28 lutego
środa
Romana, Ludomira, Lecha
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wywyższenie ludzkiego ciała

Ocena: 4.8
653

Mentalność postchrześcijańska próbuje przywrócić pogańskie dogmaty, jakoby cały sens tego, że mamy ciała, zamykał się w doczesności. - mówi o. prof. Jacek Salij OP w rozmowie z Barbarą Stefańską

fot. xhz

W Adwencie kierujemy myśli ku Bogu, który przyjął ludzkie ciało. To jeden z cudów?

To, że Syn Boży przyjął ludzkie ciało, to jest nie tylko cud. To jest cud nad cudami, niewyobrażalny nawet dla aniołów. Nie darmo chrześcijanie niekiedy domyślali się, że takie wywyższenie człowieka do tego stopnia oburzyło Lucyfera, że właśnie z tego powodu zbuntował się przeciwko Bogu. Nie mógł się pogodzić z tym, że miłość Boga do swoich stworzeń może tak dosłownie przekroczyć wszelkie granice.

 

Kiedy Syn Boży stał się człowiekiem…

I naprawdę był jednym z nas! Żeby wyrazić swój zachwyt i radość, że Syn Boży naprawdę przyjął ludzkie ciało, chętnie przyłączam się do owej kobiety, która zawołała do Jezusa: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, któreś ssał!”.

Wiara, że Syn Boży przyjął ludzkie ciało, jest fundamentem naszej wiary. Otwiera nas ona na dwie następne najbardziej fundamentalne prawdy wiary chrześcijańskiej: że przez Jego mękę i krzyż zostaliśmy odkupieni oraz że On nie tylko sam zmartwychwstał, ale ma moc wszystkich, którzy w Nim pokładają nadzieję, do zmartwychwstania doprowadzić. Żadna z tych trzech prawd nie miałaby sensu, gdybyśmy cielesność traktowali jako coś mało znaczącego dla naszego bycia człowiekiem.

 

Jak chrześcijaństwo zmieniło podejście do cielesności?

Już pierwszym pogańskim krytykom chrześcijaństwa, takim jak Celsus z Aleksandrii czy Fronton z Cyrty, nie mogło się pomieścić w głowie, że chrześcijanie na serio wierzą w to, iż Boga obchodzą nasze ciała – to, że sam Bóg przyjął ludzkie ciało i że my odzyskamy swoje ciała w życiu wiecznym. „Przecież to bzdura – zwraca się około roku 178 Celsus do chrześcijan – że tak kochacie swoje ciała i macie nadzieję na cielesne zmartwychwstanie!”. Najbardziej denerwowała go myśl, że Bóg mógłby wchodzić swoją mocą w nieczystości, jakie się łączą z naszą cielesnością.

Łatwo wyjaśnić, dlaczego takie wywyższenie naszego ciała budziło sprzeciw w tej kulturze, która przecież organizowała olimpiady i w ogóle fascynowała się pięknem młodego ciała. Otóż dla starożytnych było dogmatem, że materia istnieje odwiecznie i niezależnie od Boga, a świat materialny tylko w tym sensie jest dziełem Bożym, że boski demiurg materię uporządkował, tzn. nadał jej kształty i różnorodność. To, że Bóg mógłby stworzyć wszystko, również materię, przekraczało wyobraźnię ówczesnych filozofów.

Pogląd ten istotnie rzutował na ówczesne wyobrażenia o człowieku. Człowieka widziano wówczas dualistycznie – jako połączenie ziemskiego i przemijającego ciała oraz nieśmiertelnej duszy. O ciele mówiono, że jest obciążeniem duszy, jej więzieniem, a w najlepszym razie – rusztowaniem, które jest przydatne duszy w trakcie jej wzrastania, niepotrzebne jednak po osiągnięciu ostatecznej dojrzałości.

 

Można w tym dostrzec jakąś analogię do dzisiejszych czasów?

Mentalność postchrześcijańska próbuje przywrócić pogańskie dogmaty, jakoby cały sens tego, że mamy ciała, zamykał się w doczesności i nie miał żadnego odniesienia do Boga ani do naszych przeznaczeń wiekuistych. Stąd kryzys wierności małżeńskiej czy wyłączanie aktywności seksualnej spod norm moralnych. W tej sytuacji nie dziwmy się narastaniu religijnej obojętności. Przecież to byłby absurd, gdyby to samo społeczeństwo odznaczało się wysokim poziomem wiary i jednocześnie wysokim poziomem lekceważenia Bożych przykazań. Stoimy wobec albo, albo. Albo wzrośnie wśród nas poszanowanie dla Bożych przykazań, albo czeka nas masowe odchodzenie od wiary. Przecież nie robimy Panu Bogu łaski, że się do Niego przyznajemy.

Z kolei niektórym, nawet autentycznie pobożnym katolikom, trudno dzisiaj zrozumieć, dlaczego w Kościele tak wielką wagę przywiązujemy do obietnicy przyszłego zmartwychwstania. „Mnie wystarczy to – myśli sobie dzisiaj niejeden taki katolik – że nasze dusze są nieśmiertelne”. Takim katolikom przypomniałbym, jak wyraźnie obietnicę przyszłego zmartwychwstania głosił sam Pan Jezus (por. Łk 20, 27-40). I zwróciłbym jeszcze uwagę na uroczyste zapewnienie zapisane w Liście do Filipian: „Nasza ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować”.

 

Co wiara chrześcijańska mówi nam o znaczeniu ciała?

Dość zwrócić uwagę na dar Eucharystii – przecież Ciało i Krew Pańską spożywamy na sposób cielesnego pokarmu. A na samym początku woda chrztu obmyła nasze ciała. Idźmy dalej: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego (…). Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor 6, 19-20). Słyszy Pani? W waszym ciele! Nie tylko duch się modli, modli się cały człowiek.

Szczególną uwagę zwróćmy na dyrektywę, jaką apostoł Paweł daje w Liście do Rzymian (6, 19): „Jak oddawaliście członki wasze na służbę nieczystości i nieprawości, tak teraz wydajcie członki wasze na służbę sprawiedliwości, dla uświęcenia”. Krótko mówiąc: starajmy się wydobywać naszą ludzką cielesność z poniżenia grzechu. Bo przecież to nie ciało oddziela nas od Boga, ale grzech. Zatem nie oddawajmy naszych członków na służbę nieprawości, ale dla uświęcenia. Praktycznie znaczy to: naszych rąk, nóg i języka, a przede wszystkim naszych głów używajmy do czynienia dobra, a nie zła; naszą seksualność chcemy podporządkować prawu moralnemu i oddajmy na służbę prawdziwej miłości; nasze lęki, uczucia i pożądania niech przenika zawierzenie Bogu i miłość bliźniego.

 

Jak można się modlić także ciałem?

Niezależnie od tego, czy do modlitwy klękamy, czy modlimy się w postawie siedzącej lub stojącej, pilnujmy tego, żeby również nasze ciało wyrażało szacunek, miłość, oddanie, ale także pokorę. Bo przecież modlitwa jest to stawanie przed obliczem Boga.

Jest taka dominikańska ikona pokazująca dziewięć sposobów modlitwy św. Dominika. Ten święty lubił całymi nocami modlić się w pustym kościele i swoją modlitwę dopełniał różnymi postawami ciała. Po prostu chciał się modlić naprawdę całym sobą.

 

Święty Paweł pisze, że „poskramia ciało i bierze je w niewolę”. Pogardzał ciałem?

Plotyn, wielki filozof pogański, żyjący w II w. n.e. twórca neoplatonizmu, wstydził się tego, że ma ciało. A przecież ciało jest wspaniałym darem Bożym. Jednak trochę racji Plotyn miał. Umieszczone w naszych ciałach przez Stwórcę zdolności do dobrego uległy różnym wypaczeniom i paraliżom. W naszych wyborach nieraz więcej parodiowania wolności niż wolności autentycznej. Jakże często nie czynimy dobra, którego chcemy, ale zło, którego nie chcemy. Zatem wezwania, żeby poskramiać ciało i brać je w niewolę, potraktujmy jako wyraz chrześcijańskiej nadziei, że z pomocą Bożej łaski niemało zamierzonej przez Stwórcę celowości nasze ciała mogą odzyskać.

Niestety, podlegamy grzechowi, a więc pracujmy nad sobą, żeby uśmierzać te popędy, które przeszkadzają nam podporządkować się Panu Bogu. Asceza i post w żadnym razie nie są świadectwem pogardy dla ciała. Ciało jest poniżone przez nałogi, pijaństwo i rozpustę, przez gniew i egoizm. To o tym mówi św. Paweł, kiedy pisze, że „dążność ciała prowadzi do śmierci”. Przecież nie ma nic złego w tym, że potrzebujemy jedzenia albo że mamy apetyt. Jednak niech moje ciało nie będzie zbuntowane przeciwko duchowi, niech nie zamyka się w egoizmie, ale otwiera się na miłość.

 

Cielesność wiąże się często z bólem i cierpieniem. Jak to przyjąć?

Jest w Liście do Rzymian takie wezwanie, żeby nasze ciała oddawać „na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną” (12, 1). Nasze ciała są bardzo tajemniczo otwarte na to, co ponadczasowe, wiekuiste, otwarte na miłość, poniekąd na przekraczanie samych siebie. Ale ma Pani rację. Nasz ludzki los to również podleganie chorobom, cierpieniu, starości oraz innym utrapieniom, których nie zawsze da się uniknąć. Dzięki wierze i z pomocą Bożej łaski możemy przemieniać to wszystko w krzyż przybliżający nas do Boga.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 28 lutego

Środa, II Tydzień Wielkiego Postu
Ja jestem światłością świata,
kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 20, 17-28
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Nowenna zawierzenia woli Bożej - o. Dolindo
Koronka ku czci Siedmiu Boleści Matki Bożej

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter