Nadążają Państwo za tymi świętymi? Wciąż kolejni i kolejni! Kiedy beatyfikacja czy kanonizacja dotyczy „naszych”, wydarzenie to rzadko nam umyka. Chociaż nawet gdy to Polacy trafiają na ołtarze, nie zawsze są tak rozpoznawalni, jak matka Elżbieta Róża Czacka czy kard. Stefan Wyszyński. Beatyfikowany dwa miesiące po nich ks. Jan Macha, na Śląsku nazywany „Hanikiem”, czy wyniesieni na ołtarze w tym roku ks. Stanisław Streich i 15 męczennic katarzynek aż tak znani nie są. Zdarzają się też postacie takie jak Carlo Acutis i Pier Giorgio Frassati (możemy ich nazywać św. Karolem i św. Piotrem Jerzym), które przykuwają uwagę całego świata…
Nie chcę jednak wzbudzać wyrzutów sumienia, że coś „przegapiliśmy”. W codzienności nie zawsze jest czas i niekoniecznie jest potrzeba, by znać każdego nowego świętego albo czytać wszystkie adhortacje i encykliki papieskie. Od tego mają Państwo dziennikarzy, publicystów i swoich duszpasterzy. Wskazując jednak na tę nieustannie powiększającą się liczbę beatyfikowanych i świętych, dostrzegamy powszechność tej konkretnej drogi, jaką wybrali. Świętość – jest naturalna, wkodowana w nas przy chrzcie. To powinna być kontynuacja ziemskiego życia. Oczywiście jest to też droga wymagająca oczyszczenia, upodobnienia swojego serca do Serca Jezusa. W kwestii dostępności jednak – jest w zasięgu duszy!
Doskonale oddaje to uroczystość Wszystkich Świętych. Wszystkich! O ilu z nich nie wiemy? Ilu wśród nich jest naszych bliskich? Liczby nie mają tu znaczenia. Liczy się świętych obcowanie i świadomość, że ten scenariusz Bóg dla nas przewidział i zrobił wszystko, by był on możliwy do realizacji. Życzmy sobie świętości z okazji urodzin, imienin i każdego dnia! Czasem myślę, że jest to zdecydowanie bardziej w naszym zasięgu niż życie sto lat. A na pewno życie w niebie jest o niebo przyjemniejsze od długowieczności na ziemi!
Co łączy świętych w kwestiach bardziej przyziemnych? Moja sześcioletnia córka na pytanie, dlaczego chce zostać zakonnicą, odparła, że „po zakonie łatwiej zostać świętym”. Rzeczywiście, wśród tych, których rodzinnie prosimy o wstawiennictwo, są prawie same osoby duchowne. Wyłamuje się jedynie Karol Acutis i… Święta Rodzina. Jako dorośli jesteśmy w stanie jednak dostrzec, że to dom, w jakim dorastali przyszli święci i błogosławieni, był dla nich początkiem budowania relacji z Bogiem. Oczywiście byli także tacy, którzy zdecydowali się żyć blisko Boga wbrew najbliższym. Jednak kochająca się rodzina, na co dzień żyjąca Ewangelią dała nam więcej świętych niż zakony i seminaria. One były niezwykle ważne w drodze do świętości. Wszystko jednak w większości historii zaczyna się… w domu.
Dlatego życzę nam, by zaduma, z jaką odwiedzamy w tych dniach cmentarze, nie przeszła jedynie w dyskusje o kwiatach, zniczach, korkach na drogach i pogodzie, ale dotknęła wiary w życie po śmieci i marzenia o świętości. I zachęcam, by myśleć o rodzinie jako o najlepszym starcie do życia wiecznego. Taki start zasługuje na największą ochronę i docenienie.



Co? Gdzie? Kiedy?



