21 stycznia
środa
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bardzo Was kocham

Ocena: 0
212

Nic nie zostało zrobione na 100 proc., i to jest jedna z ważniejszych dla mnie lekcji. Trzeba mieć odwagę zaczynania procesów, które kto inny będzie kontynuował. - mówi Kardynał Grzegorz Ryś w rozmowie z ks. Pawłem Kłysem

fot. ks. Paweł Kłys

Kiedy Ksiądz Kardynał przychodził do Łodzi, mówił, że chce słuchać i tego Kościoła się uczyć. Co Ksiądz Kardynał usłyszał i czego się nauczył w Łodzi?

Wiele rzeczy. Najpierw tego, że droga od zamysłu do czynu nie musi być długa, i to wcale nie oznacza płytkości namysłu. Nauczyłem się, że nie ma takich dróg, którymi człowiek musi iść sam. Niewątpliwie te lata zostały zdominowane przez nasz synod. To było najważniejsze wydarzenie tego czasu. I właściwie jest to wydarzenie, które dalej trwa, bo z Opatrzności Bożej synod archidiecezji łódzkiej nałożył się na ogólnokościelny synod biskupów o synodalności, a ten synod trwa i będzie trwał jeszcze do 2028 r. Więc jeszcze mój następca trochę popłynie w tym nurcie wydarzenia synodu.

To, że wydarzenie to od samego początku było wspólnym dziełem, od wspólnego namysłu począwszy, do wspólnej realizacji, to jest bardzo piękne doświadczenie. Myślę, że w Łodzi mamy to, co synod nazywa kulturą, taką synodalną kulturą bycia w kościołach. Oczywiście w różnym stopniu, w różnych miejscach itd. Nie żeby się chwalić, tylko żeby się dzielić doświadczeniem, że to jest możliwe. Natomiast pewnie zacząłem troszkę na ten temat, nie żeby się skarżyć, ale to jest właśnie lekcja, bardzo dobra lekcja. Tego się też nauczyłem, że właściwie nic się nie realizuje na 100 proc.

 

W Łodzi organizował Ksiądz Kardynał Arenę Młodych, napisał List do młodych. Co Ksiądz Kardynał zapamięta ze spotkań z młodzieżą?

To, co dla mnie było istotne w tych spotkaniach, to to, żeby przy swojej masowości nie były masowe. Tylko żeby dochodziły do poszczególnych osób. No i wiem, że tak się działo, i choćby dlatego warto było je robić. Wiem, że młodzi ludzie przeżywali coś istotnego, łącznie z decyzją, żeby później przygotować się do chrztu. To są rzeczy niebanalne. Wiem, że się działo, bo spowiadałem na Arenie. Najważniejszy jest ten wymiar osobisty – spotkania z młodymi ludźmi. Są też tacy młodzi ludzie, których zapamiętam dobrze, bo spotkanie nie było jednorazowe, tylko było spotkaniem, z którego się narodziły relacje. Pojechałem z tymi ludźmi do Taizé, na oazę, współpracowaliśmy. Arena nie była nigdy dziełem Rysia. Od pierwszego spotkania. Myślę, że dlatego się potem udawała. Do dziś pamiętam pierwszą Arenę. Młodzi zrozumieli, że są też przeze mnie traktowani po partnersku, poważnie i że nie po to się spotykam z nimi, żeby przepchać swoją decyzję, ale aby oni mieli głos.

 

Łódzki synod miał być przygotowaniem do stulecia diecezji. Czy zmienił diecezję, czy zmienił patrzenie Księdza Kardynała na ten Kościół?

Nie mam cienia wątpliwości. W takiej np. niewielkiej parafii wiejskiej refleksja parafialnego synodu dotyczyła tego, jak docierać do ludzi, którzy do kościoła nie chodzą. Wymyślono bardzo prostą rzecz: wycieczki rowerowe. Ale warunek był taki, że proboszcz też będzie na nie jeździł. Na parafii nie ma wikarego, a jest proboszcz. Proboszcz taki dość poważnych rozmiarów, więc nie za bardzo widział siebie jako rowerzystę. Parafianie kupili mu rower elektryczny – i jeździ. Teraz już jeżdżą na wyjazdy dwudniowe, i to ludzie wcale niekoniecznie z grona dominicantes, ale mają co jakiś czas kontakt z księdzem. On ma z nimi kontakt. Jest przestrzeń do rozmowy nie tylko z księdzem, tylko też ze wspólnotą ludzi wierzących. Jest sposób spotkania, dialogu.

Mamy parafię, gdzie proboszczem jest ksiądz niemal niepełnosprawny. Porusza się na większą odległość na wózku, Komunię Świętą rozdaje, siedząc na wózku. Parafia funkcjonuje fantastycznie. Kto ją prowadzi? Zespół synodalny. Pamiętam, jak pojechałem to zobaczyć, i wtedy odkryłem, że największą moją głupotą byłoby zabrać tego księdza do domu księży chorych. A tak by podpowiadało stare myślenie. No, jest ksiądz, który jest chory i właściwie nie może wielu rzeczy zrobić. I nic się nie zawala. On robi to, co musi, bo nikt go w tym nie zastąpi, a całą resztę robią inni ludzie. To jest synodalny Kościół. To jest Kościół ludzi, którzy razem wędrują we wierze.

 

Czy czas pandemii, izolacji nie osłabił sił, zapału, by wychodzić, działać, być z ludźmi?

Nie. Ja ten czas pamiętam przede wszystkim jako taką moją desperacką wręcz chęć bycia z ludźmi w takich granicach, w jakich to było możliwe. Czyli nikogo nie namawiałem na łamanie przepisów, zasad, reguł. To, co człowiek może zrobić, żeby chronić życie, zdrowie swoje i innych, powinien robić, a nie liczyć na trochę magicznie rozumiane działanie Boże. Natomiast myślę, że w takich realiach, kontekstach, warunkach, jakie były, robiłem wszystko, co było możliwe. Pytano mnie np., po co transmituję liturgię z kaplicy albo niedzielną Eucharystię czy potem całe Triduum Paschalne. Przecież jest w telewizji transmisja z Częstochowy. Odpowiadałem, że ja nie mam nic przeciwko biskupowi częstochowskiemu, mogę go nawet lubić, ale nie on jest biskupem w Łodzi, tylko ja. Więc nie rozumiałbym, jakby się to miało dziać, że ludzie w tej diecezji przeżywają dramat, a ja jestem gdzieś obok. No i muszę powiedzieć, że to akurat zostało potwierdzone. Ja się do dzisiaj spotykam z ludźmi, którzy mi wciąż dziękują za te Msze św. transmitowane z kaplicy codziennie i też za te wielkie wydarzenia, choćby właśnie Triduum Sacrum, za tamten czas. Tu się wiele rzeczy działo, ogromnie ważnych, też z punktu widzenia zdrowotnego. Więc nie myślę, że pandemia nas zdemobilizowała.

 

Czy przez te osiem lat udało się odwiedzić wszystkie wspólnoty parafialne w archidiecezji?

Mówiłem, że niczego nie ma na 100 proc., ale tu postawmy kropkę, bo musiałbym mówić, dlaczego nie byłem wszędzie. A jakie to były spotkania? Oczywiście różne, bo co innego jest przyjechać na wizytację i mieć tyle czasu, żeby spotkać się z każdą grupą, żeby trochę pogadać z księdzem. Pamiętam takie wizytacje, kiedy proboszcz był przerażony, bo mówiłem, że przyjadę w sobotę i się prześpię na miejscu, to będziemy mieć czas pogadać sobie wieczorem. Ja miałem taki zwyczaj, zwłaszcza na początku, w pierwszych latach, że jak przyjeżdżałem na wizytację, to chodziłem dookoła kościoła, żeby dać szansę każdemu podejść. No bo spotkanie z każdą grupą to jest spotkanie z grupą, więc wychodziłem też dla ewentualnej swobodnej rozmowy. Czasem ludzie korzystali, podchodzili. Natomiast spotkania bardziej z natury liturgicznych zostają we mnie przede wszystkim jako pięknie, w sposób dojrzały przygotowane.

 

Co się nie udało?

Nic i wszystko, tak jak powiedziałem. Nic nie zostało zrobione na 100 proc., i to jest jedna z ważniejszych dla mnie lekcji. Znam wszystkich, którzy mnie wspierali od A do Z, i znam takich, którzy nie wymieniali mojego imienia w kanonie. Jedni i drudzy są w tej diecezji. Nie każdego do tego samego da się przekonać. Na tym też tak naprawdę polega piękno Kościoła, że jest różnorodny. Nie kwestionuję, i to chcę powiedzieć wyraźnie, nie kwestionuję niczyich dobrych intencji. Nie widzę w kimś, kto nie był ze mną zgodny, kto spierał się ze mną, nieraz też publicznie, żadnych złych intencji. Widzę troskę o Kościół. Widzę głęboko przeżywaną wiarę. Każdy przeżywa wiarę na swój własny sposób. Nie można narzucić komuś własnego sposobu przeżywania wiary, własnego sposobu modlitwy itd. Tak, mam też, myślę, trochę wyrzutów sumienia wobec niektórych księży, że nie udało mi się do nich dotrzeć, wyjść naprzeciw ich problemom, które widziałem, a nie zareagowałem właściwie.

 

Odchodząc z Łodzi, jaki Kościół Ksiądz Kardynał zostawia?

Piękny. Taki, jaki zastałem, też był piękny. To jest Kościół, który ma ochotę, który jest dynamiczny, który się poddaje Duchowi Świętemu. To jest Kościół, który ma mocną siłę ewangelizacyjną. Kościół, który rośnie – nawet w danych oficjalnych, gdy chodzi o Dominicantes, Communicantes. To jest Kościół, który jest pełen wolontariuszy na każde wezwanie. To jest Kościół młodych ludzi, którzy poszli w miłosierdzie, co pokazuje nagroda papieża Franciszka. To jest takie piękne dziecko, ta nagroda. Ponad dwustu młodych, którzy w tym roku dostali tę nagrodę. Kilkunastu, którzy dostawali ją przez siedem lat, albo przez przynajmniej cztery ostatnie lata, kiedy są w szkole średniej. Daj Boże każdemu.

 

Co Ksiądz Kardynał chciałby powiedzieć Kościołowi łódzkiemu na do widzenia?

Papież Franciszek nauczał – i to mnie bardzo przekonuje – że trzeba mieć odwagę zaczynania procesów, które kto inny będzie kończył. Jeśli są rzeczy, które zacząłem i ktoś ma poczucie, że powinienem być do końca, żeby ich dopilnować – nie, nie powinienem być do końca. Trzeba mieć odwagę zaczynania procesów, które kto inny będzie kontynuował i kto inny będzie kończył. I chcę powiedzieć jedno, że bardzo Was kocham!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 stycznia

Środa, wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy
II Tydzień zwykły
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ewangelia: Mk 3, 1-6
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły



ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter