14 listopada
środa
Rogera, Serafina, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Leo Messi ogląda Lenina

Ocena: 4.5
1937

Realiści piszą, że sytuacja geopolityczna nie ma nic wspólnego z międzynarodowym świętem sportu. 

fot. PAP/ABEDIN TAHERKENAREH

Telewizyjne ramówki zmienione z powodu piłki nożnej, dziennikarze na nic nie mają czasu bo wysiadują krzesła w mundialowych studiach, znajomi i przyjaciele też nie mają czasu, bo oglądają i komentują, strefy kibica zapełnione, piwo się leje, narody zjednoczone wokół piłki, zamiast polityków griluje się karkówkę i kaszankę.

Podobno wszyscy żyją mundialem. Ojcowie i synowie oraz niektóre matki, dziadkowie z wnukami i niektóre babki, nawet kardynałowie i biskupi wyrażają nadzieję na zwycięstwo naszej drużyny. I cóż, że w Moskwie.

Dobrze, że wśród dopuszczonych, czyli zakwalifikowanych, do mundialu drużyn nie ma piłkarskiej jedenastki z Ukrainy. Dopiero by była konfuzja: jak tu grać, skakać i weselić się – może nawet wygrywać – w kraju, który najechał i zajął kawał naszej ojczyzny. Tak mówiliby wtedy ukraińscy kibice.

A może by nie mówili? To przecież takie święto piłki nożnej! Tyle radości! Bo świat mówił, przebąkiwał raczej, odgrażał się – ale na mundial pojechał. Może się mylę, bo może i oni by pojechali! Pisali przecież komentatorzy, że można wybrzydzać na Władimira Putina, ale kto nie dostał się na mundial, ten zazdrości innym drużynom. I nie ogląda się na Krym, Donieck i Lugańsk, nie pamięta o znikających dziennikarzach, o Chodorkowskim i Nawalnym, o Politkowskiej i Litwinience. Cztery lata temu w cieniu olimpiady w Soczi dokonywała się aneksja Krymu, zupełnie jakby nic wielkiego się nie wydarzyło.

Wracam któregoś dnia do domu, gdzie ogląda mundialowe transmisje zaprzyjaźniony pacyfista-antykomunista-antysystemowiec (dlatego nie ma telewizora!). Zrywa się z kanapy i woła, że Messi nie strzelił karnego. Sensacja! – A dla mnie sensacja – mówię – że przed stadionem na Łużnikach stoi wciąż wielki pomnik Lenina, wokół niego przewalają się wesołe tłumy, robią sobie zdjęcia i nie widzą nic niestosownego w swojej obecności i swojej euforii. – No, nie musisz od razu wyjeżdżać z Leninem – krzywi się zaprzyjaźniony pacyfista – są piękne mecze, fantastyczne sytuacje, ludzie się cieszą, bo kochają futbol, nie psuj nam tego.

Realiści piszą, że sytuacja geopolityczna nie ma nic wspólnego z międzynarodowym świętem sportu. Pamiętam sprzed wielu lat opowieść starszego pana, który w 1936 r., kiedy była olimpiada w Berlinie, pojechał tam jako osiemnastolatek w grupie młodzieży YMCA; w nagrodę za dobrą maturę dostał modny aparat fotograficzny, leicę, i robił zdjęcia – tego radosnego spotkania. Akurat wśród zaciekawionego – i być może rozentuzjazmowanego – tłumu przejeżdżał w otwartym samochodzie Adolf Hitler. Nasz młody człowiek chciał mu zrobić fotkę, przyłożył aparat do oka i… poczuł, że ktoś mu go wyrywa; spojrzał oburzony, a gestapowiec już miażdżył leicę lśniącym butem.

Czy rzeczywiście 90 minut wokół piłki – zgodnie z zasadami rygorystycznie na boisku przestrzeganymi – zastępuje rzeczywistość, w której żadne zasady nie obowiązują? Świat się śmieje, stadiony są nasze. Ale to przecież nie jest prawdą.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -