20 lutego
wtorek
Leona, Ludomira, Zenobiusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Całująca oprawców

Ocena: 0
732

Murzynka, niewolnica, zakonnica i święta. Po prostu Bakhita.

Miała osiem lat, łańcuch nakładano jej na nogę, i to tylko w nocy. Łańcuch na szyi spięty kłódką nosili tylko dorośli. Była więc – zgodnie ze swoim imieniem: Bakhita, czyli Szczęśliwa, nadanym przez arabskich handlarzy niewolnikami – prawdziwym dzieckiem szczęścia. Na przykład kiedy ją tatuowano. Wytyczono wtedy na jej ciele linie mąką, nacięto skórę brzytwą i solą wypełniono rozchylone rany. Było ich ponad 120. Do Bakhity szczęście się uśmiechnęło: przeżyła.

Raz udało jej się uciec od jednego ze swoich panów (w życiu miała ich kilku). Biegła zdyszana przez pola i pustynie. Słysząc w ciemności ryk dzikich zwierząt, wspinała się na drzewa. Wszystko na darmo. Dom był bardzo daleko, a ona nie znała drogi. Pochwycili ją kolejni handlarze i sprzedali bogatemu człowiekowi. Bakhicie, o dziwo, niczego tam nie brakowało. Została służącą jego córek, które szczerze ją polubiły. Ale – jak to zwykle w takich opowieściach bywa – któregoś dnia popełniła błąd względem syna pana. Wpadł w furię, rzucił dziewczynę na ziemię, zaczął okładać biczem i kopać. „Jedno z kopnięć w lewy bok zadał z taką siłą, że poczułam się tak, jakbym była martwa. Nie wiem, co działo się potem. Musiałam zostać przeniesiona przez inne niewolnice na moje posłanie, na którym pozostałam bezwładna dłużej niż miesiąc, zupełnie nie mogąc się ruszyć” – opisywała we wspomnieniach.

 

Czytaj dalej w e-wydaniu lub wydaniu papierowym
Idziemy nr 6 (644), 11 lutego 2018 r.
Artykuł w całości ukaże się na stronie po 21 lutego 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły