List biskupów polskich do episkopatu Niemiec sprzed 60 lat był ważnym wydarzeniem na drodze do pojednania polsko-niemieckiego.

Kończył się listopad 1965 r. W Rzymie dobiegał końca Sobór Watykański II, w którym uczestniczyło kilkudziesięciu polskich biskupów z prymasem kard. Stefanem Wyszyńskim, arcybiskupem krakowskim Karolem Wojtyłą i arcybiskupem wrocławskim Bolesławem Kominkiem. Właśnie podczas Vaticanum II zapadła wśród hierarchów z Polski myśl o przesłaniu do przedstawicieli episkopatów różnych krajów listów, które były zaproszeniem na przyjazd do Polski na uroczystości milenijne organizowane w połowie 1966 r. Prymas Wyszyński czynił energiczne, choć jak się później okazało, zablokowane przez władze PRL starania, aby przynajmniej do Gniezna i na Jasną Górę mógł przyjechać papież Paweł VI.
Wśród wspomnianych listów znalazł się też list do episkopatu Niemiec, nazwany „Orędziem biskupów polskich do ich niemieckich braci w Chrystusowym urzędzie pasterskim”. Głównym autorem dokumentu datowanego na 18 listopada 1965 r. był abp Kominek, a list poparli kard. Wyszyński, abp Wojtyła i wszyscy polscy uczestnicy soboru.
TREŚĆ LISTU
Kierując się duchem Vaticanum II, biskupi polscy pragnęli pojednania z Niemcami. Po latach, wspominając tę inicjatywę, Jan Paweł II napisał w książce „Dar i tajemnica”: „Kiedy z Rzymu wróciłem do kraju, wybuchła sprawa orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich. W swoim liście biskupi polscy oświadczyli, że w imieniu rodaków wybaczają krzywdy, których doznali w czasie II wojny światowej. Zarazem prosili o wybaczenie krzywd, za które Polacy mogli czuć się odpowiedzialni wobec Niemców. Niestety, to orędzie wywołało wiele polemik, pomówień i oszczerstw”.
Sprawy najtrudniejsze omawiane w orędziu biskupi rozpoczęli od przywołania poglądów Pawła Włodkowica, obrońcy interesów Polski w sporach z Krzyżakami, zestawiając je z poglądami przeciwnymi wierze chrześcijańskiej, a jako przykład tych ostatnich podano antypolską działalność Krzyżaków. Kontynuowali ją Albert Pruski, Fryderyk II Hohenzollern, Otto von Bismarck i Adolf Hitler. Biskupi podkreślali, że podczas II wojny światowej Niemcy realizowali konsekwentnie plan wyniszczenia całego narodu polskiego. Wskazali też na historyczne prawa Polaków do Ziem Zachodnich, co wynikało ze sprawiedliwości dziejowej oraz postanowień konferencji międzynarodowych.
Biskupi pisali: „W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojem sumienia obchodzić nasze Milenium w sposób jak najbardziej chrześcijański”.
Treść listu abp Kominek przekazał rzymskiemu korespondentowi „Trybuny Ludu” red. Ignacemu Krasickiemu. Ten miał uzyskać od władz PRL informację, że nie zgłaszają one żadnych uwag. Sam Krasicki potem z dumą twierdził, że list uzyskał ze źródeł agenturalnych.
EPISKOPAT NIEMIEC ODPOWIADA
Niemieccy biskupi odpowiedzieli na orędzie biskupów polskich bardzo szybko. List zatytułowano „Pozdrowienie biskupów niemieckich dla polskich braci w biskupim posłannictwie i odpowiedź na list z 18 listopada”. Biskupi niemieccy podziękowali za zaproszenie na obchody milenijne. Pisali: „Tak też prosimy i my o zapomnienie, więcej – prosimy o przebaczenie. Zapomnienie jest sprawą ludzką, natomiast prośba o przebaczenie jest apelem skierowanym do tego, który doznał krzywdy, by spojrzał na tę krzywdę miłosiernym okiem Boga i wyraził zgodę na nowy początek”. Episkopat Niemiec nie zajął wyraźnego stanowiska w sprawie polskiej granicy na Odrze i Nysie. Zamiast tego pisano o prawie do „rodzinnych stron”.
Polscy biskupi odpowiedzieli na list episkopatu Niemiec. W komunikacie po obradach konferencji episkopatu wydanym 7 grudnia 1965 r. pisali: „Jeśli idzie o wysiedleńców oraz «prawo do ojczyzny», biskupi polscy starają się zrozumieć interpretację biskupów niemieckich, która jest analogiczna do interpretacji zawartej w niedawnym memorandum protestantów niemieckich. Jak dotąd, istnieją pewne rozbieżności między interpretacją polską oraz próbami interpretowania ze strony niemieckiej – katolickiej i protestanckiej”.
Pięć lat po liście biskupów niemieckich kard. Wyszyński w liście do kard. Juliusa Döpfnera, arcybiskupa Monachium i Fryzyngi, pisał: „Muszę Księdzu Kardynałowi szczerze wyznać, że odpowiedź Episkopatu Niemieckiego na nasz pojednawczy list (z 1965 r.) rozczarowała nie tylko Polaków, ale i światową opinię publiczną. Naszą tak serdecznie wyciągniętą rękę przyjęto nie bez zastrzeżeń”. Sam kard. Döpfner w wywiadzie udzielonym zachodnioniemieckiej telewizji zwracał uwagę, że list biskupów niemieckich nie był dokumentem politycznym, ale wynikiem Soboru Watykańskiego II. Wtedy też padły ważne słowa niemieckiego hierarchy: „Przebaczenie odnosi się – jeśli można tak powiedzieć – tylko do tych, którzy są gotowi do pokuty, którzy rzeczywiście poczuwają się do winy. Tam, gdzie nie ma przyznania się do winy, nie ma też i przebaczenia”.
REAKCJA WŁADZ PRL
Wystosowanie listu biskupów niemieckich wywołało atak furii szefa PZPR Władysława Gomułki i premiera Józefa Cyrankiewicza. Pierwsze represje dotknęły bp. Wilhelma Plutę, któremu zabrano paszport, mimo interwencji sekretarza episkopatu bp. Bronisława Dąbrowskiego; kilka miesięcy później paszport wstrzymano kard. Wyszyńskiemu. Gomułka uważał, że orędzie episkopatu Polski do episkopatu Niemiec jest antynarodowe i antysocjalistyczne i sprzyja niemieckiemu rewizjonizmowi. Sformułował też zarzut, że Kościół w Polsce fałszuje dzieje narodu polskiego. Chodziło o poleconą biskupom niemieckim książkę emigracyjnego pisarza prof. Oskara Haleckiego „Tysiąclecie Polski katolickiej”. Opublikowany atak red. Krasickiego na tego pisarza w „Życiu Warszawy” kard. Wyszyński w swoich zapiskach „Pro memoria” z 22 listopada 1965 r. nazwał paszkwilem. W jednym z przemówień do aktywu partyjnego pierwszy sekretarz KC PZPR powiedział: „Jeśli kard. Wyszyński czy abp Kominek i inni biskupi chcą wypowiadać poglądy na różne problemy polityczne – nie zabraniamy, ale niech to będzie zgodne z polityką, jaką rząd Polski Ludowej prowadzi, niech Kościół nie przeciwstawia się państwu. Niech nie uważa, że sprawuje rząd dusz w narodzie. Czasy te odeszły w bezpowrotną przeszłość i nigdy już nie powrócą”.
W nagonce na Kościół uczestniczyły wszystkie dzienniki i tygodniki, z „Trybuną Ludu” i „Życiem Warszawy” na czele, ale także te, które same określały się jako „katolickie”, np. „Słowo Powszechne” „Za i Przeciw”. Teksty propagandowe i godzące w Kościół wywieszano też np. w urzędach pocztowych. Do dziś pamiętam – a byłem wtedy dziewięciolatkiem – jak na poczcie Warszawa 4, usytuowanej u zbiegu ulic Targowej i ówczesnej Świerczewskiego wywieszono na filarach antykościelne teksty, których nikt zresztą nie czytał. Nie wiedziałem, o co chodzi, ale wyczuwałem, że coś tu jest nie tak.
PRACE I UDRĘKI
Władze próbowały bezskutecznie skłócić episkopat. Komuniści sami jednak przyznali, że „nie można myśleć o rozwarstwieniu w episkopacie, dokąd kard. Wyszyński będzie sprawował władzę w Kościele w Polsce”. W zakładach pracy i uczelniach organizowano masówki pod hasłem: „Protestujemy przeciw orędziu episkopatu Polski”.
Jak mylił się Gomułka, widać było po obchodach milenijnych, które ściągały tysiące wiernych. Tymczasem organizowane przez państwo obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego gromadziły głównie esbeków i działaczy partyjnych.
Prymas Wyszyński tak posumował rok 1965: „Rok ten był pełen bardzo ciężkich prac soborowych, milenijnych i wielu udręk wyrządzonych nam przez naszych rodzimych komunistów. Zawsze ich posądzamy o to, że byliby lepsi, gdyby nie natchnienie z Moskwy, która zawsze słynęła z nienawiści do Polski katolickiej” („Pro memoria” z 31 grudnia 1965 r.).



Co? Gdzie? Kiedy?



