22 listopada
środa
Cecylii, Wszemily, Stefana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Trener patrzy w niebo

Ocena: 4.3
1199

– Warto codziennie czytać znaki z Nieba, bo przecież każdy z nas je otrzymuje – mówi trener Fernando Santos

fot. pixabay.com

Z Fernandem Santosem, trenerem piłkarskiej reprezentacji Portugalii, aktualnego mistrza Europy, rozmawia Marcin Zatyka 

 

W minionym roku uczestniczył Pan w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie – duchowo i poprzez transmisję telewizyjną. Z czym Pan „przybył”?

Nie mogłem dotrzeć do Krakowa osobiście, dlatego nagrałem film z moim przesłaniem dla młodych Portugalczyków uczestniczących w ŚDM. Został on wyświetlony podczas jednej z imprez towarzyszących. Zawierał zachętę do naśladowania Chrystusa, do odważnego ewangelizowania i dawania swoim życiem świadectwa dla niewierzących.

 

Zna pan wiele osób niewierzących?

Tak, z niektórymi się nawet przyjaźnię. Nie otaczam się tylko katolikami. Uważam, że powinniśmy mieć szacunek dla osób poszukujących Boga. Takie nastawienie jest ważne nie tylko w moim życiu prywatnym, ale i zawodowym. Pamiętam, że w jednej z ekip miałem dużą „mieszankę wyznaniową”. Poza sporą grupą chrześcijan różnych rytów grali tam też muzułmanie, był zawodnik wyznania mojżeszowego, a także kilku niewierzących. Trener prowadzący taki zespół musi być elastyczny, a zarazem wyrozumiały. Myślę, że w niektórych przypadkach niewiara bierze się z nadmiernej koncentracji na sprawach drugorzędnych, na jakichś mniejszych lub większych wątpliwościach. To błąd. Osoby takie często zamykają się nie tylko na Boga, ale także na drugiego człowieka. Pamiętam rozmowę z jednym z moich serdecznych przyjaciół, z którym przed laty mieszkaliśmy w tym samym bloku. Poszliśmy na piwo i kiedy byliśmy już dosyć rozluźnieni, mój kompan zaczął mnie wypytywać o szczegóły biblijnej opowieści o pierwszych ludziach, o grzechu pierworodnym, o zabójstwie Abla. Dociekał, spekulował, dzielił włos na czworo... Zmieniłem temat. Zapytałem go o sparaliżowaną starszą panią z siódmego piętra, która z braku windy w bloku nigdy nie wychodziła na zewnątrz, o chorego sąsiada spod piątki i o niepełnosprawne dziecko z drugiego piętra. Okazało się, że w ogóle nie wiedział o ich istnieniu. „Pochłaniają cię wątpliwości związane z jedną z dawnych historii biblijnych, a nawet nie wiesz, kto mieszka obok ciebie?” – zapytałem retorycznie. Zrobił duże oczy i chyba zrozumiał swój egoizm i drobiazgowość.

 

Podobno nie był Pan kiedyś osobą religijną. Jakie było Pańskie dochodzenie do wiary?

W mojej rodzinie normą było chodzenie do kościoła w niedzielę. Moi rodzice nie byli mocno religijni, ale zostałem ochrzczony, przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej i nawet brałem jakiś udział w życiu parafii. Kiedyś jako dziecko miałem wystąpić w teatrzyku. Przypadła mi rola sędziego. Dostałem młotek, ale po każdym stuknięciu nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Ostatecznie zdenerwowany ksiądz powierzył rolę komuś innemu. Ja tymczasem coraz bardziej oddalałem się od Kościoła. W weekendy pochłaniał mnie sport wyczynowy. Wprawdzie nigdy nie zaniedbałem codziennej modlitwy osobistej, czasem krótkiej i ubogiej, ale moja obecność w kościele stała się rzadkością. Wróciłem po latach, kiedy moja córka poszła do szkoły podstawowej prowadzonej przez jedno ze zgromadzeń katolickich. W naturalny sposób musiałem pojawiać się na różnych uroczystościach religijnych. Robiłem to jednak bez przekonania. Decydujący okazał się finał mojej pracy trenerskiej z drużyną Estoril Praia, którą wprowadziłem do pierwszej ligi. W 1994 r., po jednej z porażek, zostałem niespodziewanie zwolniony. Byłem zaskoczony i zdruzgotany. Wróciłem do domu bardzo przygnębiony, nie chciałem z nikim rozmawiać. Czułem rozgoryczenie i złość. Zadzwonił telefon. To była Patricia, niepełnosprawna przyjaciółka, która koniecznie chciała ze mną porozmawiać i za wszelką cenę pocieszyć. Płakała nad moim losem… Dopiero wtedy zrozumiałem groteskowość tej sytuacji, mojego zachowania i wyolbrzymionego problemu. Uświadomiłem sobie, że jestem pocieszany przez osobę, którą raczej ja powinienem pocieszać.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły