18 czerwca
wtorek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Józef Ulma wciąż odkrywany

Ocena: 0
361

I wykonywanie obowiązków, i rozwijanie zainteresowań stanowiły dla Józefa drogę do nieba. Obrazuje to hebel, na którym wyrzeźbił znak krzyża. - z Jerzym Ulmą, bratankiem bł. Józefa Ulmy, i ks. Pawłem Tołpą rozmawia Monika Odrobińska

fot. ze zbiorów Mateusza Szpytmy

Podobno charakter ma Pan po wujku. Jakie to cechy?

 

Jerzy Ulma: Wujka siłą rzeczy nie znałem osobiście, czemu czasem dziwią się odwiedzający Muzeum Polaków ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej, gdzie pracuję. Ale wiele o nim można się dowiedzieć na podstawie jego zdjęć, zapisków i przedmiotów, którymi się otaczał, a także z relacji jego sąsiadów, których i ja znam lub znałem. Myślę, że z wujkiem znaleźlibyśmy wspólny język, bo łączy nas poczucie humoru i pogoda ducha – szczególnie widać je na zdjęciu z mleczarni, na którym radość aż z niego bije. Chętnie porozmawiałbym z nim o hodowli – on miał drób, pszczoły, jedwabniki, a ja mam pięćset gołębi.

Był człowiekiem i do tańca, i do różańca. Ale potrafił być też stanowczy, jak wtedy, gdy proboszcz nie chciał udzielić ślubu jemu i Wiktorii przy głównym ołtarzu z powodu jego przynależności do uniwersytetu w Gaci. Tego typu instytucje Kościół uznawał za zbyt otwarte na socjalizm, a przecież byli w nich ludzie potrafiący łączyć wiarę z wiedzą, jak wujek.

Ks. Paweł Tołpa: Poróżnili się o to, ale pogodzili przy kolędzie. Śmieję się, że bł. Józef Ulma powinien być patronem osób skłóconych z proboszczem. Rzeczywiście, Ulmowie – aż po dzisiejsze pokolenie – to ludzie odważni w życiowych przekonaniach, wierni zasadom, pracowici. Na Józefa patrzymy dziś z perspektywy aureoli, a on był człowiekiem z krwi i kości.

 

A co mówi o nim badanie dla warszawskiego Instytutu Psychologii, któremu poddał się korespondencyjnie?

J.U.: Kiedy odkryłem to pismo u siebie na strychu, nie mogłem się zorientować co do jego charakteru. Przeczytałem je Antoniemu Kluzowi, siostrzeńcowi bł. Wiktorii Ulmy, a on słuchał z otwartymi ustami. Wahałem się, czy pokazywać je ks. Pawłowi, a kiedy się na to zdecydowałem, aż spurpurowiał!

x.P.T.: Na podstawie analizy grafologicznej i szczegółowych odpowiedzi Józefa Ulmy prof. Thomas Dumont scharakteryzował go jako człowieka „o prędkim temperamencie”, jednak „bez uporu i zarozumiałości”. Ale napisał też: „Pańska wspaniałomyślność i zgodność jest tak wielka, że aż jest wadą (…) potrafi się ofiarować za innych”. Zachęcał go, by lepiej wykorzystywał swoje talenty i zdolności i nie skończył jak ci, którzy „załamali się z tego powodu, że nie wiedzieli, że należą do geniuszów”. Już sam fakt, że Józef poddał się badaniu psychologicznemu, ukazuje go jako człowieka światłego, ciekawego świata – zarówno tego, który go otaczał, jak i wewnętrznego.

 

„Wasza czynna osobistość stale musi się czemś zajmować”, „pojmie Pan wszystko pierwej niż inni” – pisał o Józefie prof. Dumont. Chyba trudno o trafniejszą „diagnozę”…

x.P.T.: W pracy zawsze szukał przymierza ze świętością. I wykonywanie obowiązków, i rozwijanie zainteresowań stanowiły dla Józefa drogę do nieba. Najlepiej obrazuje to hebel, na którym wyrzeźbił znak krzyża. Wszelkie innowacje, nad którymi pracował, miały ułatwiać mu pracę po to, by więcej czasu zostało mu na rozwój duchowy.

 

A co mówi o nim czterysta artefaktów pozostałych po rodzinie?

J.U.: Już na podstawie jego księgozbioru można wyciągnąć wnioski o jego wszechstronnych zainteresowaniach. Wiele publikacji dotyczy hodowli, ale i zwalczania szkodników i gryzoni – zabawnie wygląda broszura poświęcona temu tematowi, którą w rogu nadgryzła mysz. W jego księgozbiorze znajdziemy i poezje Słowackiego, i poradniki: „Źródło siły i szczęścia” czy „Jak zostać mistrzem życia”.

Wśród książek, podręczników i czasopism wiele poświęconych jest fotografii; wujek na tej podstawie sam zaprojektował i zbudował swoje dwa aparaty. Dzięki pozostawionym przez niego fotografiom poznajemy jego samego, jego najbliższych i sąsiadów, ale też codzienną pracę i świętowanie na wsi. Szczególną wartość mają dla mnie zdjęcie Wiktorii do kenkarty i zdjęcia dzieci Ulmów, zwłaszcza Marysi w cebrzyku. Widać, że były beztroskie i szczęśliwe.

x.P.T.: Mnie najbardziej wzrusza tabliczka do nauki pisania i piórnik Stasi, w które Józef wyposażył idącą do szkoły córeczkę. Znał wartość wiedzy i pragnął jej dla swoich dzieci. Ale nie skąpił jej też sąsiadom, bo książki i czasopisma wypożyczał nie tylko z biblioteki Koła Młodzieży, za którą był odpowiedzialny, ale także z prywatnego księgozbioru. Pasją sadowniczą zarażał okoliczną młodzież – uczył, jak szczepić, sadzić i hodować drzewka. Zajmował się introligatorstwem, sam zbudował przydomowy wiatrak wytwarzający prąd do żarówki oświetlającej ich izbę. Ale i narty zrobił, i na zabawę z muzyką poszedł, i w teatrze zagrał.

J.U.: To u nich było rodzinne; zachowało się zdjęcie Marcina Ulmy – mojego dziadka – czytającego na pieńku, a mój tata opowiadał, jak czytali przy lampie i że od dobrej kiełbasy wolał książkę. Raz w Łańcucie kupili z wujkiem Józefem atlas Europy i „Zasady pisowni polskiej”. To byli światli ludzie.

 

Ale i zaradni: Józef sam robił sobie narzędzia, zakupiony dom rozebrał i przeniósł na swoją działkę, wstawił do niego nowatorskie weneckie okna. A jak wyglądały przygotowania do budowy domu na Wschodzie?

x.P.T.: Na prośbę Józefa architekt narysował szczegółowy projekt pomieszczeń i sprzętów. Na zachowanym rysunku centralne miejsce w głównej izbie zajmuje kołyska dla nienarodzonego dziecka. Deski na dom z czterema pokojami Józef magazynował w przybudówce – szopie w Markowej. Koleją i furmankami miał je przewieźć do Wojsławic koło Sokala. Niestety, po domu zostały tylko projekty, a z uzbieranych desek szwagier Józefa wykonał dla zamordowanej rodziny inny „dom”: cztery trumny, jak cztery pokoje planowanego domu. To miażdżąca symbolika, podobnie jak groby – Ulmów i ich oprawcy Eilerta Diekena.

Byłem przy ekshumacji ciał, które w markowskim grobie spoczywały osiemdziesiąt lat. Odkąd przeniesiono je do tamtejszego kościoła, grób jest pusty, podobnie jak grób opuszczony przez Chrystusa na znak zwycięstwa życia nad śmiercią. Z kolei grób Diekena w Essens, poważanego w miasteczku policjanta, przed beatyfikacją Ulmów przestał istnieć. Widziały go wcześniejsze delegacje, zachował się na zdjęciach i nagle jakby ze wstydu zapadł się pod ziemię. Za to sarkofag Ulmów na ołtarzu symbolizuje ich wywyższenie.

 

Co Władysław Ulma opowiadał o swoim bracie?

J.U.: Pamiętam jedynie, że kiedyś podrzucił mi książkę opatrzoną pieczątką „Józef Ulma”. Wspominał, że dom, w którym na świat przyszedłem i ja, i mój tata, i wujek i w którym hodował on jedwabniki, odwiedził sam książę Lubomirski z rodziną. Mówił, że to wujkowi Markowa zawdzięcza sprowadzenie pomidorów. O tragicznej śmierci bł. Ulmów dowiedziałem się jako ośmiolatek, ale ani tata, ani jego siostra i brat nie mówili o tym. W ich milczeniu była tajemnica, którą należało uszanować.

Dopiero po śmierci taty piętnaście lat temu natknąłem się na jego zeszyty. To z nich, a nie od taty dowiedziałem się, że był w AK. Gdy przeglądając je, trafiłem na zeszyt ośmioletniej Stasi, aż mnie ciarki przeszły. Tata nigdy o nim nie wspominał. Tak samo nikt nie zabraniał mi bawić się w dzieciństwie aparatami wujka czy przeglądać jego księgozbioru. Nie wszystko przetrwało, jak np. słomiane ramki do uli wujka, a niektóre przed zniszczeniem udało się uratować w ostatniej chwili, jak list wujka do lwowskiej komisji rolniczej. Często zresztą mama pytała tatę, po co trzyma na strychu pamiątki po rodzinie Józefa. Tych pamiątek jest mnóstwo, wciąż je odkrywam, jak oprawione przez wujka gazety czy jego zamówienie na książkę „Potęga energii”. Wiem, że pod garażem zakopane są jego szklane negatywy.

 

Z niecierpliwością czekam więc na kontynuację książki „Józef Ulma. Opowieść pisana życiem” – pełnej nowych faktów, a jednocześnie będącej ciepłym opowiadaniem o kimś bliskim.

J.U.: Pisaliśmy tylko o tym, czego byliśmy pewni na sto procent. Nie idealizujemy ani nie lukrujemy bł. Józefa, bo był człowiekiem jak my. Kto wie, kim by został ten samouk, konstruktor, innowator, gdyby jego życie nie skończyło się w wieku 44 lat?

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 czerwca

Wtorek, XI Tydzień zwykły
Dzień powszedni
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali,
tak jak Ja was umiłowałem.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 43-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter