19 października
piątek
Ziemowita, Jana, Pawla
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Znaki Ducha

Ocena: 4.9
1922

Owocem otwarcia człowieka na Ducha Świętego jest wzrastanie w świętości. Duch Prawdy i Miłości uwalnia nas od wszystkiego, co nie jest w nas Boże i co przeszkadza nam kochać. To Duch, który czyni nas podobnymi do Boga, czyli świętymi.

Pragnieniem Boga wobec każdego z nas jest to, żebyśmy stawali się świętymi, podobnie jak On jest święty. Wiemy o tym, a mimo to niewielu uczniów Jezusa pragnienie świętości stawia na pierwszym miejscu wśród swoich ideałów i aspiracji. Dzieje się tak najczęściej wtedy, gdy mamy błędne wyobrażenia na temat tego, co oznacza świętość.

Niektórzy mylą świętość z doskonałością, a w konsekwencji są przekonani, że świętość jest dla nich nieosiągalna. Kto popełnia ten błąd, myśli, że powinien być jak Bóg, natomiast człowiek, który dąży do świętości, pragnie naśladować Boga. Pragnie kochać Boga, samego siebie i bliźniego dojrzałą miłością, mimo że pozostaje niedoskonały w sferze cielesnej, emocjonalnej, intelektualnej, moralnej czy społecznej. Dobrze, że świętość mylona z doskonałością czy perfekcjonizmem nie pociąga, bo taka „świętość” nie jest naszym powołaniem.

Błąd drugi polega na myleniu świętości z cierpiętnictwem, z koniecznością dźwigania niezawinionego krzyża, z nadstawianiem drugiego policzka, z rezygnacją z radości życia. W tej wersji święty jawi się jako dziwak albo dewot, który nie wychodzi z kościoła i ciągle się umartwia.
 

Najpiękniejsza normalność

Biblia ukazuje świętość jako najpiękniejszą normalność, opartą na respektowaniu norm Ewangelii i naśladowaniu Jezusa. Syn Boży w ludzkiej naturze wszystkim czynił dobrze. Swoją mocą, mądrością i dobrocią przemieniał tych, których spotykał. Ludzie szlachetni fascynowali się Jego słowami i czynami, a ludzie przewrotni wpadali w popłoch w Jego obliczu. Świętość Chrystusa nie odstrasza, lecz zdumiewa i pociąga.

Bóg stworzył nas z samego siebie. Tchnął w nas siebie. Stwórca dosłownie wychodzi z siebie i staje się człowiekiem po to, żeby każdy z nas stawał się większym od samego siebie. Podstawowym problemem wielu współczesnych ludzi nie jest to, że trudno im odkryć powołanie szczegółowe – do małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego – lecz to, że nie realizują oni podstawowego powołania, czyli powołania do stawania się człowiekiem świętym.

Dorastanie do świętości nie jest czymś spontanicznym. Naszą sytuację na ziemi symbolizują dwie opowieści biblijne: historia Józefa sprzedanego przez braci do Egiptu oraz historia syna marnotrawnego, który opuszcza kochającego go ojca.

Józef, szlachetny syn Jakuba, jest zagrożony z zewnątrz. Bracia zazdroszczą mu i chcą go skrzywdzić. Wielu młodych znajduje się obecnie w podobnej sytuacji. Są krzywdzeni przez rodziców w kryzysie czy niekompetentnych wychowawców, którzy ulegają mitom o spontanicznej samorealizacji, prawach bez obowiązków czy wychowaniu bez stresów. Młodzi bywają krzywdzeni przez przewrotnych dorosłych, którzy pragną wzbogacić się ich kosztem, wprowadzając ich w różnego rodzaju nałogi i uzależnienia.

Historia syna marnotrawnego potwierdza, że człowiek zagrożony jest nie tylko przez innych ludzi, lecz nawet przez samego siebie. Potrafi krzywdzić samego siebie, zrezygnować z własnych pragnień i aspiracji. Może tak błędnie postępować, że utraci miłość, prawdę, zdrowie, radość życia, nadzieję na przyszłość.

Po grzechu pierworodnym każdy z nas jest wewnętrznie zraniony. Łatwiej wybierać drogę przekleństwa i śmierci, niż drogę błogosławieństwa i życia. Łatwiej kierować się demokracją czy tolerancją, niż miłością i prawdą. W tej sytuacji dorastać do świętości są w stanie ci, którzy stawiają sobie twarde wymagania i we wszystkim słuchają Boga. Człowiek, który nie dostrzega swoich ograniczeń, nigdy ich nie pokona, a ten, kto nie dostrzega swojej wielkości, nie stanie się świętym.


Myśleć jak Chrystus

Człowiek dorastający do świętości to ktoś, kto mówi sobie prawdę na własny temat. Nie ulega pokusie oszukiwania samego siebie. Nie myśli w sposób magiczny, życzeniowy czy selektywny. Obserwuje rzeczywistość i wyciąga z niej logiczne wnioski. Czuwa nad swoim myśleniem, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że może używać myślenia w nierozumny sposób. Przykładem są alkoholicy i narkomanii. Niektórzy z nich tak długo oszukują samych siebie, że z tego powodu umierają.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Kapłan diecezji radomskiej, doktor psychologii i magister teologii, przez wiele lat krajowy duszpasterz powołań, rekolekcjonista, wykładowca, autor kilkudziesięciu książek i wielu artykułów o chrześcijaństwie, wychowaniu, relacjach międzyludzkich, profilaktyce i terapii uzależnień. Więcej: www.marekdziewiecki.pl



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -