Wielu powie, że takie są po prostu reguły demokracji, iż większość w sejmie robi, co chce. Tak! Takie są matematyczne reguły demokracji. Ale one nie są wszystkim. Pozostaje jeszcze zmysł moralny i zwyczajne poczucie przyzwoitości, że o wspólnym dobru Polski i Polaków nie wspomnę. Nominacje Włodzimierza Czarzastego na marszałka Sejmu i Marka Siwca na szefa Kancelarii Sejmu obnażyły głęboki kryzys moralny w polskim życiu społeczno-politycznym. To ponury symbol rozbieżności między polityczną pragmatyką a podstawowymi standardami etycznymi, z których politycy nie powinni drwić w imię doraźnej skuteczności.
Czarzasty zapisał się do PZPR w 1984 r., czyli już po stanie wojennym i po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki. Jakie wartości kierowały tym wówczas 24-letnim człowiekiem? A przecież Czarzasty nigdy nie przyznał, że pobłądził. Wręcz przeciwnie! Wielokrotnie bronił PRL z Wojciechem Jaruzelskim na czele. Duże wątpliwości moralne budzi też jego udział w aferze Lwa Rywina. Kariera Siwca jest podobna. Był członkiem PZPR od 1977 r. do jej rozwiązania. Jego mentalność i przekonania dobrze ilustruje to, jak w 1997 r. parodiował Jana Pawła II. Kiedy prezydencki helikopter wylądował na lotnisku w Ostrzeszowie pod Kaliszem, Siwiec, ówczesny minister w Kancelarii Prezydenta, wychodząc ze śmigłowca, uczynił znak krzyża, a potem uklęknął i pocałował ziemię. Tacy ludzie będą dzisiaj, 35 lat po tzw. upadku komuny, kierować polskim sejmem.
Sondaże pokazywały, że 55 proc. respondentów nie chciało, by Czarzasty został marszałkiem, ale – niestety – 45 proc. popierało tę kandydaturę. To bardzo dużo. Wśród nich były zapewne osoby, które uważają się za wierzących i praktykujących katolików. Jakie to przekonania sprawiają, że tacy ludzie popierali i popierają dalej układ, który wyniósł Czarzastego i Siwca do tak ważnych funkcji w państwie polskim? Czy rozważają swoje polityczne wybory na rachunku sumienia przed Bogiem, czy też uważają, że wiara katolicka nie ma i nie powinna mieć żadnego związku z tym, jacy ludzie rządzą w Polsce? Moim zdaniem ma i powinna mieć, bo popieranie ludzi o takich życiorysach jak Czarzasty i Siwiec ma swój wymiar moralny i duchowy.
Jakiej Polski pragną Polacy? Na tak postawione pytanie nie da się jasno odpowiedzieć, gdyż Polska coraz bardziej dzieli się na dwie części, których – oprócz języka polskiego – niewiele już łączy. Pomiędzy nimi znajduje się trzecia część, czyli ludzie, którzy nie chodzą na wybory, albo – pod wpływem ulotnych emocji – od czasu do czasu zagłosują na tych albo na tamtych. Ponoć z różnych badań wynika, że Polacy oczekują państwa opartego na jasnych wartościach moralnych, demokratycznego, odpowiedzialnego i sprawiedliwego. Tylko jak się to dzieje, że z takich oczekiwań wyskakują nam Czarzasty i Siwiec? Najwyraźniej współczesny kryzys moralny jest najpierw kryzysem orientacji i zdolności wartościowania, czyli rozróżniania między dobrem a złem. Od dziesięcioleci obserwujemy postępującą erozję tych, którzy powinni być „autorytetami prawniczymi”, co pogłębia chaos w państwie i społeczeństwie.
W tej sytuacji przypominajmy sobie słowa Jana Pawła II z 1995 r.: „Nasza ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. (…) Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia! Być człowiekiem sumienia to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło”.




Co? Gdzie? Kiedy?
