17 maja
wtorek
Paschalisa, Slawomira, Weroniki
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Tak umierają święci

Ocena: 0
1089

Nawet w ekstremalnie trudnych warunkach w niemieckich obozach koncentracyjnych objawiała się wielkość człowieka. Do końca swoje człowieczeństwo i wierność Bogu oraz ojczyźnie zachował ks. Leon Kulasiński.

fot. archiwum Ewy Starzyńskiej z d. Kulasińskiej

 Ksiądz Kulasiński z najbliższą rodziną

Urodził się 14 marca 1911 r. w Sierpcu. W jego domu rodzinnym panowała atmosfera wzajemnej życzliwości, szacunku dla rodziców i dziadków. W 1928 r., po ukończeniu Gimnazjum Macierzy Szkolnej w Sierpcu, wstąpił do Seminarium Duchownego w Płocku. Pod koniec studiów zachorował na gruźlicę, a dla podratowania zdrowia przebywał w sanatoriach Poronina, Rabki i Zakopanego. Po powrocie do Płocka, 22 września 1935 r., z rąk bp. Leona Wetmańskiego przyjął święcenia kapłańskie.

Jego pierwszą placówką był wikariat w Tłuchowie (1935 r.). Od 1 września 1936 r., ze względu na zły stan zdrowia (był kilkakrotnie operowany), został mianowany przez abp. Juliana Nowowiejskiego kapelanem w płockim Szpitalu św. Trójcy.

 


WIĘZIEŃ 3080

Wybuch wojny zastał go w Płocku. Szybko jednak znalazł się w Warszawie, gdzie pełnił posługę w szpitalu Dzieciątka Jezus. Po kapitulacji stolicy został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Po dwunastu dniach zwolniony, powrócił do pracy, tym razem w płockim szpitalu. Ponownie został aresztowany 9 kwietnia 1940 r. i osadzony w płockim więzieniu. Wnoszone przez rodzinę petycje o jego zwolnienie nie dały rezultatu. 12 kwietnia 1940 r. został przewieziony do niemieckiego obozu Soldau w Działdowie. Otrzymał numer obozowy 3080, który przyszył sobie do sutanny. W Działdowie więźniowie otrzymywali numery, ale się nimi nie legitymowali. Podział przywożonych do obozu więźniów na rejestrowanych i nierejestrowanych wskazuje, że ta druga grupa przeznaczona była do natychmiastowego wymordowania.

Obóz Soldau w Działdowie (1939-1945) był miejscem pod pewnym względem wyjątkowym, a jak pisze niemiecki historyk dr Uwe Neumärker, „stał się poligonem doświadczalnym eksterminacji na masową skalę”. Tutaj przeprowadzano masowe egzekucje na Polakach, szczególnie inteligencji. Znajdował się 500 m od centrum miasta, przy końcu ul. Grunwaldzkiej, w pobliżu stacji kolejowej.

Do utworzenia obozu wykorzystano byłe koszary 32. pułku piechoty Wojska Polskiego. Zajmował obszar o powierzchni 8 ha, ogrodzony był murem i drutem kolczastym. W piętrowym budynku koszarowym ciągnęły się długie korytarze, a po obu ich stronach znajdowały się obszerne izby, w których przebywało od kilku do nawet przeszło stu więźniów. Budynek obliczony na półtora tysiąca osób mieścił do dziesięciu tysięcy więźniów.

W Lager Soldau wszyscy nosili swoje prywatne ubrania. Księża chodzili w sutannach tak długo, dopóki się całkowicie nie zniszczyły. Obóz nie posiadał kartoteki i wielu więźniów w pierwszym okresie jego działalności nie było notowanych. Umierali z głodu, żadne warunki higieniczne praktycznie nie istniały, podobnie jak opieka lekarska. Za posłanie więźniowi służyła garść luzem rzuconej słomy, brudnej i pełnej robactwa.

 


ZAWSZE POGODNY

Podczas pobytu w Działdowie ks. Leon był spokojny i pogodny. Cieszył się powszechnym szacunkiem i poważaniem. Ks. Lech Grabowski, więzień niemieckiego obozu Soldau i Dachau, pisał: „Spotkaliśmy się z Leonkiem w kwietniu 1940 r. na podwórzu płockiego więzienia. (…) Znam dobrze tak wrażliwą duszę Leonka, a tutaj otoczony gestapowcami, nie tylko mężnie, ale z jakąś przedziwną pogodą przyjmował ten krzyż, pozbawiający go drogocennej wolności. Przez cały czas swej niewoli: w płockim więzieniu, w barbarzyńskich warunkach Działdowa, kamieniołomach Gusen i Mauthausen (…), w obozowym szpitalu w Dachau (…) zawsze ten sam: spokojny i pogodnie uśmiechnięty (…), nawet pod razami zezwierzęconych bandytów, nawet całkowicie wyczerpany chorobą, chwytający bezskutecznie uciekające jakby przed nim powietrze”.

Więzień Działdowa ks. Wiktor Jacewicz (numer obozowy 3060) wspominał: „Poznałem ks. Leona Kulasińskiego w Działdowie w obozie. Byliśmy na jednej izbie. Zawsze pogodny. Jedyny kapłan w naszym pokoju. Stan był 32 (więźniów). Prowadził rano i wieczór wspólne modlitwy. Miał pogadanki religijne i ascetyczne”.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 maja

Wtorek, V Tydzień Wielkanocny
Chrystus musiał cierpieć i zmartwychwstać,
aby wejść do swojej chwały.

+ Czytania liturgiczne (rok C, II): J 14,27-31a
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter