20 września
niedziela
Filipiny, Eustachego, Euzebii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czystość z odzysku

Ocena: 0
1315

Człowiek jest jak naczynie, które powinno przechowywać Ducha Świętego – mówi Marcin. – My odwróciliśmy się od źródła miłości i nasze naczynia rozbiły się z hukiem.

fot. arch. kampanii #Nierozerwalni

Romantycznie, bo we Francji, i mniej romantycznie, bo w kolejce do toalety w klubie, poznali się Monika i Marcin Gomułkowie. Ona się jemu spodobała, więc poprosił, by wpisała się na listę kontaktów w komórce. Wkrótce ze sobą zamieszkali. On przeniósł się do niej, do Torunia, aż ze Śląska.

Żyli ze sobą prawie rok bez ślubu. Dla uspokojenia sumienia raz na jakiś czas chadzali do kościoła – za namową Moniki, bo Marcin od 10 lat był już poza Kościołem, prowadził imprezowy styl życia, miał problem z alkoholem, narkotykami, szóstym przykazaniem. Jednocześnie wiedział, że wiele osób się za niego modli. Monika od dzieciństwa wierzyła w „Bozię”, odmawiała „paciorek”, ale relacji z Bogiem nie miała, była chrześcijanką niedzielną.

Dziś widzą, że nie byli dojrzali do związku. Ranili się, bo nie umieli przyjąć siebie. Mieli wobec siebie nawzajem zbyt duże oczekiwania. Monika nie poczyniła też kroku, o którym mówi Ewangelia św. Mateusza, by opuścić ojca i matkę, by złączyć się z mężem. Męża zresztą nie miała.

– Wiele spraw mieliśmy nieprzepracowanych, ale myśleliśmy, że damy radę – wspomina Monika. – Byliśmy pyszni, myśleliśmy, że nie potrzebujemy Boga – dodaje Marcin. – Jeśli o Nim myśleliśmy, to raczej w duchu niewiary: „Boże, z naszymi problemami nawet Ty sobie nie poradzisz”. Ale On nas kruszył i kruszył, aż skruszył.

Długo unikali spowiedzi, ale po tym, jak do niej przystąpili, ich życie się zmieniło. Zaczęło się od pewnego świadectwa. – Aby wstrząsnąć, przemienić, Pan stawia na naszej drodze ludzi – mówi Marcin. – My wysłuchaliśmy opowieści pewnego małżeństwa o tym, jak życie z Bogiem daje im moc, i zapragnęliśmy żyć jak oni.

Najpierw Bóg dał im skruchę – uświadomili sobie swoją duchową biedę i grzeszność, czym uchylili drzwi Duchowi Świętemu, a dalej On już wiedział, co robić. W przypadku Marcina nawrócenie było Szawłowe – nagłe i radykalne. Monika dochodziła do niego małymi kroczkami. Najważniejsze, o czym mieli zdecydować na początku tej drogi, to czy chcą być razem. Chcieli. – Dla mnie nie było to oczywiste – mówi Marcin – nie wierzyłem, że mogę być mężem i ojcem. Dopiero nawrócenie dało mi nadzieję.

Monika zauważyła, że nie da się budować relacji z pominięciem etapu odłączenia od rodziców. – Aby coś się mogło narodzić, coś musi obumrzeć – tłumaczy. – Długo bałam się zostawić rodziców dla Marcina, ale jeśli bym tego nie zrobiła, raniłabym i ich, i jego. Pewnego dnia moja mama przestała otrzymywać ode mnie codzienne telefony. Trudne to było, ale musiało dojść do oczyszczenia relacji. Teraz je odbudowujemy.

Nawrócenie było kluczowe, ale nie załatwiło wszystkiego – tak jak wszystkiego nie załatwi ślub. – Poznawszy Boga, zdecydowaliśmy się na walkę o czystość z odzysku – mówi Monika. – Spotkało się to z ogromnym brakiem zrozumienia w naszym otoczeniu, także wśród najbliższych. Ale w procesie nawracania się zawarliśmy wiele nowych, trwałych i wartościowych relacji.

Marcin wyprowadził się od Moniki. Przekonali się, że walka o czystość, zwłaszcza tę utraconą, nie jest możliwa bez Boga. – Określenie „związek” powinno być zarezerwowane dla związku małżeńskiego – twierdzi Monika. – My budowaliśmy naszą relację na bliskości fizycznej, ale w żadnym razie nie był to związek. Udało nam się go zbudować dzięki częstej spowiedzi, Komunii Świętej, pracy nad sobą i wzajemnemu wspieraniu się.

Było im o tyle łatwiej, że chcieli tego oboje, unikali więc intymnych sytuacji. Poznawali siebie na nowo. Nie zamiatali już problemów pod dywan, tylko o nich rozmawiali. Dziś cieszą się zdrowym związkiem, dwójką dzieci – Adasiem i Zuzią – i trzecim w drodze.

– Wciąż borykamy się ze skutkami grzechów sprzed lat – przyznaje Monika. – Mimo najszczerszych chęci i przebaczenia trudno nie wracać do starych zranień. Bez Boga nie dalibyśmy rady. Życie z Nim jest wymagające, ale także piękne. W każdym małżeństwie żyje Bóg – bo jeśli dwoje ludzi się kocha, to musi być w tym Bóg, choć nie każde małżeństwo zdaje sobie z tego sprawę.

Wiedzą dobrze, że trudności pojawią się nawet w najlepszym małżeństwie. Uczą się, że w życiu nie chodzi o bycie idealnym, ale o to, by umieć żyć ze swoimi ograniczeniami i pozostawać otwartym na łaski Boże. – Nie tylko by nas przemieniały, ale byśmy nieustannie je przyjmowali – tłumaczy Marcin. – Przekładając to na język małżeństwa: chodzi o trwanie w miłości.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 20 września

Niedziela, XXV Tydzień zwykły
Tak ostatni będą pierwszymi,
a pierwsi ostatnimi.

+ czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 55,6-9; Ps 145,2-3.8-9.17-18; Flp 1,20c-24.27a; Mt 20,1-16a
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Wielkoduszny Bóg - komentarz tygodnika Idziemy

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter