji dość późno, może nawet dopiero po traktacie ryskim (1921), bo też wcale nie było łatwo stamtąd wyjechać. Wujo, jako urzędnik kolejowy – carski przecież – został zaraz na początku „wojny europejskiej” ewakuowany ze swym urzędem, więc powrót do Polski był tym trudniejszy. Wiele lat później, już jako sędziwy człowiek, opowiadał nam, ciotecznym wnukom, o potwornych scenach z czasów rewolucji, ale to temat na inny felieton.

Kiedy wrócili, Polska już była. Na bardzo starym, malutkim zdjęciu stoją zbiedniali, skurczeni, smutni, na tle jakiegoś drewnianego baraczku, wokół żadnych drzew czy kwiatów. – To musi być ich dom na Konarskiego – odkryła wreszcie moja siostra – tyle że na samym początku, cztery deski i komin. Ściągnęli z Rosji do Skarżyska-Kamiennej, gdzie żyli przed wojną – i tu polski rząd, czy może koleje państwowe (choć formalnie pod nazwą PKP zaistniały w 1926 r.), przydzielały takim jak oni repatriantom spłachetki ziemi odzyskanej po carskich nieruchomościach, garnizonach czy terenach kolejowych.

Jak było dokładnie, nie wiem – ale wiem, że to jest na pewno temat na nadchodzące obchody stulecia Odrodzonej Polski: nie nasze ciocie i wujkowie, bo takich rodzin były tysiące, ale cała wielka organizacja państwa, które chciało sobie z tym wszystkim radzić i jakoś przecież sobie poradziło. W niektórych kwestiach tak wzorcowo, że aż dziw, iż nie braliśmy przykładu w minionym ćwierćwieczu. Z utraconych kresów przyjeżdżały całe wagony dzieci z polskich sierocińców, umieszczane w miastach kresów odzyskanych – w Wejherowie czy Tczewie – i tam nabierały siły do życia.

Obchody stulecia Niepodległej Polski przewidziane są na kilka lat, i w tym cała nadzieja, że uda nam się pokazać i przypomnieć cały ten niebywały dorobek startu, i to zgoła nie od 11 listopada 1918 r., ale i wcześniejszych lat. Główny Urząd Statystyczny został powołany już w lipcu 1918 r.! Zgoda niemieckich władz okupacyjnych na wprowadzenie w 1915 r. języka polskiego na Politechnice Warszawskiej – także na uniwersytecie – sprawiła, że z intratnych posad na zagranicznych uczelniach zaczęli przyjeżdżać wybitni polscy inżynierowie, których dorobek w wielu dziedzinach do dziś służy światu. To zapewne także dzięki nim już 8 lutego 1919 r. Józef Piłsudski dekretem o miarach powołał Główny Urząd Miar jako jedną z pierwszych instytucji administracji państwowej w II Rzeczypospolitej, bo tak pilną sprawą było ujednolicenie systemu miar w sytuacji, gdy każda z trzech części Polski miała inny. Nota bene urząd, mimo przejść z komunistycznymi władzami, do dziś działa tu, gdzie zaczynał, przy Elektoralnej 2 w Warszawie, co samo w sobie zasługuje na obchody z okazji stulecia.

Przed nami pracowity rok: wyciągajmy domowe albumy, przegrzebujmy gminne archiwa, opisujmy zdjęcia, szukajmy stuletnich szkół i tradycji. Publikujmy w rodzinach i w internecie, zamieszczajmy linki, budujmy wspólnoty wokół tematów. Wtedy naprawdę będzie to nasze święto.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły