2 kwietnia
czwartek
Wladyslawa, Franciszka, Teodozji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Szczęście promieniuje

Ocena: 0
671

Jako nastolatka mogłam z siostrami o wszystkim porozmawiać: o szkole, koleżankach, wagarach i sukcesach, o wzlotach i upadkach – wspomina s. Maria Donata od Najświętszego Serca Pana Jezusa.

fot. arch. prywatne

Do klasztornej furty klarysek kapucynek w Przasnyszu przyprowadziła ją po raz pierwszy młodsza siostra Tereska, która regularnie pożyczała od sióstr książki. – I tak to się zaczęło. Od trzeciej klasy liceum częściej zaczęłam bywać w kościele sióstr, gdzie w szczególny sposób doświadczałam Boga – opowiada.

Kościół jest niewielki, zaciemniony, skromny, ale piękny. W ołtarzu głównym obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem. Niżej tabernakulum z ukrytym Chrystusem. Dawniej po prawej stronie prezbiterium była w ścianie krata, a za nią siostry modlące się delikatnymi głosami, ukryte przed światem.

– Atmosfera tego miejsca wprowadzała mnie w zamyślenie – przypomina sobie s. Donata. – Dlaczego te kobiety opuściły świat i aż tak się od niego odizolowały? Niesamowite było to dla mnie, i jednocześnie ciekawe. Przez dwa lata próbowałam zrozumieć, nie bardzo mi się udawało, ale przecież nie wszystko na tej ziemi jest do pojęcia. Pozostała jednak akceptacja sposobu ich życia. Przez kratę nawiązałam z siostrami dobry kontakt, doświadczyłam ich mądrości, normalnej, ludzkiej postawy, serdeczności. Miałam 17 lat. Powołanie to tajemnica i sprawa Pana Boga. I łaska.

Dobrze pamięta jedno spotkanie. – Na pożegnanie siostra obiecała mi, że będzie się modliła o powołanie zakonne dla mnie. Przeraziłam się – przyznaje s. Donata. – Byłam tak niespokojna, że będąc już prawie przy swoim domu, wróciłam biegiem do klasztoru i prosiłam siostrę o odwołanie modlitwy za mnie w tej intencji. Szarpałam się wewnętrznie. Z jednej strony nawiedzała mnie myśl: „A może?...” Z drugiej pociągały mnie uciechy, marzenia o studiach, praca. Chciałam być nauczycielką. Po maturze zamierzałam złożyć dokumenty na studia w Gdańsku. Jednak Pan Bóg chciał inaczej, wyraźnie zaprosił mnie, abym oddała się Jemu w tym właśnie klasztorze. I powiedziałam Mu „tak”.

Mama i rodzina, choć religijne, pomysł o zakonie – w dodatku ścisłym, klauzurowym – chciały dziewczynie wybić z głowy. – Mimo wszystko zdecydowałam się. Przyjęto mnie. Wtedy wrócił spokój.

Od tej chwili mija 47 lat pobytu s. Donaty w przasnyskim klasztorze.

– Jestem pewna, że wybrałam wtedy dobrą drogę – twierdzi – bo na niej Pan Jezus kroczy obok mnie i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Dobrze być klaryską kapucynką. Dziękuję Bogu, że tu jestem! Często w moich rozważaniach pojawiają się pytania: Jak dziś najskuteczniej pomagać ludziom, by weszli na drogę wiodącą ku Bogu? Jak im ulżyć w życiowych zmaganiach, udrękach, chorobach? Coraz bardziej przekonuję się, że najskuteczniejszy sposób to cicha, skromna modlitwa, a później świadectwo życia wiarą. Skąd moja radość i entuzjazm? Pochodzą od Pana Jezusa. Szczęście promieniuje...

 


JESTEM SZCZĘŚLIWA

Siostra Maria Pia od Eucharystii spędziła w klasztorze w Przasnyszu już 60 lat. Pochodzi z Królówki koło Bochni. Uczyła się w Krakowie, pracowała w Lublinie. Pamięta, że już w szkole podstawowej odczuła w duszy zaproszenie Pana Jezusa: „Pójdź za Mną!”.

– Jemu pragnęłam oddać życie, lecz wiadomo, musiałam się uczyć – wspomina. – W Lublinie chodziłam do kościoła kapucynów na Krakowskim Przedmieściu. Były tam uroczyste nabożeństwa z przepięknymi kazaniami i całodzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu. O każdej porze dnia można się było wyspowiadać. Odnosiłam wrażenie, że kapucyni to bardzo szczęśliwi ludzie. Wówczas żyli jeszcze ojcowie, którzy przeszli przez cierpienia w obozie koncentracyjnym w Dachau. W moim mniemaniu byli to męczennicy mający do wykonania swoje posłannictwo, dlatego Bóg ich ocalił i zachował przy życiu. Po wojnie byli w pełni sił, pracowali z niezwykłą gorliwością kapłańską, wprost promieniowała od nich świętość. Przez nich w mojej duszy dokonywały się cuda łaski Bożej. Świadectwu ich życia zawdzięczam to, że jestem klaryską kapucynką.

W ich kościele usłyszała, że są też siostry kapucynki, które żyją oddzielone od świata, w klauzurze, prowadzą życie modlitwy i ofiary. – Pomyślałam wtedy: jeśli kapucyni są tak święci, to jakież muszą być siostry kapucynki – mówi s. Pia. – Postanowiłam je odszukać. Był wówczas w Polsce tylko jeden taki klasztor, właśnie w Przasnyszu.

Jechała całą noc. Z Lublina pociągiem do Warszawy, z Warszawy pociągiem do Ciechanowa, a z Ciechanowa do Przasnysza kolejką wąskotorową. Na miejscu była wczesnym rankiem w niedzielę 22 lutego 1959 r. Szczególna data: rocznica objawienia się Pana Jezusa s. Faustynie w Płocku.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 2 kwietnia


Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych,
lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

Dziś w Kościele: czwartek, V Tydzień Wielkiego Postu
Czytania liturgiczne (rok A, II): Rdz 17,3-9; Ps 105,4-9; J 8,51-59
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ Wielkopostne Kościoły Stacyjne
2 kwietnia – Parafia Św. Zygmunta (Plac Konfederacji 55, AW)
+ "Ziarna Słowa" Jana Pawła II

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter