24 września
czwartek
Gerarda, Ruperta, Tomiry
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zdążyć z pomocą

Ocena: 0
561

Do Syrii koronawirus dotarł pod koniec marca. Jeśli będzie się rozprzestrzeniał, w kraju zabraknie sprzętu i specjalistów, aby uniknąć tragedii.

fot. arch. Caritas Polska

Oficjalne dane z 3 czerwca wskazują, że na COVID-19 zmarło pięciu, a choruje 123 mieszkańców tego państwa. Nieoficjalnie mówi się, że chorych jest znacznie więcej. W Syrii wykonuje się zaledwie sto testów dziennie, w tym ponad połowę w samej stolicy – Damaszku. Do instytucji międzynarodowych docierają niepokojące informacje o zatajaniu faktycznych danych o zachorowalności i powstrzymywaniu lekarzy przed mówieniem o prawdziwej skali kryzysu. Dla umęczonej konfliktem syryjskiej ludności wirus może okazać się wkrótce najgroźniejszym przeciwnikiem.

Pandemia zaatakowała Syrię w dziesiątym roku wojny. Według Światowej Organizacji Zdrowia obecnie tylko połowa szpitali w Syrii funkcjonuje normalnie, reszta jest zamknięta albo działa w ograniczonym zakresie. Targany wojną kraj opuściło ponad 70 proc. personelu lekarskiego. Brakuje leków i sprzętu medycznego. Uwagę na stan, w jakim wybuch epidemii zastał służbę zdrowia w Syrii, zwraca doktor Nabil Antaki, kierownik organizacji pomocowej Blue Maritz: „Syryjski sektor zdrowia, sprawnie funkcjonujący przed wojną, legł w gruzach przez działania wojenne i sankcje międzynarodowe. Jeśli wirus będzie się rozprzestrzeniał, nie ma w Syrii wystarczająco dużo sprzętu, respiratorów ani specjalistów, aby uniknąć tragedii”.

Sami Syryjczycy opowiadają, że bardziej niż zarażenia boją się utraty źródła utrzymania. Na początku nie traktowali zagrożenia epidemiologicznego poważnie. Uważali, że nie dosięgnie ono ich kraju, albo bagatelizowali chorobę, traktując ją jak rodzaj grypy. Kiedy władze ogłosiły pierwsze przypadki zakażeń, na ulicach zaczęli pojawiać się ludzie w maseczkach ochronnych. Wielu jednak kontynuowało życie bez jakichkolwiek zabezpieczeń. Niektórzy robili to z braku wiedzy. Innych nie stać było na zakup maseczek i rękawiczek. Ze względu na konieczność codziennego zarobkowania mało kto mógł pozwolić sobie na samoizolację.

– W Aleppo większość mieszkańców nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia i wystawiają siebie i innych na ryzyko. Dotyczy to zwłaszcza ubogich rodzin, które stojąc przed wyborem zakupu chleba lub żelu dezynfekującego, decydują się na to pierwsze – wyjaśnia Safir Salim, koordynator projektów z Hope Center w Aleppo.

Hagob ma 38 lat. Dzięki pomocy z Polski, w ramach programu Caritas Polska „Rodzina Rodzinie”, kupił taksówkę, którą teraz nie może jeździć. – Żona jest w ciąży. Lekarz zabronił mi pracować jako kierowca, aby nie ryzykować infekcji, która zagroziłaby jej zdrowiu. Ledwo starcza nam na codzienne wydatki. Nie wiem, jak w tej sytuacji mam opłacić koszty związane z porodem i zapewnić mojej małżonce spokojny czas po narodzinach dziecka – opowiada zdruzgotany. Mężczyzna wraz z ciężarną żoną i trzyletnim dzieckiem mieszka w wynajętym mieszkaniu. Jeśli nie będą mieli pieniędzy na czynsz, grozi im eksmisja.

W podobnej sytuacji znalazło się nagle wielu Syryjczyków, którzy z dnia na dzień stracili możliwość zarobkowania. Powód przestoju w pracy jest ten sam, co w Polsce i na całym świecie – pandemia oraz związane z nią obostrzenia wprowadzone przez władze. Różnica polega na tym, że mieszkańcy Aleppo i innych syryjskich miast nie mogą liczyć na dostępne w Europie programy osłonowe i odpowiednią opiekę zdrowotną. Reżim sanitarny, mający zapobiegać rozprzestrzenianiu się epidemii, stawia więc ludzi przed dramatycznymi wyborami.

– Syryjski rząd wprowadził serię obostrzeń, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa. Czasowo zamknięto wszystkie przedsiębiorstwa, oprócz sklepów spożywczych, aptek i piekarni. Ograniczono poruszanie się między miastami. Wprowadzono godzinę policyjną między godz. 18 a 6 następnego dnia. Obostrzenia sparaliżowały życie społeczne i odradzające się przedsięwzięcia gospodarcze. Większość mieszkańców Aleppo żyje z dnia na dzień i w ogromnej biedzie – mówi Nabil Antaki. Jak podkreśla, najbardziej dotknięci wybuchem epidemii są syryjscy robotnicy, rzemieślnicy i drobni przedsiębiorcy, którzy polegają na codziennym zarobku, aby powiązać koniec z końcem i utrzymać rodziny. Następnie seniorzy, bezrobotni i chorzy, który nie mają żadnego dochodu. – Ich trudną sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w czasach globalnej pandemii wiele organizacji pomocowych ograniczyło swoje działania lub całkowicie ich zaprzestało – dodaje doktor.

Jeanette ma 68 lat, mieszka w Aleppo wraz z niepełnosprawną córką. – Od dwóch miesięcy nie opuściłyśmy domu, obie jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka – opowiada. Kobieta, jak i inni Syryjczycy, najbardziej obawia się konsekwencji ekonomicznych pandemii. – Na szczęście sąsiedzi pomagają nam w zakupach, dostajemy też pomoc z parafii. Mój syn, który mieszka w Szwecji, przesyłał nam pieniądze, ale od kiedy wybuchła epidemia, jest to niemożliwe – dodaje.

Epidemia koronawirusa i gospodarcze następstwa walki z nią są dotkliwie odczuwane na całym świecie, ale mieszkańców Syrii, a także Strefy Gazy mogą pogrążyć w otchłani biedy, głodu i chorób. Los tych ludzi zależy od wsparcia, które zapewniają światowe organizacje charytatywne. Jedną z takich form pomocy jest program Caritas Polska „Rodzina Rodzinie”, do którego może przystąpić każdy z nas. Szczegółowe informacje, jak to zrobić, można znaleźć na stronie rodzinarodzinie.caritas.pl.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 września

Czwartek, XXV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Koh 1,2-11; Ps 90,3-6.12-14 i 17; Łk 9,7-9
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)


 

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter