17 kwietnia
środa
Rudolfa, Roberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Modlitwa i dobry przykład

Ocena: 4.8
608

Pośrodku cywilizacji, która urządza życie, jakby Boga nie było, serdeczna więź z Jezusem musi stać się dla nas sprawą życia i śmierci. - mówi Józef Augustyn SJ w rozmaowie z Ireną Świerdzewską

fot. Dominik Nienartowicz

Co jest najgłębszą inspiracją, źródłem naszej modlitwy?

Sam Bóg. Jedynie w Nim są wszystkie „nasze źródła” (por. Ps 87, 7): istnienia, miłości, celu i sensu życia. Jezus woła z mocą: „Jeżeli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije” (J 7, 37). W Nim i przez Niego każdy z nas jest zaproszony, by stać się mieszkaniem Boga. „Jeśli ktoś mnie miłuje i przestrzega moich przykazań, Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy” – mówi Chrystus (por. J 4, 23). Jego obietnica winna być najgłębszą inspiracją i źródłem naszej modlitwy.

Frustracja laicką cywilizacją sukcesu i konsumpcji rodzi w wielu, szczególnie w ludziach młodych, pragnienie głębszego życia duchowego. Ważne, by w takiej krytycznej chwili nie robić niebezpiecznych eksperymentów, sięgając do obcych nam tradycji, autorów i podejrzanych „mistrzów”, ale powrócić do tego, co opuściliśmy – być może bardzo dawno – z powodu lenistwa i grzechu. „Opuścili Mnie, źródło wody żywej, żeby wykopać sobie cysterny popękane, które nie utrzymują wody” – skarży się Pan (por. Jr 2, 13).

 

Do czego konkretnie mielibyśmy wrócić?

Do budowania serdecznej, intymnej więzi z Osobą Jezusa w Kościele, niezależnie od ułomności i grzechów ludzi Kościoła: do lektury Pisma Świętego, w szczególności Ewangelii, uczestnictwa w Eucharystii, do adoracji Najświętszego Sakramentu, spowiedzi oraz codziennej modlitwy. Codziennej. Dla nas chrześcijan modlić się to związać swoje życie z Osobą Jezusa. W Nim Ojciec niebieski ofiarował nam wszystko.

Jeżeli chcemy zachować wiarę i żyć w prawości serca pośrodku cywilizacji, która urządza nam życie, jakby Boga nie było, serdeczna więź z Jezusem musi stać się dla nas, dla mnie osobiście, sprawą życia i śmierci, „być albo nie być”. W życiu duchowym i w modlitwie to Jezus jest dla nas ostatecznym wzorem i wszelką miarą. Naszą drogą do modlitwy jest poznawanie, miłowanie i naśladowanie Jezusa. Ewangelie opowiadają nam o modlitwie Jezusa, którą odprawiał na osobności, w oddaleniu: usuwał się na miejsca pustynne i tam rozmawiał z Ojcem: „Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (Mk 1, 35).

Jestem przekonany, że jednym z zasadniczych powodów tak częstego odchodzenia z Kościoła, rezygnowania przez wiernych, szczególnie przez ludzi młodych, z wiary i fundamentalnych zasad moralnych, jest niedocenianie czy wręcz lekceważenie wartości, z którymi byli związani nieraz przez całe dziesięciolecia. Decyzje te mają nierzadko bardzo gorzkie konsekwencje. Nie jest łatwo odbudować odniesienia filozoficzne, moralne i duchowe dla celu i sensu własnego życia, gdy lekkomyślnie zburzy się te, w których zostaliśmy wychowani. Leszek Kołakowski pisze, że w naszej pooświeceniowej cywilizacji „odróżnienie dobra i zła zastąpiły kryteria utylitarne, a fundamentalne więzi, co podtrzymywały ludzką wspólnotę – rodzina i religia – zostały wyszydzone lub gwałtem rozerwane” (1997). Wbrew współczesnym cywilizacyjnym trendom musimy wracać do rodziny i do religii.

 

Jak dzisiaj uczyć dzieci i młodzież modlitwy?

Modlitwa jest wejściem w tajemnicę Boga, ale jest to jednocześnie czynność ludzka. Jak dzieci uczą się chodzić, mówić, czytać, tak też uczą się modlitwy. Ważne są już pierwsze lata życia. Ze względu na niezwykłą chłonność psychiki małego dziecka często uzyskuje ono niezwykłe sprawności w wielu sferach życia. Oglądałem kiedyś koncert fortepianowy sześciolatka z akompaniamentem orkiestry, zarejestrowany w filharmonii. Genialny mały pianista grał utwory Chopina bez nut, podczas gdy dorośli członkowie orkiestry śledzili zapisy nutowe.

Dziecko uczy się modlitwy, uczestnicząc w modlitwie rodziców. Jest ona najpierw partycypacją w modlitwie dorosłych. Nie jesteśmy w stanie śledzić, co tak naprawdę dzieje się w umyśle i duszy dziecka. Od wczesnego dzieciństwa młody człowiek dostrzega, „skanuje” i zapisuje w pamięci wszystko, co nowe. Dotyczy to także życia duchowego i moralnego. Przyjmuje to, w czym uczestniczy na zasadzie identyfikacji z rodzicami: ich miłość, dobroć, postawę moralną, życie duchowe, modlitwę. Mama i tata winni zapraszać swoje dzieci do uczestnictwa w ich doświadczeniu wiary.

Kiedy wyłączamy modlitwę z życia wspólnotowego rodziny, dziecko może wzrastać w przekonaniu, że nie jest ona istotna, ale jest jakimś dodatkiem do niego. Wierzymy, że Bóg działa w duszy dziecka od pierwszych chwil jego istnienia. O Jezusie niemowlęciu św. Łukasz pisze, że „Dziecię rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2, 40). Dlaczego mielibyśmy zaprzeczać, że łaska Boża spoczywa na każdym niemowlęciu?

 

Co jest istotą dobrego przykładu?

Dla wychowania dzieci do wiary i modlitwy w rodzinie istotne są nie tylko modlitewne gesty i słowa, ale przede wszystkim duch: głęboka, prawdziwa i czysta religijność. Dzieci mają niezwykłe poczucie sprawiedliwości oraz przejrzystości duchowej i moralnej. Wyczuwają najmniejszy fałsz i każde najdrobniejsze kłamstwo. Nieraz mówią o tym wprost swoim rodzicom, nauczycielom i księżom. Jeżeli modlitwa rodziców będzie jedynie formalnością, młody człowiek tak będzie ją postrzegał, „skanował” i zapisywał w pamięci. Modlitwa będzie jeszcze jedną formalną czynnością, obok mycia ząbków, sprzątania pokoiku itp.

Wiara i modlitwa winny być związane nie tylko z obrzędowością, ale z samą istotą życia: wzajemną miłością, szacunkiem, doświadczeniem dobra, piękna, znoszenia trudnych chwil, wzajemnego przebaczenia itp. Istota wychowania do wiary i modlitwy to budowanie w duszy dziecka odniesienia do świata ducha, który wykracza poza materialną codzienność. Dzieci uczą się modlitwy i wiary nie poprzez przyswajanie sobie pojęć, ale poprzez duchową intuicję.

 

Mógłby Ojciec podać jakiś przykład?

W biografiach dzieci wynoszonych na ołtarze mamy niezwykłe świadectwa duchowej wrażliwości i przenikliwości, która budzi nieraz zdumienie dorosłych. Sługa Boża Antonietta Meo, która zmarła w opinii świętości w siódmym roku życia na raka kości, zostawiła zbiór miniliścików pisanych do Jezusa. Benedykt XVI podpisał dekret o heroiczności jej cnót. Kiedyś powiedziała do mamy: „Mamusiu, wydaje mi się, że dusza podobna jest do jabłka. W środku jabłka znajdują się małe czarne pesteczki, czyli nasiona, a w łupince nasion jest takie białe coś… Wyobraź sobie, że to właśnie jest łaska Boga…”.

Błogosławiony Carlo Acutis, jak wspomina jego matka, już we wczesnym dzieciństwie miał przedziwną wrażliwość religijną. Jako czterolatek potrafił dłuższą chwilę w milczeniu wpatrywać się w krzyż, tak że jego mama brała go za rączkę: „No chodź, synku, idziemy”. Przez całe dzieciństwo i lata wczesnej młodości, od pierwszej Komunii Świętej aż do śmierci w szesnastym roku życia, z własnej inicjatywy codziennie uczestniczył we Mszy Świętej i odbywał adorację przed nią lub po niej. Pan Bóg swoimi tajemniczymi drogami dociera do duszy człowieka już w jego najmłodszych latach.

 

Świat zdaje się to zagłuszać…

Wobec całej wulgarności i cynizmu, z jakimi dzisiaj świat dorosłych traktuje dzieci w okresie ich dzieciństwa i wczesnej młodości, należałoby pamiętać o słowach Jezusa: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” (Mk 9, 42). Trudne słowa. Wielu z nas pewnie chętnie wymazałoby je nie tylko z pamięci, ale także z Ewangelii. A jednak zostały powiedziane.

Kiedyś moja matka napisała w liście do mojej siostry, która prosiła ją o wsparcie i pomoc duchową: „Józiu, ja ci pomogę modlitwą i przykładem życia”. To jest tak naprawdę jedyny sposób pomagania innym w sprawach duchowych, moralnych i religijnych – nie tylko w wychowaniu dzieci, ale także w relacjach osób dorosłych. Wszelkie pouczenia, napomnienia i „dobre rady” mają jakiś sens tylko wtedy, gdy zostają potwierdzone przykładem osobistego życia i wsparte modlitwą. Odnosi się to także do nas księży. My również niewiele więcej możemy zrobić dla wiernych, których powierza nam Jezus.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 kwietnia

Środa, III Tydzień wielkanocny
Każdy, kto wierzy w Syna Bożego, ma życie wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 6, 35-40
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter