3 lutego
piątek
Blazeja, Oskara
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wujek - błogosławiony papież

Ocena: 0
761

Jan Paweł I, czyli Albino Luciani – papież uśmiechu, którego pontyfikat trwał 33 dni, poprzednik Jana Pawła II – został beatyfikowany 4 września w Rzymie. Dla czytelników tygodnika „Idziemy” wspomina go jego siostrzenica – Lina Petri.

fot. PAP/EPA/RICCARDO ANTIMIANI

Kiedy miałam dwa latka, mój wujek otrzymał w Rzymie sakrę biskupią z rąk Jana XXIII. Z okresu dzieciństwa znam go bardziej z opowiadań mojej mamy Antonii, która zawsze dużo o nim mówiła. Był dla niej wyjątkową osobą – osiem lat starszy brat stanowił dla niej światło w życiu.

Dorastali w górskich okolicach, w pobożnej atmosferze. Nasza rodzina zawsze była uboga. Kiedy wujek Albino przyszedł na świat, jego ojciec pracował na emigracji w Niemczech. Na chrzcie otrzymał imię na pamiątkę kolegi taty, który zginął tragicznie podczas pracy.

Moje pierwsze wspomnienie wujka Albino sięga czasów, kiedy był biskupem Vittorio Veneto. Rezydencja biskupów mieście się na wzniesieniu, dlatego zwana jest potocznie zamkiem. Był tam ogród, a w nim oczko wodne z czerwonymi rybkami. Pamiętam, jak wujek głaskał mnie po głowie. Miałam wtedy jakieś 4–5 lat.

W okresie mojego dzieciństwa wujek odwiedzał nas spontanicznie. Żyliśmy bardzo skromnie, nie było u nas telefonu, więc nie miał jak uprzedzić nas o wizycie. Wchodził, a mama w pośpiechu robiła porządki, krępowała się, że nie wszystko jest idealnie ułożone. Ale krępowała się nie swojego brata, tylko jego sekretarza. Wujek przywoził ze sobą drobne upominki.

Kiedy miałam dziewięć lat, udzielił mi sakramentu bierzmowania w Vittorio Veneto. Zatrzymaliśmy się wszyscy u niego na noc. Spałam wtedy razem z mamą w sporym łóżku, w którym spał Jan XXIII, gdy pewnego razu – będąc patriarchą Wenecji – przejeżdżał przez te okolice. Siostry mówiły mi: „W tym łóżku spał Jan XXIII!”. Był już wtedy określany jako dobry papież. Na drugi dzień w swojej kaplicy wujek udzielił mi sakramentu bierzmowania.

Gdy byłam nastolatką, wujek zaczął pisać listy do czasopisma ojców franciszkanów „Messaggero di Sant’Antonio”. Przychodziło do nas do domu, było bardzo powszechnie czytane w naszych okolicach. Mama wyczekiwała kolejnego numeru i komentowała listy wujka: „Zgadza się. To wszystko prawda. Przeczytajcie. Zobaczcie, ile dobra możecie wynieść”. To były piękne chwile.

 


DŁUG WOBEC SIOSTRY

Mama Antonia miała podstawowe wykształcenie, ale była osobą bardzo inteligentną. Musiała przerwać naukę na rzecz braci, którzy poszli do seminarium. Wujek Edoardo nie ukończył go, założył potem rodzinę i miał dziesięcioro dzieci. Mama rozpoczęła pracę w wieku 11 lat, żeby wspomóc kształcenie i pierwsze lata kapłaństwa wujka Albino. Kupiła mu zegarek, także płaszcz kapłański. On nigdy tego nie zapomniał. Zawsze mi powtarzał: „Mam dług wobec twojej mamy, ponieważ twoja mama poświęciła się dla mnie, żebym ukończył studia”.

Kiedy został patriarchą Wenecji, nasze spotkania były częstsze, ponieważ dojazd był łatwiejszy. Nie mieliśmy swojego samochodu. Odwiedzaliśmy go w każde Boże Narodzenie i Wielkanoc. Przywoziliśmy mu kosz jabłek, które w naszych stronach są wyjątkowo pyszne. Ich zapach unosił się po całym pociągu. Owoce zostawialiśmy u sióstr i szliśmy na uroczystą Mszę św. do bazyliki św. Marka. Już wtedy trudno było się skupić: ludzie wchodzili, wychodzili. Wujek ubolewał, że choć było wiele osób, większość z nich to turyści.

Czas spędzaliśmy spokojnie. Były też obecne siostry zajmujące się domem. S. Vincenza gotowała smaczne posiłki. Kiedyś w tajemnicy przed wujkiem, żeby go nie krępować, przygotowywała nam pakunek z jego zużytymi, pocerowanymi podkoszulkami i skarpetami do pracy dla mojego taty, który był murarzem. S. Vincenza była jak członek rodziny. To ona później razem z pozostałymi siostrami, a wśród nich s. Margheritą, do dziś żyjącą, weszła owego 28 września do pokoju wujka i zastała go zmarłego. Siostry zajrzały tam zaniepokojone, kiedy po godzinie od zostawienia kawy przy drzwiach jego pokoju, zobaczyły, że napój nie został jeszcze wypity.

W czasie naszych spotkań wujek wyjaśniał mamie decyzje Pawła VI, opowiadał o swojej diecezji. W okresie po Soborze Watykańskim II we Włoszech zarówno w społeczeństwie, jak i w Kościele nastąpiła kontestacja, chęć zmiany. Moja mama za każdym razem, kiedy byliśmy w Wenecji – udawaliśmy się tam całą rodziną: rodzice, ja i brat – wyrażała swoje zmartwienie: „Co to będzie po tych rewolucjach, już nic się nie rozumie. Mawiają, że niepotrzebne jest odmawianie różańca. Biedny papież!”. Wujek ją umacniał: „To prawda, Paweł VI bardzo cierpi, ale należy mieć ufność. Bądź spokojna. To, co obowiązywało przez dwa tysiące lat w Kościele, pozostanie”. Kiedy teraz widzę na nowo powrót do różańca, pobożności, przypominają mi się jego słowa.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 3 lutego

Piątek, IV tydzień zwykły
Będę szukał oblicza Twego, Panie. *
+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mk 6, 14-29
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna przed świętem Matki Bożej z Lourdes cz.1

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter