25 czerwca
wtorek
Lucji, Wilhelma, Doroty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wojownik Maryi

Ocena: 3.97
52476
– Nie mogę jednocześnie być uczniem Jezusa i uczyć, jak na trzydzieści sposobów zabić drugiego człowieka – opowiada ks. Dominik Chmielewski SDB, duszpasterz akademicki, posiadacz trzeciego stopnia mistrzowskiego dan w karate
Z księdzem Dominikiem Chmielewskim SDB, duszpasterzem akademickim, rozmawia Iwona Żurek


Mistrz dalekowschodnich sztuk walki, który potrafił jednym ciosem powalić na ziemię człowieka, jest dziś kapłanem?


Kapłaństwo to był zaskakujący wybór dla wszystkich, którzy mnie wtedy znali. Gdyby ktoś mi powiedział, że wstąpię do zakonu, wyśmiałbym go. Kiedy byłem dorastającym chłopakiem, całe moje życie związane było ze sztukami walki. Trzy razy dziennie ćwiczyłem mentalnie i fizycznie karate. W wieku 21 lat zostałem dyrektorem ds. karate w Polskim Związku Sztuk Walki w Bydgoszczy, mając stopień trzeci dan, szkoliłem ludzi w bojowej odmianie karate. Planowałem wyjechać na Okinawę i trenować pod okiem wielkich mistrzów.


Przez cały ten czas należał Ksiądz jednocześnie do oazy. Nie przychodziło Księdzu do głowy, że to dziwne połączenie?

Dziś dużo mówi się o zagrożeniach duchowych związanych z wchodzeniem w duchowość Dalekiego Wschodu. Kiedy dorastałem, było inaczej. Moi znajomi szli rano do kościoła, wieczorem na jogę, następnego dnia do filipińskich uzdrowicieli i nikt nie pomyślał nawet, że coś tu nie gra. Dziś wiem jedno: to, że osobiście nie odczułem negatywnych duchowych skutków tego, co robiłem, zawdzięczam potężnemu ładunkowi łaski, w którym byłem od dziecka zanurzony. Pochodzę z bardzo religijnej rodziny. Z rodzicami codziennie modliliśmy się na Różańcu, regularnie przystępowałem do spowiedzi, uczestniczyłem w formacji oazowej, kilka razy w tygodniu byłem na Eucharystii. To wszystko sprawiło, że byłem przed złym duchem chroniony jak tarczą Pana Boga.


A jednak przestał Ksiądz trenować karate i teraz twierdzi, że duchowość Dalekiego Wschodu jest nie do pogodzenia z wiarą w Jezusa. Dlaczego?

Stało się to w wyniku wielkiego wstrząsu duchowego, którego doświadczyłem w Medjugorie. Będąc tam, uczestniczyłem w jednym z objawień Maryi na górze Podbrdo. I choć nie byłem świadkiem żadnego spektakularnego cudu, w czasie objawienia wyraźnie zobaczyłem różnicę pomiędzy pozorną harmonią, której doświadczałem podczas medytacji zen, a prawdziwym pokojem serca, który jest darem Ducha Świętego. A co najważniejsze, na tej górze po prostu przyszła do mnie Maryja i Jej nieprawdopodobne piękno i miłość, które przeniknęły moje ciało i duszę, dosłownie powaliły mnie na ziemię. Uświadomiłem sobie różnicę pomiędzy obrazem Maryi, który miałem w głowie – wyniosłej Królowej siedzącej na tronie, bardzo odległej i niedotykalnej – a tym, jaka Ona jest naprawdę. Nieprawdopodobnie bliska, czuła i delikatna.


I to powaliło karatekę?


Tak naprawdę Maryja, przy całej swej delikatności i kobiecości, jest największą wojowniczką świata. Ma całą moc Boga potrzebną, by zwyciężyć Szatana. Zarazem potrafi oczarować serce każdego mężczyzny i kobiety na świecie. Spotkanie z Nią tak mnie odmieniło, że kiedy wróciłem do domu, nie poznawali mnie nawet rodzice. Chłopak, który z trudem odmawiał jedną dziesiątkę, nagle nie rozstawał się z Różańcem. Mało tego, na treningu namówiłem moich kumpli karateków, by odmawiali Różaniec zamiast medytować. I oni to zrobili! A później mówili: „Stary, my też chcemy doświadczyć tego, co ty!”. Ponadto, kiedy zacząłem głębiej wchodzić w duchowość chrześcijańską, zobaczyłem to, co wcześniej było dla mnie jakby zakryte: że nie mogę jednocześnie być uczniem Jezusa i uczyć, jak na trzydzieści sposobów zabić drugiego człowieka. Dodatkowo, podczas praktykowania medytacji, zamiast spokoju zacząłem odczuwać niepokój i niemal fizycznie czułem, jak karate odgradza mnie od Jezusa i Maryi. Choć dziś wiem, że nie wszystkie sztuki walki są duchowo niebezpieczne, to było dla mnie potwierdzeniem, że karate w formie, którą trenowałem, nie da się pogodzić z chrześcijaństwem. Więź z Bogiem była dla mnie najważniejsza, dlatego postanowiłem raz na zawsze zakończyć treningi. I wtedy zrozumiałem, że Maryja pragnie, bym się Jej poświęcił całkowicie, został Jej kapłanem. Dziś wiem, że to wszystko nie jest przypadkiem.

Choć nie wszystkie sztuki walki są duchowo niebezpieczne, to karate w formie, którą trenowałem, nie

Muszę się do czegoś przyznać: moja mama poroniła pierwszą ciążę. Kiedy ja miałem się urodzić, lekarze orzekli, że moja szyja jest owinięta pępowiną i w związku z tym prawdopodobnie uduszę się podczas porodu. Mama poprosiła wtedy Maryję: „Ocal mojego syna, a będzie cały Twój, oddaję Ci go na własność”. W czasie porodu pępowina w niewytłumaczalny sposób pękła, a ja urodziłem się zupełnie zdrowy.


Jak w praktyce przejawia się potęga Maryi? Doświadcza jej Ksiądz w swoim życiu?


Wielokrotnie widziałem jak ludzie, którzy przegrywali walkę za walką z grzechem i swoją słabością, zaczynali odnosić zwycięstwo po tym, jak powierzyli się Matce Bożej. Ostatnio modliłem się nad czternastoletnim chłopakiem, który zachorował na zanik trombocytów. Jego wyniki były tak złe, że lekarze bezradnie załamywali ręce. Chłopak niknął w oczach. Zaczęliśmy się wspólnie modlić i prosić Maryję, aby wyprosiła u swojego Syna uzdrowienie dla niego. Poczułem w sercu, że Ona bardzo pragnie, by chłopiec poświęcił Jej całe życie. Zapytałem go, czy chce oddać Maryi całe swoje życie, a on odpowiedział: „tak”. Został całkowicie uzdrowiony.
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 czerwca

"Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie."

Dziś w Kościele: wtorek, XII tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie dowolne bł. Doroty z Mątowów
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Rdz 13,2.5-18  Ps 15,1-5   Mt 7,6.12-14
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -

JAN PAWEŁ II MÓWIŁ DO NAS

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II w czerwcu 1979 roku do Polski zmieniła trwale naszą ojczyznę i nas samych. Co wtedy papież chciał nam przekazać? Co zapamiętaliśmy?
+ 2 czerwca: Warszawa - Okęcie i Plac Zwycięstwa (1)
+ 3 czerwca: Warszawa i Gniezno (2)
+ 4 czerwca: Czestochowa (3)
+ 5 czerwca: Czestochowa (4)
+ 6 czerwca: ostatni dzień w Częstochowie i Kraków (5)
+ 7 czerwca: Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Oświęcim-Brzezinka (6)
+ 8 czerwca: Nowy Targ, Kraków (7)
+ 9 czerwca: Kraków, Nowa Huta, Kraków (8)
+ 10 czerwca: Kraków i pożegnanie z ojczyzną (9)