18 czerwca
wtorek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Święta z sąsiedztwa

Ocena: 4.8
464

Bogactwo osobowości Heleny Kmieć rodzina i znajomi poznają dopiero po jej śmierci. Każdy znał tylko wycinek. A kiedy ułoży się te wycinki w całość, wyłania się obraz wszechstronnej młodej kobiety, przed którą świat stał otworem.

fot. Fundacja im. Heleny Kmieć

Na swoją nieoficjalną patronkę obierają ją księża, którzy chcą lepiej dotrzeć do młodzieży. Pojawiają się kolejne świadectwa łask przypisywanych jej wstawiennictwu. – Zaraz po jej śmierci znajdowaliśmy je na grobie – wspomina mama Heleny, Barbara Kmieć. – Dotyczyły nawrócenia, zdrowych narodzin wbrew wcześniejszej złej diagnozie, doczekania potomstwa, wyzdrowienia czy pogodzenia się z utratą bliskiej osoby.

Proces beatyfikacyjny Heleny Kmieć rozpoczął się uroczyście 10 maja w kaplicy Domu Arcybiskupów Krakowskich.

 


KSIĘDZU NASZ DROGI

Dość szybko opuściła dom – po szkole podstawowej naukę kontynuowała w Wielkiej Brytanii; maturę zdała w prestiżowym liceum katolickim. Inżynierię chemiczną w języku angielskim studiowała na Politechnice Śląskiej. – Nie miała czasu na opowiadanie wszystkiego, co robiła, i nie lubiła się chwalić – wspomina mama. – O jej występie ewangelizacyjnym na dworcu we Wrocławiu dowiedzieliśmy się dopiero po jej śmierci. Wtedy skojarzyłam, że w tamtym czasie wspominała o wydarzeniu, które wiele ją kosztowało.

W happeningu w stylu flash mob to była cała Helenka: pojawiła się nie wiadomo skąd i sprawiła, że ludzie przystawali i słuchali. A kiedy hala dworcowa była już pełna śpiewu i tańca młodych, ona znów rozpłynęła się w tłumie. – W wolontariacie misyjnym Salvator, gdzie współpracowaliśmy przez rok, była zapalnikiem – wspomina ks. Paweł Wróbel SDS, postulator jej procesu beatyfikacyjnego. – Jak jej na czymś zależało, a tak było z misjami, parła do przodu i motywowała innych. Ciężko było jej odmówić, gdy dzwoniła z kolejną inicjatywą i zaczynała tym subtelnym głosikiem: „Księdzu nasz drogi…”.

Obracała się w rozmaitych środowiskach, nie tylko tych, które podzielały jej wartości. – Ewangelizowała w sposób naturalny, przyznawała się do wiary otwarcie, ale bez natarczywości i oceniania – mówi ks. Wróbel. – Mam świadectwo jej kolegi z linii lotniczych, w których pracowała jako stewardessa. Spotkali się w Tel Awiwie, gdzie on właśnie wylądował, a skąd ona odlatywała. Był ciekaw relacji z imprezowania w mieście znanym jako mekka rozrywek. Nie mógł zrozumieć, że w Tel Awiwie nie była, bo całe Triduum Paschalne spędziła w Jerozolimie. Odpowiedziała wtedy spokojnie, ale bez wyniosłości: „Ty tego nie zrozumiesz, bo jesteś niewierzący”. Uderzyło go jej przekonanie co do tego, w co wierzy, a nawet zaczął jej tego zazdrościć. Ten epizod był częścią jego nawrócenia.

Helena „działa” dalej poprzez fundację swojego imienia. – Podobnie jak ona staramy się być tam, gdzie możemy się przydać – mówi Mariola Kaźmierska z Fundacji im. Heleny Kmieć, powstałej pół roku po jej śmierci. – Oprócz działalności charytatywnej, w której stawiamy na edukacyjne programy stypendialne, bo edukację Helena uważała za bardzo istotną, zajmujemy się też promowaniem jej postaci. Pokazujemy ją jako przykład do naśladowania w postawie wobec Boga i drugiego człowieka. Wierzymy, że to może odmienić czyjeś życie, i takie owoce obserwujemy. Cieszymy się, że „jej misja trwa”, jak głosi nasze hasło.

 


RÓŻANIEC NA ŁĄCZACH

Wiarę wyniosła z domu rodzinnego, gdzie codzienna modlitwa i coniedzielna Msza Święta były jak oddychanie. Dla Heleny, która swoją mamę widywała z brewiarzem, modlitwa ta też stała się czymś naturalnym. – Owszem, dom dał jej dobry start, ale sama w swój rozwój duchowy włożyła ogrom pracy – mówi mama. – Związana była z parafialnymi wspólnotami, chodziła do szkoły katolickiej, zasypywała pytaniami swojego „wujcia”, dziś biskupa Jana Zająca, brata mojego ojca.

Nawet fizyczne oddalenie od rodziny nie przeszkadzało jej we wspólnej modlitwie – dziesiątek różańca odmawiała przez telefon i z rodzicami, gdy uczyła się w Anglii, i z chłopakiem, gdy była w Boliwii, z której już nie wróciła. Pół roku po jej śmierci mama, przeglądając album z ikonami, znalazła karteczkę: „Z Panem Bogiem, Helenka”. Tymi słowami żegnano się w rodzinie, dlatego mama odebrała to jako pożegnanie. Wieczorem przed tragiczną śmiercią Helena przyjęła Komunię podczas Mszy Świętej, a przed snem czytała Biblię. Znaleziono ją przy jej łóżku, poplamioną krwią.

– Nie umiała działać na pół gwizdka i także wiarę przeżywała w sposób ponadprzeciętny – przyznaje ks. Wróbel. – Celu jej wiary nie stanowiło bycie dobrym. To był skutek jej zawierzenia Bogu; czuła, że robi to, czego On od niej oczekuje. Za życia zawstydzała mnie tym, w jaki sposób się modliła i jak w nawale zajęć walczyła o czas na modlitwę i codzienną Mszę. Od chwili jej śmierci mam poczucie jej wyjątkowości, żeby nie powiedzieć: świętości.

Angażowała się w wiele spraw. Karolina Bałos zainspirowała się postawą Heleny. – Nie znałam jej osobiście – mówi. – Dopiero po lekturze książki o niej zobaczyłam, jak wiele mam z nią wspólnego: gra na gitarze, śpiew i chęć pomagania innym. O wolontariacie marzyłam od dziecka, ale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać, może trochę się bałam. Ona zmotywowała mnie do działania. Poza tym swoją pokorą, zawierzeniem Bogu i miłością do dzieci przypomina mi moją patronkę, bł. Karolinę Kózkównę.

– Helenka chciała mieć co najmniej troje dzieci. Miała chłopaka, z którym planowali zaręczyny. Misja w Boliwii miała być jej ostatnią w tym charakterze – mówi ks. Wróbel. – Powołanie w tym kierunku chciała kontynuować w formie, która nie zaburzałaby życia rodzinnego.

 


JAK ŚWIATŁO

W jednym z podań o wyjazd misyjny pisała: „Otrzymałam łaskę Bożą, czyli DDDDD (Dar Darmo Dany Do Dawania), i muszę się tym Darem dzielić! Wszystkie umiejętności, które posiadam, zdolności, które nabywam, talenty, które rozwijam – nie mają służyć mnie, ale są po to, bym mogła je wykorzystywać do pomocy innym”.

W swoich staraniach nie ustaje nawet na tamtym świecie. Adam Paturej
„poznał” ją cztery lata temu, gdy szkoła na warszawskich Kabatach obierała ją za patronkę. – Wpadła mi wówczas w ręce książka „Helena. Misja możliwa”, która odmieniła moje
życie – wspomina. – Odkryła przede mną, że swoimi zdolnościami należy się dzielić. Zawsze uważałem się za człowieka wierzącego, czytałem wiele żywotów świętych, ale dopiero „spotkanie” z Heleną pozwoliło mi doświadczyć świętości „tu i teraz”. Pomagania nie traktowała jak wielkiego projektu, tylko działała, nie tylko w odległych zakątkach świata, ale też w gminnych świetlicach w Polsce.

A jak nie mogła zrobić nic więcej, smutnemu koledze malowała na kubku uśmiechniętą buźkę. Uśmiech był jednym z jej sposobów zauważania drugiego człowieka. – W zeszycie do religii już jako ośmiolatka zapisała, że św. Teresę z Lisieux będzie naśladować, częściej uśmiechając się do kolegi, którego nikt nie lubi – wspomina Barbara Kmieć. – Była jak światło, żyła szybko, porządnie i z pasją zarówno w rzeczach dużych, jak i małych.

Adam Paturej, zastanawiając się nad śmiercią Heleny, uświadomił sobie sens ofiary. – Jej misją była walka o zbawienie każdej osoby, dlatego wybrała wolontariat misyjny, a nie świecki – mówi. Dając świadectwo także po śmierci, wciąż wypełnia słowa założyciela salwatorianów o. Jordana, które ma wyryte na nagrobku i które wyśpiewywała za życia: „Dopóki żyje na świecie choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata, nie wolno ci spocząć”.

 


HELENA KMIEĆ (1991–2017) urodziła się w Krakowie. Gdy miała dwa latka, zmarła je biologiczna mama - Agnieszka. Angażowała się w duszpasterstwo akademickie i Wolontariat Misyjny Salvator w Trzebini. Posługiwała na placówkach misyjnych w Rumunii, na Węgrzech i w Zambii. 8 stycznia 2017 r. rozpoczęła półroczną posługę jako wolontariuszka misyjna w ochronce dla dzieci w Cochabamba w Boliwii, gdzie została zamordowana.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 czerwca

Wtorek, XI Tydzień zwykły
Dzień powszedni
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali,
tak jak Ja was umiłowałem.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 43-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter