21 lipca
niedziela
Daniela, Diany, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Patron duchowego braterstwa

Ocena: 4.8
263

Intrygujące, że pierwszym ogniwem duchowego braterstwa polsko-węgierskiego nie był ani Polak, ani Węgier, ale Czech – św. Wojciech. Za swojego patrona uznają go katolicy zarówno znad Wisły, jak i ci znad Dunaju i Wełtawy.

fot. xhz

Święty Wojciech to bez wątpienia postać niezwykła. Czasami jednak można mieć wrażenie, że bardziej doceniają go historycy niż jego czciciele. We współczesnych homiliach na temat tego X-wiecznego biskupa Pragi słyszymy zwykle jedynie ogólniki i mało konkretne pochwały cnót, którymi miał się odznaczać. Tymczasem w opracowaniach naukowych na jego temat, których w samej tylko ostatniej dekadzie opublikowano niezliczone ilości, podkreśla się nietuzinkowość tej postaci, która oryginalnością poglądów przerastała ludzi swojej epoki.

Mało kto pamięta, że Wojciech został dwukrotnie wygnany z Pragi za to, że z determinacją chciał doprowadzić do duchowej odnowy tamtejszej diecezji. Jednym z punktów forsowanego przezeń programu reformy było wprowadzenie celibatu duchownych. Chociaż w tamtych czasach dekrety synodalne często przypominały, że księża powinni być bezżenni, to jednak tylko nieliczni wprowadzali je w życie. Dopiero w XI w. zaczną poważnie traktować te przepisy papieże okresu tzw. reformy gregoriańskiej, nakazując księżom oddalenie swoich partnerek. O celibat zawalczą wtedy także osoby świeckie, organizując „strajki liturgiczne”, polegające na nieprzyjmowaniu sakramentów z rąk duchownych żyjących z konkubinami. Nasz Wojciech zaś prawie sto lat wcześniej już rozumiał, że celibat nie może być w Kościele martwą literą i próbował – bezskutecznie – nakłonić do niego praski kler. Musiało jednak jeszcze wiele wody upłynąć w Wełtawie, by to, co w Wojciechowym nauczaniu wydawało się rewolucyjnym nowinkarstwem, zostało uznane za normę.

 


BISKUP I PIĘKNA

Wyrzucony ze swojego biskupstwa Wojciech szukał dla siebie miejsca w różnych miejscach Europy, m.in. w Rzymie, we Francji i w Polsce. Rozeznając Boże powołanie, trafił także na Węgry. Stan wiary, jaki tam zastał, nie wzbudził jednak jego zachwytu. Jak informuje autor Wojciechowego żywota, św. Brunon z Kwerfurtu, tamtejsze chrześcijaństwo, „zmieszawszy się z pogaństwem, stało się religią skażoną; to ospałe i trwożliwe chrześcijaństwo zaczęło być gorsze niż barbarzyństwo”. Na Węgrzech panował wówczas książę Gejza, który wraz z synem Vajkiem (późniejszym św. Stefanem) przyjął chrzest z rąk biskupa misjonarza, pochodzącego z opactwa Sankt Gallen (dzisiejsza Szwajcaria).

Chrześcijanką była także żona Gejzy, którą, jak wspominałem w zeszłotygodniowym artykule, późniejsza tradycja uznała za siostrę Mieszka I, nadając jej imię Adelajda. W rzeczywistości węgierska księżna nazywała się Beleknegini, co w języku słowiańskim miało oznaczać „piękna kobieta”. Źródła przedstawiają ją jako osobę nadzwyczaj energiczną i przedsiębiorczą. Brunon z Kwerfurtu wprost twierdzi, że to ona de facto rządziła na Węgrzech, a książę Gejza tylko posłusznie wykonywał rozkazy żony. To ona miała też być główną inicjatorką ewangelizacji Węgier. Nie ma co się dziwić, że chrystianizacja pod wodzą „pięknej kobiety” nie szła dobrze, skoro sama księżna nie zawsze świeciła przykładem. Thietmar, słynny kronikarz, pisał o niej tak: „używała trunków ponad miarę i ujeżdżała konie jak rycerz, raz nawet zabiła w przystępie gwałtownego gniewu”.

Nie wiemy, czy Wojciechowi udało się choć trochę zreformować węgierskie chrześcijaństwo, nad którym pieczę sprawowała kontrowersyjna księżna. Wydaje się, że biskup niezbyt długo zabawił nad Dunajem i dość szybko udał się do Polski, gdzie Bolesław Chrobry planował już dla niego misję ewangelizacyjną wśród Prusów, która, jak wiemy, zakończyła się jego męczeńską śmiercią.

„Pięknej kobiecie” Wojciech najwyraźniej bardzo przypadł do gustu, próbowała go bowiem ponownie ściągnąć na Węgry. Biskup jednak nie dał się przekonać i wysłał do niej swojego bliskiego współpracownika, którego imienia jednak Brunon z Kwerfurtu nie wymienia. Historycy od lat się spierają, kim był ów Wojciechowy delegat i jak długo zabawił na węgierskim dworze. Wiemy zaś z pewnością, że później, już po śmierci Wojciecha, na Węgry zawitał jego uczeń, Astryk-Atanazy, który został arcybiskupem Ostrzyhomia.

 


OWEGO CZASU

Krótki pobyt Wojciecha na Węgrzech z upływem czasu obrósł legendą. Późny i mało wiarygodny żywot świętego, pochodzący dopiero z XII w., od pierwszych słów nazywany Tempore illo („Owego czasu”), zawiera historię o tym, jak św. Wojciech na Węgrzech miał spalić posąg pogańskiego bożka. Oddajmy głos autorowi tekstu: „Był w stolicy tego kraju pewien bożek, sławniejszy od innych, z którego często diabły udzielały odpowiedzi pytającym, i na to widowisko tłumy ludu z sąsiednich miast schodziły się tam w określone dni, aby oddawać mu cześć. Owego dnia zatem, kiedy przybył tam święty biskup, ogromna ciżba ludu cisnęła się wokół owego bożka. Na oczach tych tłumów, z osłupieniem patrzących na jego niezmierną odwagę, św. Wojciech bez trwogi podszedł do bożka i z zapaloną pochodnią spalił go w obecności jego kapłanów, którzy nie śmieli mu się sprzeciwić. Spełnił tam również wiele innych cudów dla umocnienia wiary tego ludu”.

Owych cudów, niestety, kronikarze nie zanotowali, informacje o Wojciechowym pobycie na Węgrzech są więc znikome. Niemniej braki w wiedzy próbowali uzupełnić współcześni historycy, których czasem ponosi fantazja nie mniejsza niż ta, która charakteryzowała ich średniowiecznych kolegów. Tak więc przez długie lata wśród badaczy było obecne przekonanie, że św. Wojciech założył na Węgrzech klasztor. Podstawą źródłową miał być fragment tzw. Pasji z Tegernsee, opisującej męczeństwo św. Wojciecha, powstałej w pierwszej połowie XI w., a zatem stosunkowo niedługo po śmierci biskupa. Autor wspomina, że Wojciech udał się do „Polanii”, aby tam w miejscowości ad Mestris założyć klasztor. Zwolennicy „teorii węgierskiej” uważali, że „Polania” to błędny zapis nazwy Panonia, którą często określano tereny, na których osiedlili się Węgrzy. Tajemnicze miejsce założenia mniszej wspólnoty ad Mestris zaś to przekręcona nazwa ad montem ferrerum, czyli Góry Żelaznej, znajdującej się w pobliżu miasta Péscvárad, położonego na południu dzisiejszych Węgier. Obecnie wśród historyków panuje zgoda, że Wojciechowego klasztoru nie należy szukać na Węgrzech, ale w Polsce, a dokładnie w Trzemesznie, które jest jednym z niewielu miejsc w Polsce, co do których możemy mieć pewność, że św. Wojciech rzeczywiście tam był.

 


OSTRZYHOM I GNIEZNO

Chociaż, jak widzieliśmy, informacji o misji Wojciecha na Węgrzech mamy stosunkowo mało, to jednak nie przeszkadza to Węgrom czuć się związanymi ze świętym biskupem Pragi. To on jest patronem bazyliki ostrzyhomskiej, będącej największą i najważniejszą świątynią katolicką na Węgrzech i katedrą kard. Pétera Erdö, arcybiskupa ostrzyhomsko-budapeszteńskiego, prymasa Węgier. W tym imponującym kościele, mającym 120 m długości i 40 m szerokości, nad którym góruje kopuła, w najwyższym punkcie osiągająca 100 m wysokości, przechowywane są relikwie św. Wojciecha.

Biskup Pragi, choć pochodzący z Czech, łączy więc w szczególny sposób Polskę i Węgry. Gniezno i Ostrzyhom, gdzie znajdują się najważniejsze kościoły mu poświęcone, są siedzibami prymasów i najstarszymi metropoliami w obu krajach. Można zatem powiedzieć, że duchowe braterstwo polsko-węgierskie ma swojego patrona – i bez wątpienia jest nim św. Wojciech.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Kapłan diecezji warszawsko-praskiej, wykładowca historii Kościoła na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie


redakcja@idziemy.com.pl

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 21 lipca

XVI Niedziela zwykła
Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 6, 30-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego) 
+ Komentarz „Idziemy” - Stwórz się na nowo
Nowenna do św. Anny 17-25 lipca
+ Nowenna do św. Szarbela 19-27 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter