16 kwietnia
wtorek
Kseni, Cecylii, Bernardety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Skoki w kryzysie

Ocena: 0
1579

Początki mojej fascynacji skokami narciarskimi są dość nietypowe.

fot. PAP/EPA/ANNA SZILAGYI

Poznałem ten sport w czasie, gdy liderem polskiej kadry był Piotr Fijas. Oglądałem wtedy transmisje, podziwiałem skoki oraz loty najlepszych zawodników, a później… sam lądowałem na dywanie. Dosłownie i w przenośni. Dziecięca wyobraźnia tak mocno pracowała, że za pomocą samochodu wojskowego organizowałem własne zawody pucharowe. Zabawa polegała na tym, by zrobić na kartce listę startujących, a potem za pomocą linijki lub miarki sprawdzać ich wyniki. Moi skoczkowie osiągali je oczywiście dzięki zabawce. Jak daleko zajechał samochód, tak długi był „skok”. Nic lepszego wtedy nie potrafiłem wymyślić, ale proszę mi wierzyć: te chłopięce zabawy w skoki narciarskie pamiętam do dziś.

Tak jak wciąż mam w głowie okres wielkich sukcesów Adama Małysza. Wtedy byłem już początkującym dziennikarzem sportowym, a jeden z pierwszych wywiadów, drogą telefoniczną, przeprowadziłem właśnie z późniejszym mistrzem oraz jego trenerem Apoloniuszem Tajnerem. Kadra przebywała na zawodach w Japonii, więc żeby nagrać rozmowę jeszcze przed treningiem, musiałem pojawić się w radiu o piątej rano. Niespełna rok później wybuchła w naszym kraju „małyszomania” – i o takie wywiady było już o wiele trudniej. Polacy rozkochali się w skokach narciarskich. I nie pomylę się, pisząc, że ta miłość trwa do dziś. Jej ogień płonął w kibicach za sprawą wyczynów Kamila Stocha oraz sukcesów Dawida Kubackiego i Piotra Żyły.

Wszystko, co piękne, kiedyś się jednak kończy. Dlatego od początku trwającego sezonu nie brakuje ze strony kibiców pytań, czy to już koniec epoki sukcesów. Polscy skoczkowie mają za sobą bardzo trudne i mocno nieudane tygodnie. Dla fanów skoków narciarskich jest to sytuacja często wręcz niezrozumiała, wszyscy bowiem zdążyliśmy się przyzwyczaić do dobrego. Nagły brak miejsc na podium jest odbierany jak katastrofa. Nie dziwią mnie takie reakcje. Dziś musimy jednak spojrzeć na wydarzenia na skoczniach z nieco innej perspektywy. Kryzys stał się faktem. To wiemy. Nie wiemy jednak, czy tak naprawdę nie jest to początek czegoś większego. Niewielu ekspertów mówi o tym głośno. Niektórzy wręcz próbują zaklinać rzeczywistość. A ta, podobnie jak przyszłość, rysuje się w dość ciemnych barwach.

Nasi reprezentanci są coraz starsi i wcześniej czy później (raczej wcześniej) będą myśleli o zakończeniu kariery. Najbardziej przeraża jednak coś innego. Następców nie widać. I to powinien być powód do bicia na alarm. Bezpośrednie zaplecze kadry to jedno. Nie mamy armii zdolnych juniorów, brakuje skoczków, którzy za chwilę byliby gotowi wejść w buty mistrzów. Problemy ze szkoleniem najmłodszych to drugie. Wielu trenerów pracujących z dziećmi zwraca uwagę na ten problem. Oni nie mają czasami w kim wybierać. O jakiejkolwiek selekcji nie ma mowy. Po prostu brakuje chętnych do treningów. Już na tym podstawowym poziomie. Skoki w Polsce znalazły się na progu kryzysu. I jeśli z tego progu spadną, to naprawdę czekają nas chude lata.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP Sport od 2008 r., wcześniej zaś Radia Warszawa, Radia Plus, TV Puls, TV 4 i Polsatu

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 kwietnia

Środa, III Tydzień wielkanocny
Każdy, kto wierzy w Syna Bożego, ma życie wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 6, 35-40
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter