16 listopada
piątek
Gertrudy, Edmunda, Marii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ojciec odrzuconych

Ocena: 0
2530

„Początek roku 1768 zastał ks. Baudouina, 79-letniego starca, u kresu całkowitego wyczerpania (…) Z apostoła miłosierdzia i jałmużnika Warszawy stał się (…) apostołem modlitwy i przykładnego cierpienia”.

fot. Muzeum Warszawy

Tak w roku 1938 pisał ks. Franciszek Śmidoda o „ojcu podrzutków”, jak nazywano ks. Gabriela Baudouina (Boduena). Kiedy po mieście rozeszła się wieść, że w Szpitalu Generalnym dogorywa jego założyciel, przyjeżdżały do niego tłumy i, klęcząc przy jego łóżku, prosiły o błogosławieństwo. W środę rano, 10 lutego 1768 r., zmarł „bez boleści i prawie bez konania”. W tych dniach mija więc 250 lat od jego śmierci.

Opatrzność prowadziła go konsekwentnie drogą pomocy chorującym i odrzuconym, choć nie mógł przewidzieć, że kiedyś Kościół ustanowi Światowy Dzień Chorego, i to 11 lutego. Miał 21 lat, kiedy w 1710 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego à Paulo. Siedem lat później został wysłany do Polski, do kościoła Świętego Krzyża w Warszawie. – Był profesorem teologii i filozofii w seminarium – mówi ks. Piotr Rutkowski ze zgromadzenia obecnego „od zawsze” w warszawskim kościele przy Krakowskim Przedmieściu. – Gdy przechadzał się po stolicy, wstrząsnął nim widok psa trzymającego w pysku szczątki dziecka. W tamtych czasach nieślubne dzieci traktowane były jak istoty drugiej kategorii. Wzorem założyciela swojego zgromadzenia ks. Baudouin zaczął więc organizować pomoc dla porzuconych dzieci. Umieszczał je u dobrych kobiet w mieście, opłacając opiekę nad nimi z osobiście zebranej jałmużny.

Za formalny początek jego dzieła uznaje się rok 1736, kiedy to ks. Baudouin kupił dom – Pałac Karasia, z boku dzisiejszego pomnika Kopernika przy Krakowskim Przedmieściu. Zgromadził tam dwie setki dzieci, przy których posługiwało 15 sióstr. Gmach wkrótce okazał się za mały, dlatego w połowie XVIII w. przy Placu Wareckim kapłan wybudował Szpital Generalny Dzieciątka Jezus według planu Jakuba Fontany. Działało przy nim pierwsze w Polsce okno życia.

W roku 1761 król August III Sas wydał w tej sprawie dokument: „Bez żadnej odwłoki Szpital Generalny erygujemy i zakładamy, chcąc by: 1. Do pomienionego szpitala dzieci wszystkie podrzucone, bez wyboru, wiecznymi czasy przyjmowane były i w nim do lat pewnych wychowanie miały; 2. Aby do tegoż szpitala przyjmowani byli ubodzy i chorzy po ulicach leżący, którzy po szpitalach innych miejsc mieć nie mogą, wyjąwszy wenerycznych; 3. Aby do niego przyjmowano wszystkich żebraków po ulicach i przedmieściach włóczących się; 4. Ślepych, paralityków i kaleki, nieuleczalni, głupi i szaleni w tymże dla opatrzenia potrzeb swoich znaleźli (…)”.

Szpital utrzymywał się z datków. Pod koniec XVIII w. przebywało w nim blisko 2 tys. pensjonariuszy: chorych, kalekich i podrzutków. W 1901 r. część dla chorych przeniesiono do nowego gmachu przy ul. Lindleya – do dziś funkcjonuje tam Szpital Dzieciątka Jezus. Dom podrzutków, zwany przez warszawiaków „domem ks. Boduena” – do budynku przy ul. Nowogrodzkiej 75, w którym – także do dziś – znajduje się dom dziecka. – To jedyna placówka w Polsce istniejąca nieprzerwanie od 280 lat – mówi ks. Rutkowski. – Podczas Powstania Warszawskiego był przeniesiony do Milanówka i do Kowańca.

W czasie okupacji dyrektorką domu była Maria Wierzbowska. O jej dokonaniach mówi tablica w hallu: „Marii Wierzbowskiej, dyrektorce Domu Ks. Baudouina w latach 1939-46, która ze swoimi współpracownikami pomogła ocalić od zagłady wiele żydowskich dzieci – ocaleni”. Jedna z opiekunek przyzakładowych, mająca przepustkę do getta, z dwiema innymi kobietami potajemnie wyprowadzała stamtąd dzieci. Do Domu ks. Baudouina doprowadzała około ośmiu sierot miesięcznie.

Tak to – w warunkach zagrożenia życia – kontynuowano dzieło misjonarza z Francji, którego mistrz i założyciel jego zakonu, św. Wincenty à Paulo, miał powiedzieć do posługujących w sierocińcu sióstr miłosierdzia: „Życie i śmierć tych dzieci są w waszych rękach. Jeśli nie chcecie być dla nich matkami, staniecie się sędziami”.

Ksiądz Śmidoda tak pisał 70 lat po śmierci ks. Baudouina: „Uświadomiono sobie, że umarł człowiek naprawdę wielki, nieśmiertelności godzien, którego pamięć winna długo trwać, a przykład pozostać niezatartym w stolicy”. Warszawa uczciła „ojca podrzutków” ulicą między Jasną a placem Powstańców Warszawy. Tablica mu poświęcona znajduje się w podziemiach kościoła Świętego Krzyża – tam też spoczywają jego prochy. W 1986 r. poświęcił ją prymas Józef Glemp w asyście ks. Romualda Kamińskiego – swego ówczesnego kapelana, a dziś biskupa warszawsko-praskiego.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

 
- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -