22 września
środa
Tomasza, Maurycego, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Źródło na pustyni

Ocena: 0
4399

Dlaczego Pan Jezus poszedł na pustynię? Pustynia Judzka, na której Pan Jezus przebywał czterdzieści dni, jest konkretnym miejscem; można ją pokazać na mapie. Warto jednak pamiętać o tym, że z pustynią Pismo Święte wiąże ważne treści symboliczne.

Pustynia Judzka, zejście do klasztoru św. Jerzego w pobliżu Jerycha

Za czasów Mojżesza, w ciągu czterdziestu lat drogi przez pustynię, ukształtował się lud Boży, z którego miał się narodzić Zbawiciel. Właśnie podczas tamtej wędrówki przez pustynię ujawniała się nasza ludzka niewierność i Boże miłosierdzie. To właśnie wtedy Bóg zawarł przymierze ze swoim ludem, karmił go manną, bronił przed wrogami i nieustannie się nim opiekował.

 

Boży ogród

W czasach późniejszych prorocy nieraz patrzą na pustynię już czysto symbolicznie. Pustynia to w ich oczach obraz kraju zrujnowanego przez wrogów i zbezczeszczonego naszym własnym odstępstwem od Boga. Ale przecież Bóg nas nie opuścił, On wzywa nas do nawrócenia, bo chce naszą pustynię przemieniać w raj: „Zaiste, zlituje się Pan nad Syjonem – woła prorok Izajasz (51,3) – zlituje się nad wszelką jego ruiną. Na Eden zamieni jego pustynię, a jego stepy na ogród Pana. Zapanują w nim radość i wesele, pienia dziękczynne przy dźwięku muzyki”.

Obietnicę przemiany pustyni we wspaniały ogród Boży prorocy powtarzają w coraz to nowych sformułowaniach: „Każę wytrysnąć strumieniom na nagich wzgórzach i źródłom wód pośrodku nizin – jeszcze raz przywołajmy Izajasza (41,18-19). – Zamienię pustynię na pojezierze, a wyschniętą ziemię na wodotryski. Na pustyni zasadzę cedry, akacje, mirty i oliwki; rozkrzewię na pustkowiu cyprysy, wiązy i bukszpan obok siebie”. „I będą mówić – wtóruje Izajaszowi Ezechiel (36,35) – ten spustoszony kraj stał się jak ogród Eden, a miasta, które były opustoszałe, zniszczone i zburzone, zostały umocnione i ludne.”

I jeszcze zacytujmy proroka Joela (4,18): „I stanie się owego dnia, że góry moszczem ociekać będą, a pagórki mlekiem opływać i wszystkie strumienie judzkie napełnią się wodą, a z domu Pańskiego wypłynie źródło, które nawodni strumień Szittim”. Niekiedy prorocy jednoznacznie sugerują, że to nas – swój lud i swoje dzieci – Bóg chce przemieniać w swój wspaniały ogród, w którym nam będzie dobrze z Nim i wzajemnie ze sobą, a Jemu będzie dobrze z nami: „Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie” (Iz 58,11).

Otóż jeśli mamy być „drzewami” w tym Bożym ogrodzie, to rzecz jasna, powinniśmy wydawać owoce sprawiedliwości i wiary: „Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwalba wobec wszystkich narodów” (Iz 61,11). W tym miejscu właściwie nie mogą się nam nie przypomnieć słowa Pana Jezusa, że „każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce” (Mt 7,17).

Kiedy stawiamy sobie pytanie, co znaczył czterdziestodniowy post Pana Jezusa, na pewno powinniśmy na tamto wydarzenie spojrzeć z perspektywy czterdziestu lat wędrówki ludu Bożego do ziemi obiecanej. Przytoczone tu teksty proroków każą nie zapominać też o tym, że w Piśmie Świętym pustynia symbolizuje naszą ziemię i całą ludzkość – w tym wszystkim, w czym nasz grzech osłabił ich zakorzenienie w Bogu.

 

Cierń i oset

Słowem, wyjście Pana Jezusa na pustynię – niezależnie od tego, że Pan Jezus naprawdę spędził tam czterdzieści dni i czterdzieści nocy – wręcz idealnie obrazuje Jego przyjście do nas, w nasz ludzki świat, który aż tak fatalnie znieprawiliśmy naszymi grzechami, że duchowo stał się podobny do pustyni. On przyszedł do nas, ażeby nas zbawić – ażeby nas samych i całą naszą ziemię przemieniać, zgodnie z pierwotnym zamysłem Bożej miłości, we wspaniały ogród Boży. Słowa, które usłyszał pierwszy grzesznik, że „ziemia cierń i oset będzie ci rodziła” (Rdz 3,18), miały, jak się wydaje, również głębokie znaczenie symboliczne. Dopiero Zbawiciel ma moc zdjąć z nas to przekleństwo grzechu!

W kluczu powyższej metafory warto w Ewangelii zauważyć dwie wypowiedzi Pana Jezusa, które pomogą nam rozpoznać sakrament chrztu jako rzeczywistość nieustannie teraźniejszą. Bo, niestety, dość często na sakrament ten patrzymy jako na dar Boży, który kiedyś otrzymaliśmy, ale który już przeminął. Owszem, pamiętamy, że to jest wielki dar – bo przecież dzięki niemu staliśmy się dziećmi Bożymi i członkami Kościoła, i w ten sposób otrzymaliśmy dostęp do innych sakramentów. To dzięki temu, że jesteśmy ochrzczeni, wolno nam uczestniczyć w ofierze eucharystycznej i spożywać Ciało Pańskie. Jednak wydaje nam się nieraz, że fakt, iż już jesteśmy ochrzczeni, zakończył naszą przygodę z tym sakramentem.

 

Woda Pana Jezusa

Otóż wsłuchajmy się w słowa, które wypowiedział Pan Jezus podczas rozmowy z Samarytanką. „Kto będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda ta stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu” (J 4,14). Owszem, nie mylimy się, kiedy powiadamy, że chrzest jest to obmycie z grzechów i że jest to zanurzenie w samym Bogu. Jednak tutaj Pan Jezus wyraźnie mówi, że jest Jego wolą otwierać w duszach ludzkich źródło wody żywej, wody wytryskującej ku życiu wiecznemu.

Zatem to, że jestem ochrzczony, od razu stawia przede mną pytanie: Czy i jak ja dbam o to źródło, które Zbawiciel otworzył w mojej duszy w dniu mojego chrztu? Czy staram się o to, ażeby woda płynąca z tego źródła nawadniała moją pustynię i coraz bardziej przemieniała mnie we wspaniały ogród Boży, po którym sam Bóg chce się przechadzać – w ogród, wydający owoce Jemu samemu smakujące. Dobrze wiemy, co to za owoce: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,22n). Trzeba tylko sprawdzać samego siebie: jak ja się troszczę o to źródło, którym sam Pan Jezus obdarzył mnie w dniu mojego chrztu. Czy nie marnuję wody z tego źródła? A może nawet źródło to jest we mnie zbezczeszczone, zasypane śmieciami i brudem?

Czy i jak dbam o to źródło, 
które Zbawiciel otworzył 
w mojej duszy w dniu mojego chrztu?

I jeszcze bardzo ważna uwaga: To, że grzechy degradują mnie (i nas) w duchową pustynię, ale także to, że mogę z Bożą pomocą stawać się ogrodem Bożym – to są metafory. Owszem, metafory mądre, pełne duchowej prawdy, ale tylko metafory. Jednak woda, o której mówił Pan Jezus, nie jest metaforą. Zresztą posłuchajmy, co On sam nam ogłosił (jak zaznacza Ewangelista: „donośnym głosem”): „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak powiada Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7,37-39).

A więc „wodą wytryskującą ku życiu wiecznemu”, mocą której pustynia będzie się przemieniała w ogród Boży, jest sam Duch Święty. Jego zadatek otrzymaliśmy w sakramencie chrztu, a jeszcze obficiej otrzymujemy Go w sakramencie bierzmowania. Aż strach o tym mówić: Ten sam Duch Święty, Bóg prawdziwy równy Ojcu i Synowi, Ten, który jest osobową Miłością ich Obu, jest udzielany nam grzesznym, którzy uwierzyliśmy w Jezusa! Czy my, chrześcijanie, choć trochę rozumiemy, jak wielką godnością zostaliśmy obdarzeni?

 

Ewangeliczny Ogrodnik

Na koniec przywołajmy dwa obrazy ewangeliczne, w których Pan Jezus przedstawiony jest jako ogrodnik, ofiarnie poświęcający się, ażeby nasza ziemia coraz więcej stawała się prawdziwie Bożym ogrodem. W przypowieści o litościwym ogrodniku (Łk 13,6-9) widzimy Jezusa, miłosiernie zatroskanego o każdego z nas poszczególnie, choćbym duchowo był kompletnym nieudacznikiem. Ten Ogrodnik już dawno powinien by wyciąć nieurodzajną figę, ale żal mu jej i wciąż czeka cierpliwie, że może w końcu zacznie ona owocować. Konkluzja tej przypowieści jest jednoznaczna: może to już ostatni moment, żebyś się nawrócił i zaczął wreszcie przynosić duchowe owoce!

Boski Ogrodnik pragnie uratować każdego z nas, ale zarazem przedmiotem Jego serdecznej troski jest uratowanie całej ludzkości. Przejmująco brzmi zapisane w anonimowej homilii z V w. objaśnienie modlitwy Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Ten leżący na skraju Jerozolimy ogród, przez nikogo nieuprawiany i zapuszczony, dobrze obrazował, podobnie jak pustynia, duchową nędzę ludzkości. Widząc żałosny stan tego „ogrodu”, Boski Ogrodnik robi to, co zwykle w takiej sytuacji robią ogrodnicy: wdziewa robocze ubranie, tzn. przyjmuje nasze człowieczeństwo, bierze potrzebne narzędzie – a jest nim krzyż – i podejmuje ciężką pracę. Napracował się strasznie. Była to praca tak trudna, że aż się krwią spocił (por. Łk 23,44).

Ale cel swój osiągnął. Dość przypomnieć przedstawiony w Apokalipsie (22,2) obraz Ogrodu Wiekuistego. Nasze wchodzenie do tego Ogrodu zaczęło się w dniu chrztu.

Jacek Salij OP
fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Idziemy nr 7 (541), 14 lutego 2016 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 września

Środa, XXV Tydzień zwykły
Dzień Powszedni
w niewoli naszej nie opuścił nas Bóg nasz
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Łk 9,1-6
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter