14 grudnia
sobota
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W czasach apokalipsy

Ocena: 3.15
1172

Kiedy zanika wiara w Boga, traci sens życie, a myśl o śmierci jest wypierana - mówi bp. Michał Janocha, historyk sztuki, w rozmowie z Ireną Świerdzewską.

Fot. wikipedia / Domena publiczna

John Martin, Sąd Ostateczny (1854)

Jednych do nieba, drugich na męki piekielne kierują Bóg Ojciec i Jezus Chrystus na obrazach pokazujących Sąd Ostateczny. Czemu miały służyć takie dzieła sztuki?

Cel był dydaktyczny! Oglądanie scen Sądu Ostatecznego, losu zbawionych i potępionych, miało człowieka poruszyć. O tym, jak ludzie odbierali wizję Sądu Ostatecznego, mówi jedno z najstarszych świadectw zapisanych w literaturze zachodniej: Francois Villon w XV w. opisuje refleksję swojej matki, niepiśmiennej kobiety:

Prostaczka jestem stara i uboga,
nic nie znam, liter nie poznaję zgoła,
oprócz parafii mej niskiego proga,
gdzie raj oglądam i harfy dokoła,
i piekło, w którym potępieńców prażą.
Jedno mnie trwoży, drugie zaś raduje.

Odbiór tej sztuki, podobnie jak kazań poświęconych Sądowi Ostatecznemu, był niesłychanie emocjonalny i kształtował ludzkie postawy i decyzje.

Najstarsze świadectwo oddziaływania obrazu Sądu Ostatecznego pochodzi ze Wschodu, z XII w., i zostało zapisane w „Powieści lat minionych”, czyli „Kronikach Nestora”. Kiedy Mieszko, władca Polski, przyjął w X w. chrzest z Rzymu, nasz sąsiad ze Wschodu, władca Rusi Kijowskiej książę Włodzimierz zastanawiał się, jaką przyjąć religię. Nestor opisuje rozmowę Włodzimierza z greckim filozofem i misjonarzem, który pokazał władcy Rusi obraz Sądu Ostatecznego. Poruszony książę, patrząc na tych po lewej, w mękach piekielnych, i na tych po prawej, szczęśliwych, pyta filozofa, co ma zrobić, by znaleźć się wśród tych drugich. Otrzymuje odpowiedź: „Uwierz w Chrystusa i ochrzcij się”. I tak uczynił. Trudno zweryfikować, ile w tej opowieści prawdy historycznej, a ile w decyzji Włodzimierza było kalkulacji politycznych, ale niezależnie od odpowiedzi na to pytanie w tym historycznym przekazie zawiera się głęboka prawda ponadhistoryczna.

 

Kiedy w sztuce zaczęto przedstawiać Sąd Ostateczny?

Cała sztuka chrześcijańska jest wyrazem wiary w to, że Bóg stał się człowiekiem, a jednocześnie jest próbą ilustracji Jego życia i Jego nauki, również tej o sprawach ostatecznych. Obrazy literackie Sądu w nauczaniu Jezusa są zawarte w wielu przypowieściach: o pszenicy i kąkolu, o siewcy, który wyszedł siać, o pannach mądrych i głupich. Wreszcie jest mowa expressis verbis „o Tym, który przyjdzie oddzielać sprawiedliwych i niesprawiedliwych, owce od kozłów”, o obrazie Syna Człowieczego, który przychodzi w swojej chwale sądzić żywych i umarłych, jak mówi Credo. Te ewangeliczne i apokaliptyczne wizje znalazły syntetyczny wyraz w kompozycji, którą możemy nazwać Sądem Ostatecznym, a która ukształtowała się w VIII-IX w. i pojawiła zarówno w Bizancjum, jak i na Zachodzie. Kościół jest jeszcze wówczas niepodzielony. Właśnie wtedy pojawiają się najstarsze przedstawienia, które dokonują pewnej syntezy różnych eschatologicznych wątków.

 

Gdzie umieszczano te przedstawienia?

Wszędzie, począwszy od miniatur, czyli ilustracji ksiąg, dostępnych tylko dla nielicznych – dla duchowieństwa sprawującego liturgię, poprzez tabliczki z kości słoniowej, które często znajdowały się w dekoracyjnych obrazach Ewangeliarzy, poprzez malarstwo tablicowe, aż po malarstwo monumentalne na ścianach świątyń oraz witraże. Sąd Ostateczny znajdował się w programie ikonograficznym wszystkich wielkich świątyń Wschodu i Zachodu. Kiedy zaczął utrwalać się kanon związany z symboliką stron świata, na Wschodzie Sąd Ostateczny pojawiał się często na ścianie nawy zachodniej, aby ci, którzy wychodzą z kościoła po liturgii, spoglądając na obraz Paruzji, mieli świadomość, że liturgia życia nie kończy się, że ona cały czas trwa, a jej końcem będzie właśnie Sąd Ostateczny. Z kolei na Zachodzie temat Sądu pojawiał się na zewnątrz, w płaskorzeźbionych portalach, w tympanonach, np. w portalu zachodnim katedry w Autun albo w portalu północnym w katedrze w Bambergu.

 

Na ile obrazy Sądu Ostatecznego były zbieżne z biblijną Apokalipsą?

Księga Apokalipsy, co do kanoniczności której trwała bardzo długo dyskusja, zwłaszcza na Wschodzie, jako integralny składnik objawienia weszła do świadomości chrześcijan stosunkowo późno. To właśnie Apokalipsa zapłodniła wyobraźnię wiernych i wyobraźnię artystów. Do tego dochodziły wizje spisywane we wczesnochrześcijańskiej i średniowiecznej literaturze, wśród których najpopularniejsza była Visio Tnugdali, czyli „Wizja Tundala”, zapisana w XII w. przez mnicha iroszkockiego, w której anioł oprowadza duszę po kręgach piekła, czyśćca i raju. Wizja ta została wkrótce przetłumaczona na wiele języków. Oddziałała ona na „Boską komedię” Dantego, a także na fantasmagoryczne obrazy Hieronima Boscha. Artyści nie tworzą w próżni, czerpią z pewnych zbiorowych wyobrażeń społeczeństwa, a z drugiej strony, tworząc dzieła, sami te wyobrażenia kształtują. Wynikiem wzajemnego oddziaływania są klasyczne przedstawienia Sądu Ostatecznego z końca pierwszego i początku drugiego tysiąclecia. Zatrzymując się przed nimi, w obrazach pełnych dosłowności, możemy zobaczyć wszystkie istotne elementy dotyczące scen Sądu.

 

Dlaczego właśnie średniowiecze obfitowało w przedstawienia Sądu Ostatecznego?

Średniowiecze było epoką, w której człowiek żył bardzo głęboko zakorzeniony w wieczności. Można powiedzieć, że człowiek średniowiecza oddychał wiecznością, z jednej strony tęsknotą za zbawieniem – a z drugiej strony lękiem przed potępieniem. Cała sztuka średniowieczna wyrastała w cieniu – a może w blasku – katedr, które przecież były wznoszone ponad ludzkie doraźne potrzeby społeczne czy liturgiczne. To był wielki manifest transcendencji wiary, i właśnie w tym klimacie myśl o sprawach ostatecznych dojrzewa i przynosi owoce. Pamiętajmy też, że w wiekach średnich dla ludzi, w większości niepiśmiennych, głównym źródłem ewangelizacji były, obok kazań wygłaszanych w ojczystym języku, właśnie obrazy.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 grudnia

Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli.
Dziś w Kościele:
+ sobota, II tydzień Adwentu, wspomnienie św. Jana od Krzyża, prezbitera i doktora Kościoła
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Syr 48,1-4.9-11; Ps 80,2ac.3b.15-16.18-19; Mt 17,10-13
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -