19 lutego
wtorek
Arnolda, Konrada, Marcelego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Mam szczęście w życiu

Ocena: 3.94
1671

– Wierzę w to, że wszystko, co dzieje się wokół mnie, pochodzi od Boga – mówi Kamil Stoch.

fot. arch. prywatne

Z Kamilem Stochem rozmawia Marta Jacukiewicz

Sezon rozpoczęty, czyli spokojniejszy czas już za Panem…

Owszem, był czas na spokojny trening i czas dla rodziny. Chociaż w tym roku tego drugiego było niewiele. W dalszym ciągu chcę się rozwijać jako sportowiec, dlatego mam świadomość, że muszę wiele poświęcić, aby być na wysokim poziomie. Teraz zaczyna się karuzela wyjazdów i zawodów. W naszym kraju zainteresowanie skokami jest bardzo duże i to bardzo cieszy nas, zawodników. Lubimy, kiedy pod skocznie przychodzi dużo ludzi, którzy chcą nas oglądać i nam kibicować. Często oczywiście zdarza się, że po skokach kibice proszą o zdjęcia i autografy. Na ogół są to miłe sytuacje.

Podobno nawet do kościoła w Zakopanem przychodzą kibice, bo liczą na zdjęcie z Panem?

Czasami bywa tak, że kiedy wychodzę z kościoła, ktoś prosi o zdjęcie. Wtedy odmawiam. Jest to zarówno miejsce, jak i sytuacja, którą należałoby jednak uszanować. Ale to nie jest tak, że ludzie specjalnie przyjeżdżają do zakopiańskich kościołów, żeby mnie spotkać. Są to sporadyczne sytuacje.

Czyta Pan komentarze na swój temat?

Jeżeli czytam jakieś komentarze, to raczej robię to na swoim oficjalnym profilu. Tam piszą kibice, którzy śledzą moje poczynania i piszą słowa, które mnie budują. Czytam także listy, których przychodzi do mnie sporo. Niektóre są naprawdę wyjątkowe i bardzo mnie poruszają – takie zostawiam sobie na pamiątkę.

A które poruszają najbardziej?

Takie, które czytając wiem, że zostały napisane od serca i ktoś szczerze się zastanowił, co chce napisać.

Kto pisze najwięcej?

Przedział wiekowy jest bardzo różny. Od pięciolatków, którzy piszą drukowanymi literami, poprzez licealistów, dorosłą młodzież i ludzi starszych. Młodsi zwykle proszą o autografy, a starsi – różnie.

Jak Pan lubi spędzać czas wolny? Jest czas na inny sport?

Czytam dużo książek. W czasie sezonu i między treningami staram się mieć przy sobie dobrą lekturę. Bardzo lubię oglądać siatkówkę, piłkę ręczną – oczywiście kibicuję naszej reprezentacji. I lubię też oglądać piłkę nożną, mam swój ulubiony klub angielski. Udało mi się oglądać kilkukrotnie ich mecz na stadionie.

To prawda, że „Kamil jest wszystkożerny” – jak mówi pański tata?

(Śmiech) Trochę rzeczywiście tak jest. Wykonuję konkretny zawód, który wymaga podróży – dlatego jadam w różnych miejscach, w których podawane są różne potrawy. Bywa czasem tak, że dostanę do jedzenia coś, co nie jest moją ulubioną potrawą, ale muszę ją zjeść, bo inaczej będę głodny (śmiech).

Tato pomaga w sportowym życiu syna?

Tato jest psychologiem klinicznym i nigdy nie był zawodowym sportowcem. A w sporcie jest trochę inaczej. Poza tym każdy z nas jest inny – bywam w różnych, czasem bardzo stresujących sytuacjach, w których trzeba znaleźć swój system koncentracji i sposób na siebie.

Były chwile załamania, brak motywacji?

Bywały takie chwile, ale z motywacją nigdy nie miałem problemu. Owszem, bywały momenty, kiedy coś nie szło, kiedy zastanawiałem się czy to wszystko ma sens... Czy ta praca, którą wykonuję – była tego warta? Po niedługim czasie wszystko wracało do normy. Wystarczyło dobre słowo od kogoś bliskiego, dobry skok – i gorsze momenty mijały.

A skąd płynie największe wsparcie?

Ostoją i skałą jest dla mnie żona. Jest najbliższą mi osobą. Rozumie mnie najlepiej. A to dla mnie – jako sportowca – jest ogromnie ważne, że kogoś takiego mam. Wsparcie mam również w rodzicach, w moich siostrach oraz kolegach z drużyny i trenerach. Zawsze powtarzałem, że mam bardzo duże szczęście w życiu, to się tyczy również ludzi, których spotykam.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -