18 stycznia
wtorek
Piotra, Małgorzaty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Złudne marzenia ekomarksistów

Ocena: 0
488

Czy sarna ma prawo swobodnie skubać klomby w naszym ogrodzie, a wilki czy dziki – atakować ludzi?

fot. Barbara Stefańska

„Potrzebna jest partia, która w sposób pryncypialny podejdzie do kwestii walki z katastrofą klimatyczną i bezkompromisowo do praw zwierząt. Bez weganizmu taka perspektywa nie będzie możliwa” – twierdzi pewna polska europosłanka. Gdy słyszę słowa „pryncypialny” i „bezkompromisowo”, od razu przypomina mi się miniona epoka. Nie jest to żaden omam, bo obecnie oprócz neomarksizmu mamy do czynienia także z ekomarksizmem. Skrajni ekolodzy, tak jak i zwolennicy marksizmu, są dogłębnie przekonani o słuszności swoich poglądów i na wszystkie bolączki tego świata mają gotowe bezkompromisowe recepty.

 


ZWIERZĘTA W MIEJSCE CZŁOWIEKA

Partia komunistyczna i aparat ucisku rzekomo stały na straży praw klasy robotniczej, a dziś jednym z naczelnych haseł ekomarksistów jest ochrona praw zwierząt. Mamy zatem do czynienia z regresem. W okresie sowieckiej niewoli mimo wszystko podmiotem rozważań był człowiek i jego interesy, podczas gdy obecnie obiektem troski epigonów Marksa są zwierzęta.

O ile mówienie o prawach proletariatu miało logiczne podstawy, o tyle postulat nadania praw zwierzętom żadnego sensu nie ma. Nawet mało wykształcony człowiek jest w stanie uświadomić sobie fakt posiadania praw i wolności, a także nieuchronnie powiązanych z nimi ograniczeń i obowiązków, podczas gdy zwierzę nie jest zdolne do zrozumienia tych spraw.

Pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem istnieje niemożliwa do pokonania przepaść; jak to określił Jan Paweł II: „osoba ludzka” posiada „zdolności i dary, którymi wyróżnia się spośród wszystkich innych stworzeń” (Orędzie na XXIII Światowy Dzień Pokoju, dalej Orędzie).

Obrońcy „praw zwierząt” w istocie rzeczy chcą im nadać prawa nieograniczone, bo zwierzę żadnego ograniczenia nie jest w stanie zrozumieć i przestrzegać. Tak szeroko pojętych praw nie posiada sam człowiek. Na przykład na mocy konstytucji mam wolność słowa, ale nie jest to prawo nieograniczone. Gdybym pod adresem innej osoby użył inwektyw, to obrażona osoba miałaby prawo – które w pełni uznaję i szanuję – do wytoczenia mi procesu sądowego.

 


SKRAJNY RELATYWIZM

Miłość do zwierząt i idea nadawania im praw jest często wynikiem osobliwej platonicznej miłości. Propagują je osoby, które na ogół mało obcują z przyrodą. Przed kilku laty w Indiach zastrzelono tygrysicę, która w ciągu dwóch lat zabiła trzynaście osób. Wieśniacy, jej potencjalne ofiary, nie kryli bezgranicznej radości, podczas gdy mieszkający w miastach orędownicy „praw zwierząt” określili to wydarzenie jako „morderstwo dokonane z zimną krwią”. Pierwotne plany zakładały uśpienie zwierzęcia, ale tygrysica rzuciła się na członków obławy i nie było innego wyjścia. Z tego zdarzenia wynika, że dla niektórych życie tygrysa jest cenniejsze od życia ludzi.

Polska jeszcze nie jest na tym etapie, ale zwolennicy „praw zwierząt” nie próżnują. Nie tak dawno na łamach prasy toczyła się dyskusja o tym, jak postąpić z wilkami, które w lesie napadły na pilarzy. Tym razem niebezpieczne zwierzęta udało się unieszkodliwić, ale nie wiadomo, jak długo tego typu „barbarzyństwo” będzie tolerowane.

Polskie miasta borykają się z inwazją dzików. Idea przetrzebienia ich spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem i oburzeniem. Podobna sytuacja ma miejsce w całej Europie. Okazało się jednak, że gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo przedstawicieli elit, to idea „praw zwierząt” ma granice. Mieszkająca w Barcelonie piosenkarka Shakira, także wielka zwolenniczka ochrony zwierząt, przechadzała się w miejskim parku i została zaatakowana przez dzika. To doświadczenie spowodowało przewartościowanie jej stosunku do tego gatunku i złożyła skargę do władz miejskich. Od tego czasu w Barcelonie rozpoczęto odławianie dzików i ich „humanitarną” likwidację. Może i w Polsce kiedyś zastosuje się to rozwiązanie.

 


ODPOWIEDZIALNOŚĆ CZŁOWIEKA

Wszystko to nie znaczy, że tematu nie należy poruszać. Człowiek ma obowiązki wobec zwierząt i przyrody w ogóle – jak to ujął Jan Paweł II, człowiek ma „odpowiedzialność wobec środowiska” (Orędzie).

Marksowskie podejście do tej sprawy jest ułomne, ponieważ pomija fakt istnienia świata niematerialnego i stworzenia świata przez Boga. Św. Franciszek też sławił przyrodę, ale czynił to – jeszcze raz posłużmy się określeniem Jana Pawła II – w ramach „integralnej natury stworzenia” (Orędzie). Św. Franciszek w „Hymnie stworzenia”, zwanym także „Pieśnią słoneczną”, głosi: „Pochwalony bądź, Panie mój, ze wszystkimi twymi stworzeniami, szczególnie z szlachetnym bratem słońcem, (…) Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę księżyc i gwiazdy…”. Dla człowieka żywioły są „bratem” i „siostrą”, bo od nich zależy nasze istnienie na tym świecie, ale osoba ludzka to daleko więcej niż materia.

Dla chrześcijan, z jednej strony, przyroda i jej niezwykłe piękno są przejawem bezgranicznej miłości Boga do człowieka, a z drugiej strony kula ziemska i wszechświat stanowią świadectwo nieskończonej potęgi Stwórcy. Natomiast dla ekomarksistów bezrozumna przyroda jest bytem samym w sobie i wymaga nadania jej „praw” mimo oczywistego braku zdolności korzystania z nich.

 


JAN PAWEŁ II I EKOLOGIA

Jest sprawą powszechnie znaną, że Karol Wojtyła przez całe swoje życie miłował przyrodę. Niewiele ponad rok od wyboru na Stolicę Piotrową ogłosił św. Franciszka patronem ekologów, a z okazji Dnia Pokoju w 1990 r. wydał wspominane wyżej Orędzie. W tym dokumencie propagował konieczność ochrony przyrody, skrytykował „chaotyczną eksploatację bogactw naturalnych”, podkreślił, że „kryzys ekologiczny jest problemem moralnym” i stwierdził, że istnieje „pilna potrzeba kształtowania postawy odpowiedzialności ekologicznej: odpowiedzialności wobec siebie samych, odpowiedzialności wobec innych i odpowiedzialności wobec środowiska. Kształtowanie takiej postawy nie może opierać się tylko na ludzkich uczuciach lub bliżej niesprecyzowanych ambicjach. Nie może mieć celów ideologicznych ani politycznych. Jego założeniem nie może być całkowita negacja współczesnego świata lub złudne marzenie o powrocie do «raju utraconego»”.

Ekomarksizm stanowi dokładne zaprzeczenie powyższych postulatów. Na przykład pomysł nadania zwierzętom praw jest oczywistym przejawem „złudnych marzeń” i powrotu do „raju utraconego”, w którym „wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał” (Iz 11, 6). Dla chrześcijan ta sielanka ma być następstwem przyjścia na świat Zbawiciela, dla ekomarksistów zaś – skutkiem nadania zwierzętom praw.

Współczesny marksizm także posługuje się ekologią do promowania swojej ideologii, ambicji i celów politycznych. Klasyczny marksizm stawiał sobie za cel eliminację „klasy wyzyskiwaczy”, a ekomarksizm chce eliminacji osób mięsożernych. Na razie nie ma mowy o fizycznej likwidacji, ale biorąc pod uwagę konieczność „pryncypialnego” i „bezkompromisowego” podejścia do tej – zdawałoby się – błahej sprawy, nie wiadomo, dokąd ta ideologia zaprowadzi świat.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 stycznia

Wtorek, II Tydzień zwykły
Dzień Powszedni
Niech Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem.
+ Czytania liturgiczne (rok C, :II):  Mk 2,23-28
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter