20 października
wtorek
Ireny, Kleopatry, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bóg nie umie dawać mało

Ocena: 4.84
4450

Zmarłego przed tygodniem ks. Piotra Pawlukiewicza kochaliśmy i ceniliśmy za pogodę ducha, prawdziwość oraz niezrównany dar łączenia Ewangelii z życiem i życia z Ewangelią. Jak go zapamiętaliśmy i co pozostawia po sobie?

fot. xhz

– Nie był ministrantem, za to dawał się poznać, prowadząc w parafii zespół muzyczny. Obracał się w kręgu kilku wypróbowanych, bliskich przyjaciół – wspomina czasy dorastania w tej samej parafii św. Augustyna na warszawskich Nowolipkach starszy kolega ks. Mirosław Cholewa – jednak o tym, jak był bystry, spostrzegawczy i jakie drzemie w nim poczucie humoru, przekonaliśmy się już w seminarium.

 


SZLIFOWANIE DIAMENTU

Piotr Pawlukiewicz zgłosił się do seminarium w 1979 r. jako pierwszy z kursu. – W wielu sprawach – przypomniał podczas Mszy Świętej w przeddzień jego pogrzebu ks. Henryk Zieliński, kolega kursowy – był pierwszy.

W seminarium zyskał najlepszego przyjaciela na resztę swoich 40 lat życia. – Kiedy zaczynałem, on był już na trzecim roku. Dużo ze sobą rozmawialiśmy i opowiadaliśmy o swoich rodzinach, dzieciństwie i grze w kapsle – mówi ks. Bogusław Kowalski, proboszcz warszawsko-praskiej parafii katedralnej. – Ujęło go moje przywiązanie do domu rodzinnego, moja normalność, podczas gdy – jak mówił ze śmiechem – „odnosiło się wrażenie, że wielu kleryków urodziło się już w sutannach, z brewiarzem i złożonymi do modlitwy rękoma”. Szybko odkryliśmy, że nadajemy na tych samych falach, chociaż różniła nas jego nieśmiałość i moja otwartość, czasem aż do przesady, wobec nowo poznanych ludzi. No i połączyło podobne poczucie humoru.

Seminarium było czasem wszechstronnego rozwoju talentów ks. Pawlukiewicza. Wspólnie z ks. Bogusławem Kowalskim i ks. Wojciechem Gnidzińskim stworzyli Zieloną Trawkę – uważany za najlepszy w historii seminaryjny kabaret.

Przede wszystkim jednak była Ewangelia. – Piotr był czuły na punkcie komunikatywności, przystępności tego, co chciał przekazać. Chciał, by to, co robi i mówi, służyło ludziom. Czy to da kontakt z ludźmi – to było jego kryterium. I potem, kiedy był już kapłanem, mogliśmy obserwować, jak to świetnie owocowało. Na jego kazania od początku drogi kapłańskiej zjeżdżały tłumy ludzi – wspomina bp Józef Górzyński, także kolega kursowy.

Ks. Pawlukiewicz przyjął święcenia kapłańskie 2 czerwca 1985 r., mając 25 lat. Przez dwa lata pracował jako wikariusz w parafii św. Wincentego à Paulo w Otwocku, gdzie kazaniami ściągał do kościoła tłumy. Założył tam istniejąca do dziś grupę studencką oraz ewangelizacyjny zespół muzyczny Kontrast.

W warszawskiej kurii szybko zorientowano się, jaki diament archidiecezja ma do oszlifowania. Wysłano ks. Pawlukiewicza na studia z teologii pastoralnej na KUL, z homiletyki na krakowskiej PAT i retoryki na UJ.

– Potem była praca w warszawskim seminarium, w kurii… I postanowiono, że ma taki talent kaznodziejski, taki charyzmat przepowiadania, że powinien się tym głównie zajmować, mając swobodę posługiwania się darami, które od Boga otrzymał. I robił to obficie – wspomina bp Górzyński.

 


NIE BĄDŹ BMW

Na drodze kapłańskiej ks. Pawlukiewicza było w latach 1996-1998 prowadzenie Radia Józef, gdzie stworzył Zatokę – miejsce spotkań samotnych dziewcząt i chłopców niemogących znaleźć męża/żony. Były w latach 1992-2009 radiowe homilie z kościoła Świętego Krzyża w Warszawie i „Katechizm poręczny” w Radiu Plus Warszawa. Przez wiele lat miał zajęcia z seminarzystami i kazania dla studentów w akademickim kościele św. Anny, na które zjeżdżała cała Warszawa. Było też Radio Warszawa, gdzie współprowadził audycję „Księga”. Był kierownikiem duchowym wielu osób. Był też kapelanem kaplicy w Sejmie i duszpasterzem parlamentarzystów. Przede wszystkim jednak skwapliwie odpowiadał na zaproszenia do głoszenia rekolekcji, a najchętniej dla kapłanów. I przez minione 35 lat przyciągał do Jezusa oraz naprawiał życie i relacje z Bogiem i Kościołem setkom tysięcy osób.

Lubił przekonywać, że „Bóg nie umie dawać mało”, czego sam był przykładem. Zachęcał, by nie być katolikiem „BMW” – biernym, miernym, ale wiernym. Mówił, że czasem trzeba z Bogiem pokłócić się i w modlitwie powiedzieć: „No, widzisz, jak jest. Boże, zrób coś, bo nie wyrabiam!”. Apelował do słuchających: „Wstań! Albo będziesz święty, albo będziesz nikim”. Wszystkim przygniecionym życiem powtarzał, że „Pan Bóg przychodzi z pomocą 15 minut za późno, ale zawsze zdąży”. Przestrzegał: „Kto umrze, zanim umrze, ten nie umrze, kiedy umrze”. Takich stawiających człowieka do pionu bon motów mamy w pamięci całe mnóstwo. Skąd je brał?

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., były redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 października

Wtorek, XXIX Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Jana Kantego, prezbitera
Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego Pana...
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 2,12-22; Ps 85,9ab.10-14; Łk 12,35-38
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter