19 lipca
piątek
Wincentego, Wodzislawa, Marcina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wiara dzieci

Ocena: 5
1304

Prosta, ufna, naiwna. Wypływająca z głębi serca i duszy. Na czym polega dziecięca wiara, jak jej nie utracić i czy można dzięki niej czegoś się nauczyć?

fot. Marta Kawalec

Wystrojone jak do ślubu, skupione jak podczas najważniejszego egzaminu i wpatrzone w ołtarz jak w obrazek. Tak prezentują się dzieci uczestniczące w uroczystościach Pierwszej Komunii Świętej, które przez cały maj odbywają się w parafiach. Dla jednych to początek drogi do zrozumienia wiary, dla innych koniec. Dlaczego?

 


 

BRAK PRZEPISU

– Do tego momentu jest jeszcze łatwo utrzymać dzieci przy nabożeństwach, zaprowadzić do kościoła czy zainteresować opowieściami ze Starego Testamentu. Kiedyś usłyszałem, że w momencie Pierwszej Komunii rodzice mają już tylko 50 proc. wpływu na wiarę swoich dzieci. Reszta to otoczenie, w jakim dziecko się znajdzie. A kiedy weźmie już do ręki smartfon i wpadnie w nieodpowiednie towarzystwo, to zacznie się buntować i może być za późno – wyjaśnia ks. Janusz Stańczuk, autor baśni i opowiadań dla dzieci, współpracownik miesięcznika „Anioł Stróż” i wieloletni katecheta. – Pamiętam dzień przyjęcia swojej Pierwszej Komunii Świętej. Do kościoła zmierzały wtedy tłumy ludzi, w tym odświętnie ubrane dzieci. Byłem tak zdenerwowany, że myślałem tylko, czy uda mi się usiąść w ławce z moimi kolegami, a nie jakimiś obcymi – opowiada ks. Stańczuk i dodaje, że chociaż wyrastał w bardzo bogobojnej rodzinie, tylko cud uratował go od utraty wiary. – Może zawdzięczam to modlitwie obu babć, które były bardzo prostymi kobietami, ale nigdy nie wypuszczały różańca z ręki – dodaje.

Jak podkreślają duchowni i katecheci, nie ma przepisu na wychowanie dziecka, które w przyszłości nie odejdzie od Kościoła. Jak wiadomo, w jednej rodzinie może być takie samo wychowanie, a owoce różne, nie zawsze da się wszystko przewidzieć.

– Wychowałam się w rodzinie, gdzie wszyscy chodzili do kościoła: rodzice, babcie, ciotki, moje rodzeństwo, kuzyni również. Teraz wielu starszych członków rodziny poumierało, a z młodych zostałam tylko ja. Ale przez lata długo o tym myślałam i czytałam. Zmodyfikowałam sposoby moich rodziców i teraz staram się przekazać swoim dzieciom bardziej świadomą wiarę – wyjaśnia Dominika, mama czwórki dzieci.

 


 

NA MAJOWYM

Mała kapliczka na skraju szosy. W tle wiejskie zabudowania. Po obrządku mieszkańcy powoli schodzą się do tego miejsca z plikami pożółkłych, skserowanych kartek, inni trzymają w ręku książeczki do nabożeństwa. Wśród nich plączą się dzieci w różnym wieku. Starsze wyciągają z niewielkiej skrzyneczki plastikowe kwiatki, dorośli ustawiają ławki. Maluchy nucą już znane pieśni majowe, które intonują najstarsze osoby. – Lubię te majowe nabożeństwa, bo wszyscy się tu spotykają i przestają się spieszyć. Znam już nawet całą Litanię loretańską na pamięć – chwali się ośmioletnia Maja, a jej starsza siostra dodaje, że czasem, kiedy rodzice nie mają czasu, przychodzą tu same – bo lubią.

Obok nich stoi chłopiec w wieku przedszkolnym.

– Jaka jest twoja wiara? – pytam.

– Duża, o taka dotąd! – wskazuje ręką odległość od ziemi do swojego ramienia. – A jak będę po Komunii, to będzie taka jak ja – przekonuje z uśmiechem. A na pytanie, co to jest ta wiara, odpowiada: – Jest wtedy, jak komuś ufasz, jak wiesz, że ci pomoże. Mnie Pan Jezus pomaga i dlatego wieczorem modlę się o dobre sny, a rano o dobry dzień i jeszcze dziękuję za rodziców – odpowiada.

– Trzeba przekazywać dzieciom naszą wiarę, uczyć je, co dobre, a co złe, i do kościoła prowadzać – wyjaśnia Janina Wilczyńska, najstarsza uczestniczka majowego nabożeństwa. Jak przyznaje, tak ją uczyli rodzice i tak ona uczyła swoje dzieci, innej rady nie ma.

 


 

LUSTRZANE ODBICIE

Dzieci, które posłusznie chodzą z rodzicami do kościoła, zwykle narzekają na to, że im się tam nudzi, że nie rozumieją, co ksiądz do nich mówi i co ludzie robią w trakcie modlitwy. – Ważne, aby pokazać dzieciom inną stronę liturgii, zachęcać je do czynnego uczestnictwa w Mszach dla dzieci, znaleźć parafie, gdzie nabożeństwa są odprawiane w mniej sztywnej atmosferze, a przy tym w wolnych chwilach czytać Pismo Święte dla dzieci, rozmawiać, uczyć – przekonuje Dominika Górniak.

Duszpasterze zaś zwracają uwagę, aby mówić do dzieci językiem zrozumiałym. – Podobno najlepszy kontakt z dziećmi ma ten, kto myśli jak dziecko. Kiedyś dużo łatwiej było dotrzeć do dziecka, teraz trzeba się bardziej postarać, co nie znaczy, że jest to niemożliwe. Ja przez wiele lat byłem najmłodszym księdzem w parafiach, dlatego to mnie najczęściej wybierano do prowadzenia katechez czy Mszy dla dzieci. Na początku nie było łatwo, ale potem odczytałem to jako znak i zaangażowałem się w tę misję – opowiada ks. Janusz Stańczuk, który w swoich baśniach czy opowieściach posługuje się różnymi alegoriami, aby w prosty sposób przekazać dzieciom istotę trudnych zagadnień.

– Kiedy obserwuję swoje dzieci, to widzę, że ich wiara jest lustrzanym odbiciem naszej. Dzieci chodzą do kościoła, kiedy my chodzimy, modlą się, jeśli my też to robimy. Zdarza się, że testują granice, bo czasem, aby zdążyć na Mszę, muszą przerwać zabawę lub wstać wcześniej z łóżka. Wtedy zaczynają się negocjacje, ale tu ważna jest konsekwencja – wyjaśnia Dominika Górniak, która jednocześnie przyznaje, że takie sytuacje mają miejsce zwykle do Pierwszej Komunii. – Potem starsze dzieci zdają sobie sprawę z tego, że już nie wypada tak mówić, a czasem nawet angażują te młodsze leniuszki, żeby ładnie się ubrały, bo idziemy do kościoła – śmieje się Jarosław, mąż Dominiki.

 


 

PRZYKŁAD OJCÓW

Zdaniem ks. Janusza Stańczuka wiara jest procesem dynamicznym i różne sytuacje sprawiają, że stajemy się mniej lub bardziej ufni. – Mój chrześniak powiedział kiedyś, że kiedy dorósł, zorientował się, że jego wiara nie dojrzała razem z nim. Czasem reagujemy na różne sytuacje podobnie jak dzieci, tylko będąc starsi, po prostu inaczej to nazywamy – wyjaśnia duchowny. – Wiara u dzieci rozwija się już przez sam sposób percepcji. Do ósmego roku życia jest ufna, dosłowna i opiera się na naśladowaniu czy przyglądaniu się rodzicom. W ten sposób dziecko uczy się także miłości, szacunku, budowania relacji. Potem następuje proces kształtowania wyrafinowanego światopoglądu. Wówczas jedyną gwarancją, że dziecko będzie kiedyś wierzące, jest postawa jego rodziców wobec Boga – nie utylitarna czy fasadowa, ale prawdziwa i szczera – dodaje ks. Stańczuk.

– Ja dodałbym do tej gwarancji zaangażowanie ojców w wychowanie dzieci. Wielokrotnie się przekonałem, że wiarę przekazuje i zaświadcza przede wszystkim mężczyzna. W domach, gdzie tylko kobieta była religijna, niewiele dzieci poszło w jej ślady. Mężczyzna musi świadczyć dzieciom swoją postawą i zaangażowaniem i wtedy to się może udać – wyjaśnia Jarosław Górniak.

 


 

WARTO ZAUFAĆ

– Lubię rozmawiać z dziećmi o wierze, bo w ich rozumieniu jest ona bardzo prosta. Zero-jedynkowa. Ich pytania też nie są pozbawione sensu. Kiedyś syn zapytał mnie: „Dlaczego pan Bóg stwarza ludzi, którzy potem umierają?” albo „Skoro Pan Bóg jest dobry, to dlaczego stwarza złych ludzi?”. Nie jest łatwo odpowiedzieć na takie pytanie tak, żeby dziecko zrozumiało. Czasem muszę się więc trochę nagimnastykować – śmieje się Dominika. Ks. Janusz zaś żartuje, że zdarzało mu się skutecznie straszyć dzieciaki, żeby były dobre, bo w niebie czeka na nie szerokopasmowy internet, natomiast w piekle nie ma nawet zasięgu!

Innym razem to dorosły może być zaskoczony dojrzałością myślenia dzieci. – Pewnego dnia zadzwoniłem do mojego chrześniaka, aby złożyć mu życzenia z okazji urodzin, na co on zupełnie mnie zaskoczył, mówiąc: „Wujek, urodziny to mogą obchodzić kotki, pieski i owieczki, ja obchodzę imieniny w dniu, w którym jest wspomnienie mojego patrona!” – wspomina ks. Janusz Stańczuk.

Mimo że wiara dzieci jest często naiwna, to są w niej elementy, które warto naśladować. – Choćby ich ufność. Kiedy nie zawsze wszystko rozumiemy, warto wtedy zaufać Komuś, kto nas poprowadzi, ponieważ zna drogę. Dziecko wie, że kochający rodzic nigdy nie zrobi mu krzywdy, i stara się go słuchać, choć nie zawsze rozumie jego intencje – tłumaczy ks. Janusz Stańczuk. – Ewangelia zachęca do takiej wiary, żeby nie odrzucać czegoś, jeśli tego nie rozumiemy. Ja sam często zadaję sobie pytania, na które nie potrafię odpowiedzieć. Ale przecież łaska wiary to nie jest rzecz dla niewolników, tylko dla wolnych ludzi, a wolność zawsze jest wspinaniem się pod górę – dodaje.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka Polskiego Radia, absolwentka dziennikarstwa i psychologii


marta.kawalec@polskieradio.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 lipca

Piątek, XV Tydzień zwykły
Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 12, 1-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Anny 17-25 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter