21 stycznia
środa
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Za chleb i wolność

Ocena: 5
152

W połowie grudnia 1970 r. tysiące polskich robotników wyszły na ulice Trójmiasta, Szczecina, Elbląga. Komuniści postanowili utopić protest we krwi.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe/Europejskie Centrum Solidarności

Pod koniec listopada 1970 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR zapadła decyzja o podniesieniu regulowanych wówczas centralnie cen produktów spożywczych. Pieczywo, mięso, ryby, mąka, kasze miały stać się droższe o prawie 25 proc. Sprawa była utrzymywana w ścisłej tajemnicy. Komuniści przeczuwali, czym może skutkować przedostanie się takiej informacji do opinii publicznej.

Rządząca od 14 lat ekipa Władysława Gomułki była w swych działaniach i decyzjach odrealniona. 7 grudnia 1970 r. w Warszawie podpisano układ o wzajemnych stosunkach między PRL a Republiką Federalną Niemiec, zgodnie z którym Niemcy uznawali granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej. Gomułka uważał to za tak wielki sukces, iż – jak twierdził w rozmowach ze współpracownikami – zdominuje on w przestrzeni publicznej wszelkie inne informacje. A zwłaszcza tę, że Polacy tuż przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia będą musieli zapłacić znacznie więcej za podstawowe artykuły spożywcze. „Towarzysz Wiesław” nie wyczuwał już zupełnie nastrojów społecznych, mimo że wcześniej udawało mu się to całkiem nieźle. Tak jak w październiku 1956 r., kiedy na fali autentycznego społecznego entuzjazmu przejmował władzę po zbroczonej we krwi ekipie stalinowców. Za kilka dni krew rodaków była także na jego rękach.

Nastroje lepiej wyczuwali szefowie resortów siłowych. Mieli świeżo w pamięci protesty studenckie sprzed dwóch lat, więc postanowili dobrze się zabezpieczyć na wypadek społecznego buntu. W pierwszych dniach grudnia na tajnych naradach w kierowanym przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego Ministerstwie Obrony Narodowej i w nadzorowanym przez Kazimierza Świtałę Ministerstwie Spraw Wewnętrznych trwały gorączkowe przygotowania na wypadek – jak to ujęto eufemistycznie – „ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego”. Komuniści od samego początku byli gotowi użyć milicji i wojska do bezwzględnego ujarzmienia spodziewanych protestów. W dniu, w którym radio podało porażającą informację o podwyżkach, jednostki LWP i MO postawiono w stan pełnej gotowości.

 


BUNT I KREW

14 grudnia 1970 r. robotnicy Stoczni Gdańskiej im. Lenina zastrajkowali i wielotysięcznym pochodem udali się pod siedzibę komitetu wojewódzkiego PZPR. Do protestu dołączyli robotnicy z gdyńskiej Stoczni im. Komuny Paryskiej. Zastrajkowały elbląski Zamech i Stocznia Szczecińska. Żądano cofnięcia decyzji o podwyżkach cen, ale także podniesienia płac i – co najbardziej rozsierdziło władze – domagano się rozszerzenia swobód obywatelskich. Protest przestawał mieć charakter wyłącznie socjalny. Przybierał postać buntu, czy wręcz powstania wolnościowego, czego wyrazem było podpalenie siedzib komitetów wojewódzkich PZPR w Gdańsku, a dwa dni później w Szczecinie.

Na ulicach doszło do regularnych starć z oddziałami milicyjnymi i wojskiem, przy czym w przypadku żołnierzy zaczęło dochodzić początkowo do aktów nieposłuszeństwa wobec rozkazów. Kiedy zastępca dowódcy 12 Dywizji Zmechanizowanej płk Zdzisław Drewnowski wydał podkomendnemu rozkaz otwarcia ognia do protestujących, usłyszał w słuchawce telefonu: „Obywatelu pułkowniku, odmawiam wykonania rozkazu. Do kogo, k…, będę strzelał?! Tam są kobiety i dzieci!”. Taki rozwój wypadków doprowadził Gomułkę do szału. 16 grudnia 1970 r. na posiedzeniu ścisłego kierownictwa partyjnego domagał się bezwzględnego rozprawienia się z protestującymi. „Oni [wojsko i milicja] strzelają ślepymi nabojami – krzyczał. – Stworzyliście atmosferę zgniłego liberalizmu i rozwydrzenia chuliganów – łajał podwładnych. – Kto dał rozkaz strzelania ślepymi nabojami? Jak można w ten sposób bronić władzy? Ja gwiżdżę na całą propagandę, jeśli trzeba będzie strzelać i w ten sposób utrzymać porządek”.

Nazajutrz milicja i wojsko otworzyły ogień. Padali zabici i ranni. Doszło do masakry, którą Polacy określili mianem „czarnego czwartku”. Kilkudziesięciu robotników zginęło, a prawie 1,5 tys. odniosło ciężkie rany. Wstrząsającym symbolem tego dnia stała się gdyńska manifestacja, podczas której robotnicy nieśli na drzwiach ciało zamordowanego kolegi, osiemnastoletniego pracownika Zarządu Portu Gdynia Zbigniewa Godlewskiego. O świcie 17 grudnia przyjechał do Gdyni z Elbląga i nieopodal przystanku Szybkiej Kolei Miejskiej dosięgły go trzy kule z salwy oddanej przez żołnierzy LWP. Jego śmierć stała się kanwą przejmującej „Ballady o Janku Wiśniewskim”, która stała się jednym z najważniejszych utworów zrodzonej dekadę później Solidarności.

 


WSPÓLNY BÓL

Do stłumienia protestów komuniści użyli niespotykanych wcześniej środków przymusu. Aby zdławić dążenia wolnościowe Polaków, użyto 550 czołgów i ponad 700 transporterów opancerzonych, a do walk ulicznych skierowano 27 tys. żołnierzy LWP i 5 tys. milicjantów. Robotnicy byli bez szans. Najdłużej protesty robotnicze trwały w Szczecinie, ale i one zostały spacyfikowane.

Nadeszły jedne z najsmutniejszych świąt Bożego Narodzenia w powojennych dziejach Polski. Prymas Stefan Wyszyński podczas świątecznej Mszy św. w archikatedrze warszawskiej mówił ze wzruszeniem: „Nasze braterskie współczucia kierujemy z tej katedry do wszystkich rodzin na Wybrzeżu w miastach portowych Rzeczypospolitej, których święta są tak niesłusznie bolesne. Przesyłamy błogosławieństwo Ojca Świętego Wam, osierocone dzieci i owdowiałe matki. Przesyłamy je i Wam, współbracia trudnej i ciężkiej pracy, którzy straciliście swoich towarzyszy trudu, męki i wysiłku dla wspólnego dobra naszej kochanej ojczyzny. Wasz ból jest wspólnym bólem”. Bardzo mocno odniósł się do wydarzeń bp Władysław Rubin, duszpasterz Polonii i sekretarz synodu biskupów, który w Rzymie, sprawując Mszę św. za zamordowanych na Wybrzeżu, mówił twardo: „Ten stan krzywdy trwa od lat i wciąż się pogarsza, dlatego że naród nasz nie ma możności wolnego i niezależnego działania i rozwoju, ale jest zmuszony do bezprawnej i krzywdzącej daniny na rzecz obcych, którzy wprowadzili w kraju ucisk i przemoc”.

Grudzień ’70 stał się kolejnym w powojennych dziejach Polski rozpaczliwym wołaniem o godność i wolność. I choć antykomunistyczny protest, podobnie jak ten z czerwca 1956 r., został utopiony we krwi, to bez wątpienia stał się zasiewem dla wielkiego ruchu Solidarności, który utorował Polakom drogę do wolności.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Historyk, doradca prezesa IPN, w latach 2016–2024 był szefem Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 stycznia

Środa, wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy
II Tydzień zwykły
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ewangelia: Mk 3, 1-6
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły



ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter