3 grudnia
sobota
Franciszka, Ksawerego, Kasjana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dojrzał do zwycięstw

Ocena: 0
3889

Kamil Stoch dwa złote medale wywalczył ciężką pracą i mądrymi decyzjami. Nad resztą, jak mówi, czuwał Bóg.

„Chciałbym wystartować na olimpiadzie, zdobyć złoty medal. [...] Może za jakieś pięć, sześć lat się to stanie, jak będę dobrze skakał” – te zaskakująco dojrzałe słowa 12-letniego Kamila cytowały po konkursie na średniej skoczni w Soczi wszystkie polskie media. Bohater materiału TVP z 1999 roku był wtedy drobniutkim (28 kg, 138 cm) blondynkiem, który mówił zaskakująco ładnym językiem z góralskim akcentem. Jeszcze nie wiedział, choć może przeczuwał, że wytrwałość jest cnotą wielkich mistrzów. Trenował od czterech lat i miał już na koncie m.in. 128-metrowy skok na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Obwołano go wówczas „nadzieją polskich skoków”. Ale od spełnienia marzeń utalentowanego nastolatka dzieliło trochę więcej czasu, niż przewidywał.

;


Na rozbiegu

Jego rodzice, Bronisław i Krystyna Stochowie, wspominają zdarzenie z Wigilii z 1990 roku. Mały Kamil szybko zabrał wtedy prezent starszej siostry – narty zjazdowe – i zamknął się z nimi w swoim pokoju.

– Ania płakała, że chce swój podarunek, a Kamil krzyczał, że za żadne skarby nie odda nart. Nie potrafiliśmy mu ich zabrać, a hałas był w domu jak na jakimś rykowisku – opowiada mama mistrza w „Przeglądzie Sportowym”. Po świętach ojciec wybrał się z synem na stok. Chłopiec zjeżdżał znakomicie, pomimo za dużych butów, które trzeba było wypchać gazetami.

Rok później Kamil postanowił, że będzie skoczkiem. Zaczął z kolegami usypywać ze śniegu górki, zwane po góralsku grapami. Na tych malutkich skoczniach ćwiczył nawet w nocy, a miejsce odbicia oświetlał świeczkami. Skakał po kilka metrów, choć do nóg przypinał jedynie zjazdówki lub biegówki. Gdy miał sześć lat, wujek Józef Stoch przywiózł mu pierwsze – używane – narty skokowe i buty. Kamil ucieszył się do tego stopnia, że zabrał sprzęt do łóżka i spał przytulony do niego.

Ząb na Podhalu, gdzie mieszkał, to najwyżej położona miejscowość w Polsce (1013 m n.p.m.). Choć urodzili się w niej olimpijczycy Józef Łuszczek i Stanisław Bobak, klubu sportowego tam nie było. W odpowiedzi na prośby rodziców założyła go w 1995 roku Jadwiga Staszel, nauczycielka wychowania fizycznego w szkole podstawowej, do której uczęszczał Kamil. – Na zajęciach z gimnastyki korekcyjnej Kamil był nieznośny i prawie nadpobudliwy. A ja wolałam oglądać jego skoki na stoku niż skoki z drabinek w czasie ćwiczeń – opisuje ze śmiechem słynna „pani Jadzia” w wywiadzie dla Szlachetnej Paczki, której skoczek jest ambasadorem. Dodaje, że Kamil chciał wtedy ściągnąć na siebie całą uwagę. Swój indywidualizm rekompensował jednak sumiennością, odwagą i wielką sprawnością fizyczną.


Wyjście z progu

Ludowy Klub Sportowy „Ząb” istniał pięć lat. W tym czasie pod okiem fachowców, m.in. Mieczysława Marduły, Adama Celeja i Zbigniewa Klimowskiego, wyróżniający się chłopak wygrywał swoje pierwsze zawody. Przełomowy dla Stocha był rok 1999, gdy w Garmisch-Partenkirchen został mistrzem świata młodzików i przeniósł się do klubu LKS „Poroniec” Poronin. Niebawem podjął też naukę w Zespole Szkół Mistrzostwa Sportowego. Ten okres musiał być bardzo wyczerpujący: wstawał przed siódmą rano i jechał z Zębu na trening do Zakopanego, a po nim miał lekcje i korepetycje. Wracał do domu po godz. 18, a nieraz po 20. Jak opowiada jego ojciec, bywało, że zasypiał nad talerzem zupy.

Oprócz zmęczenia nad karierą przyszłego mistrza wisiało też inne niebezpieczeństwo. Na mistrzostwach świata juniorów w norweskim Strynie w 2004 roku drużyna polskich skoczków ze Stochem w składzie zdobyła srebrny medal. Indywidualnym mistrzem globu został wtedy utalentowany Mateusz Rutkowski, kolega Stocha z treningów. Po zakończeniu sezonu za zbyt huczne świętowanie sukcesu stracił na trzy miesiące stypendium sportowe. Razem z nim bawili się wtedy Stoch oraz Marcin Bachleda. Wszyscy obiecali poprawę. Rutkowski nie dotrzymał słowa i w następnym sezonie został wyrzucony z kadry narodowej. Obecnie już nie skacze, pracuje w firmie budowlanej.


Długi lot

Stoch pozostał wierny swojemu celowi. Miał ambicje, zależało mu na wynikach. Braki fizyczne nadrabiał nienaganną techniką. Po niepowodzeniach, których w rywalizacji na tym poziomie nie brakowało, bywał załamany, a nawet płakał. Tak jak w 2005 roku na mistrzostwach świata juniorów w fińskim Rovaniemi, gdzie zepsuł lądowanie w drugim skoku i stracił szanse na tytuł; wcześniej z drużyną zajął drugie miejsce. – Czułem wielki żal do siebie. Zamknąłem się na cały dzień w pokoju i z nikim nie chciałem rozmawiać. Ale to już dawno przeszło. […] Jestem takim typem człowieka, że nie powiem „miałem pecha”, tylko „zawaliłem i trzeba to poprawić” – mówił po dwóch latach portalowi Skijumping.pl.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, fotoreporter, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Niegdyś stypendysta Fundacji "Dzieło Nowego Tysiąclecia", dziś członek Stowarzyszenia Absolwentów "Dzieło". Lider w katolickiej wspólnocie mężczyzn Przymierze Wojowników.

- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 3 grudnia

Sobota, I tydzień Adwentu - wspomnienie św. Franciszka Ksawerego, prezbitera
Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie.
+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mt 9,35-10,1.5a-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Aplikacja Rodzina Rodzin

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter