8 grudnia
środa
Marii, Światozara, Makarego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Warszawskie krzyże

Ocena: 0
863

„Naród, który przez całe wieki był w swych najbardziej szlachetnych ambicjach krzyżowany, rozumie wymowę krzyża”. Lubię wracać do tego fragmentu kazania księdza prymasa Wyszyńskiego o Warszawie – mieście nieujarzmionym, bo przypomina, że stolica tę wymowę krzyża i moce z niego płynące rozumie dogłębnie. I tu powstaje pytanie: jak sytuacja wygląda współcześnie?

fot.xhz

Głębokich związków Warszawy z cierpiącym Zbawicielem i z Jego krzyżem uczyli nas ludzie święci i błogosławieni, którzy w tym mieście żyli. Uczyła nas poezja, muzyka i sztuka. Na czele długiego szeregu ludzi zasłużonych pod tym względem dla naszego miasta stoi błogosławiony Władysław z Gielniowa. Bez wątpienia przysługuje mu tytuł pierwszego poety, który na długo przed Mikołajem Rejem pisał po polsku dla pożytku prostego ludu. Ten płomienny kaznodzieja, autor licznych pieśni, przez długie lata związany był z kościołem św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. W tej bernardyńskiej świątyni jego kazań o umęczonym dla naszego zbawienia Chrystusie lud warszawski słuchał z zapartym tchem. W Wielki Piątek 1505 r., na oczach tłumu, który wypełniał świątynię, Władysław, mówiąc kazanie o męce Zbawiciela, uniósł się nad ambonę. Krótko trwała chwila lewitacji, a święty zakonnik za niedługi czas oddał ducha Bogu. Ale na zawsze pozostała w sercach ludzi miłość do Ukrzyżowanego, którą bernardyn wyśpiewał prostemu ludowi swoją pieśnią:

„Jezus z krzyżem podniesion, patrzcie chrześcijany!
Między łotry postawion, drogą krwią oblany;
Od Żydów jest naśmiewan, gdy na krzyżu wisiał,
Jezus, miłosierny Pan, wszystko skromnie cierpiał”.

Miłości do Chrystusa ukrzyżowanego uczyli się niedługo potem mieszkańcy Warszawy „u fary, gdzie Pan Jezus stary” (powtarzając za Or-Otem), czyli w kolegiacie św. Jana na Świętojańskiej. Figura została ocalona przed zniszczeniem w protestanckiej Norymberdze. Cudowny Pan Jezus z Baryczkowskiej kaplicy obrósł w niejedną warszawską legendę – choćby tę o odrastających naturalnych włosach, które dodawały figurze niezwykłego wyrazu. Zastygłe ciało Jezusa jakby przemawiało rozchylonymi wargami:

zobacz, człowiecze, jak cię Bóg miłuje,
jako dla ciebie sobie nie folguje

W pobliskim kościele św. Marcina na Piwnej można było Matce Bożej Bolesnej z sercem przeszytym mieczem wypowiedzieć wszystkie swoje bóle i troski. A Ona w największym nawet strapieniu zawsze była „pocieszeń pełna” – i tak jest do dziś, choć tamten obraz spłonął wraz z Warszawą w powstaniu 1944 r. Cudowność wizerunku przetrwała płomienie i gruzy, a Matka Bolesna z wiernej kopii nadal mówi do wszystkich, którzy patrzą na Jej łzy:

wszyscy, co drogą zdążacie, przypatrzcie się,
czy jest boleść, jako boleść moja

Potem były Gorzkie Żale, które narodziły się w kościele Świętego Krzyża i stąd rozbiegły się na całą Polskę. Któż zdoła zmierzyć żarliwość serc porwanych aż do zachwytu tym pięknym nabożeństwem, w którym człowiek litował się nad cierpiącym Chrystusem, ale widział też swoje nędze, a i nad losem ojczyzny nieraz zapłakał. Przejmujące są te proste słowa – zarówno podczas wielkiej narodowej niewoli, wojen światowych, powstań, stanu wojennego, jak i wszelkiego zniewolenia osobistego:

Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Twej męki wchodzę.

Nie można zapomnieć o jeszcze jednym, typowo warszawskim krzyżu, chyba jedynym na świecie z taką siłą wyrazu – o krzyżu z kwiatów, układanym w miejscu papieskiego ołtarza od pierwszej rocznicy papieskiej Mszy Świętej na placu Zwycięstwa. Pierwsze kwiaty były od kleryków z pobliskiego seminarium. Kiedyśmy się tam udali z modlitwą i pięknym bukietem kwiatów, do naszej modlitwy dołączyli przypadkowi przechodnie. Kwiatów przybywało. I tak powstał pierwszy kwiatowy krzyż. Gdy władze komunistyczne wydały walkę kwietnemu pomnikowi, krzyż ten przeniesiono na placyk przy kościele akademickim św. Anny. A było w tych krzyżach wszystko – ból stanu wojennego, śmierć księdza Jerzego Popiełuszki, rozłąka internowanych i nadzieje na lepsze jutro ojczyzny.

Wśród tych świętych warszawskich miejsc jest jedno bardzo szczególne. Położone nieco na uboczu, w małym kościółku nieopodal Wisły; posadowione tu przed wiekami wśród skromnych domków jurydyki o nazwie Solec. Kościół i parafia noszą wezwanie Świętej Trójcy. W kościele tym od dawna czczona jest figura Jezusa Nazareńskiego.

W sztuce sakralnej jest wiele obrazów i rzeźb Trójcy Świętej, na których Bóg Ojciec trzyma w ramionach rozpiętego na krzyżu swego Jedynego Syna. Nad głową umęczonego Jezusa unosi się Duch Święty w postaci gołębicy. W sztuce takie wizerunki nazywa się Tronem Łaski.

W kościele na Solcu Tron Łaski przedstawia się nieco inaczej. Chrystus stoi przed nami jako skazaniec, ze związanymi rękami. Patrzy nam prosto w oczy. Sam wydany w ręce ludzi, a przecież nazywany Jezusem Nazareńskim od wykupu niewolników. Posłany przez Ojca, jako jedyny ratunek dla świata, aby nas wszystkich wykupić z niewoli grzechu. Za chwilę weźmie krzyż na ramiona i stanie się posłusznym aż do śmierci. Przed tym niezwykłym wizerunkiem człowiek czuje się wezwany, aby pokornie upaść na kolana i z Nim rozmawiać – o Trójcy Świętej, o własnym odkupieniu i o tym, czy potrafi pojąć wymowę krzyża. Może w tej rozmowie, tu na Solcu, choć trochę lepiej zrozumie, co znaczy być ewangeliczną solą ziemi… Tej ziemi.

„Przybliżmy się więc z ufnością do Tronu Łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili” (Hbr 4, 16).

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 9 grudnia

Czwartek, II Tydzień Adwentu
Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Jana Diego Cuauhtlatoatzin
Pan jest łagodny i bardzo łaskawy.
+ Czytania liturgiczne (rok  C, II): Mt 11, 11-15
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter