24 stycznia
sobota
Felicji, Franciszka, Rafała
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zagrożenie ze wschodu

Ocena: 0
551

Mnożą się ostrzeżenia przed możliwym atakiem Rosji na państwa bałtyckie. Czy jest to realny scenariusz?

fot. xhz | Defilada wojsk NATO w porcie w Kłajpedzie na Litwie

Co prawda Rosjanie przez trzy lata nie zdołali pokonać Ukrainy, a tu mieliby zaatakować państwa członkowskie NATO – ale też nie musi być to atak na wielką skalę, a Litwa, Łotwa i Estonia łącznie mają sześć razy mniej ludności, niż liczy ukraińskie społeczeństwo.

Tak twierdzi szef niemieckiego wywiadu Bruno Kahl, który w niedawnym wywiadzie dla Table Media powiedział, iż Rosjanie „nie muszą wysyłać armii czołgów… Wystarczy wysłać zielone ludziki do Estonii, aby chronić rzekomo uciskane mniejszości rosyjskie”. Jego zdaniem Kreml może stosować taktykę hybrydową, aby podważyć jedność i determinację NATO. I sprawdzić, czy Stany Zjednoczone będą honorować swoje zobowiązania do wzajemnej pomocy wynikające z artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.

A mający siedzibę w Liechtensteinie think tank Geopolitical Intelligence Services dowodzi, że „najnowsze dane wywiadowcze sugerują, iż Rosja przygotowuje się do ataku na NATO, pomimo że wojna na Ukrainie trwa. Służby wywiadowcze kilku państw członkowskich ostrzegają przed potencjalnym atakiem ze strony Rosji w ciągu trzech do pięciu lat, a być może nawet wcześniej”. I najbardziej zagrożone są właśnie kraje bałtyckie.

 


PROBLEM Z MNIEJSZOŚCIĄ

Litwa, Łotwa i Estonia uzyskały niepodległość po I wojnie światowej. Dwadzieścia lat później, na skutek traktatu Ribbentrop-Mołotow, w 1940 r. kraje te zajęły Sowiety. Ale wkrótce doszło do wojny niemiecko-sowieckiej i to Niemcy okupowali państwa bałtyckie. Po ciężkich walkach w 1944 r. Armia Czerwona ponownie zajęła Litwę, Łotwę i Estonię, a sowiecka okupacja była bardzo ciężka. Niepodległość tych krajów udało się przywrócić dopiero po upadku ZSRR w 1990 r.

Największym problemem trzech krajów jest mniejszość rosyjska. Skąd się tam wzięła? Po pierwsze, po rozbiorach I Rzeczpospolitej tereny te znalazły się we władaniu Rosji. Osiedlali się tam rosyjscy urzędnicy i stacjonowały garnizony wojskowe. Po drugie, gdy Litwa, Łotwa i Estonia zostały zaanektowane przez ZSRR, przeprowadzono tam intensywną akcję rusyfikacyjną. Do syberyjskich łagrów wywożono „nieprawomyślnych”, a na ich miejsce osiedlano Rosjan o „prawidłowych”, komunistycznych przekonaniach. W efekcie w Estonii ludność rosyjskojęzyczna (nie tylko Rosjanie, ale i przybysze z innych republik ZSRR oraz ich potomkowie) stanowi 30 proc., na Łotwie 25 proc., a na Litwie około 5 proc.

W estońskiej stolicy Tallinie język rosyjski jest głównym dla blisko połowy mieszkańców. W nadgranicznej Narwie Rosjanie stanowią aż 82 proc. Z kolei w stolicy Łotwy Rydze mniejszość rosyjska stanowi 35 proc., a w Dyneburgu (Daugavpils) 47 proc.! Nieco inaczej jest na Litwie, gdzie w Wilnie Rosjanie są trzecią co do wielkości grupą narodowościową; stanowią 12 proc. mieszkańców, mniej niż Polacy (16,5 proc.). Co więcej, znaczna część mieszkańców Estonii i Łotwy nie ma obywatelstwa tych krajów, przede wszystkim dlatego, że aby je uzyskać, trzeba zdać egzamin z języka państwowego; na Łotwie to aż 9 proc. mieszkańców. W Estonii około 5 proc. legitymuje się „paszportem obcokrajowca”, czyli dokumentem potwierdzającym tożsamość, ale nie obywatelstwo.

To, że Putin chce wykorzystać Rosjan żyjących na terenach dawnego ZSRR, jest oczywiste. Moskwa nie musi wysyłać czołgów czy samolotów, by stworzyć ogromne zagrożenie dla państw bałtyckich. Może po prostu wykorzystać sprzyjającą jej rosyjską mniejszość. I nie muszą być to dziesiątki tysięcy ludzi. Na tym polega wojna hybrydowa – walka zbrojna jest ostatecznością, a wcześniej trzeba wykorzystać inne środki.

W maju 2025 r. władze Łotwy wydały ostrzeżenie przed rosyjskimi agentami zbierającymi informacje o infrastrukturze krytycznej – mogli po prostu udawać turystów i być mieszkańcami tego kraju. A dwa miesiące wcześniej wynajęci przez Moskwę sabotażyści podpalili sklep IKEA na Litwie. Oczywiście są też inne działania, niezwiązane z rosyjską mniejszością: niszczenie kabli podmorskich na Bałtyku czy cyberataki na infrastrukturę krytyczną. Jak mówił BBC szef estońskiej policji granicznej Egert Belitsev, „rosyjskie zagrożenie nie jest niczym nowym”. A „na granicy ciągle dochodzi do prowokacji i napięć”. Pogranicznicy wykorzystują drony, śmigłowce i samoloty, by chronić granicę. Nie zawsze skutecznie…

 


ZNACZENIE JĘZYKA

Wedle koncepcji „Rosyjskiego świata” – „Russkiego miru” – podstawą wspólnoty ma być język rosyjski, a także prawosławie. Rosyjska Cerkiew mówi o „Świętej Rusi”, obejmującej rosyjskojęzycznych prawosławnych. Czyli także Ukraińców i Białorusinów.

W czerwcu na specjalnej konferencji Putin oficjalnie poparł ideę utworzenia jednego centrum promocji języka rosyjskiego na świecie. – Musimy ciężko pracować, aby wzmocnić pozycję języka rosyjskiego i znaczenie Rosji w globalnej przestrzeni humanitarnej – podkreślił rosyjski prezydent. A jak wskazał Dmitrij Jełowski, szef agencji konsultingu politycznego „Actor”, „język jest jednym z głównych instrumentów wpływu na świecie. Jeśli ludzie czytają w twoim języku, piszą książki, blogi, kręcą filmy, to wpływ twego kraju gwałtownie rośnie i zawsze będzie zajmował silniejszą pozycję na świecie”.

Oczywiście to, że ktoś jest Rosjaninem czy mówi po rosyjsku, wcale nie oznacza, że jest miłośnikiem Władimira
Putina i zdecydowanie popiera rosyjską agresję na Ukrainę. Jednak poglądy rosyjskojęzycznych mieszkańców Estonii i Łotwy są dość zbliżone – i w istotny sposób różnią się od tego, co myślą Estończycy i Łotysze. I tak, aż 58 proc. estońskich Rosjan uważa, że Ukraina powinna oddać Rosji Krym; nieco mniej, bo 45 proc. sądzi, że Kijów powinien zrezygnować z wszystkich terenów zajętych podczas wojny przez Rosję. W przypadku Estończyków jest to zaledwie odpowiednio 14 i 7 proc. Aż 45 proc. Rosjan chce też, by NATO zrezygnowało z obecności wojskowej i ćwiczeń w Estonii i innych krajach Europy Wschodniej, w tym w Polsce. Podobnego zdania jest zaledwie 6 proc. Estończyków.

W Tallinie wszyscy świetnie pamiętają zamieszki związane z usunięciem tzw. Brązowego Żołnierza. Głównym elementem pomnika, postawionego w 1947 r., była dwumetrowa figura żołnierza Armii Czerwonej – „oswobodziciela”. W 2007 r. postanowiono przenieść pomnik i groby sowieckich żołnierzy na cmentarz wojskowy. Wywołało to gwałtowne protesty rosyjskiej mniejszości. W starciach z policją brało udział ok. półtora tysiąca osób, zginęła jedna osoba, a rannych zostało 44 demonstrantów i 13 policjantów. Trzysta osób aresztowano.

 


NIEWIELKIE SIŁY

Państwa bałtyckie nie są wojskowymi potęgami. Litwa ma zaledwie 15 tys. żołnierzy (dla porównania – Polska ma około 200 tys.), w ogóle nie posiada samolotów bojowych. Dysponuje kilkoma małymi okrętami wojennymi. Nieco większa jest armia łotewska – 22 tys., a estońska posiada 40 tys. ludzi. Brak lotnictwa rekompensowany jest przez Baltic Air Policing – operację NATO, prowadzoną od 2004 r. i polegającą na patrolowaniu przestrzeni powietrznej tych trzech krajów przez samoloty krajów Sojuszu. Zwykle są to co najmniej cztery maszyny operujące z litewskiego lotnictwa w Szawlach. Regularnie stacjonują tam również polskie myśliwce.

Francuskie radio RFI cytowało przedstawiciela Estońskiej Ligi Obrony, Kaitseliit. – Znamy naszą historię. Wiemy, co zagraża nam od naszego wschodniego sąsiada. Nie mamy złudzeń. Jesteśmy gotowi i przygotowujemy się na to, co może się wydarzyć, tak jak stało się to już na Ukrainie – mówił major Neeme Brus. – Oczywiście mamy plan obrony. Nie jesteśmy sami, jesteśmy członkiem NATO, członkiem Unii Europejskiej. I mamy wielką nadzieję, że zgodnie z artykułem 5. Traktatu Północnoatlantyckiego nasi partnerzy pomogą nam się bronić – dodał.

Już teraz w krajach bałtyckich stacjonują wielonarodowe grupy bojowe NATO. Liczą zazwyczaj od jednego do dwóch tysięcy żołnierzy, mają charakter rotacyjny i pochodzą z różnych państw członkowskich Sojuszu. Na Litwie znajduje się obecnie 5 tys. żołnierzy NATO, na Łotwie blisko 2 tys., a nieco większa liczba w Estonii.

Największe obawy dotyczą ewentualnego powtórzenia się wydarzeń z 2014 r. na Ukrainie, kiedy to „zielone ludziki” – żołnierze w mundurach bez oznaczeń – przy nikłym oporze zajęły Krym. W tym przypadku na pewno opór będzie. Ale Litwini, Łotysze i Estończycy nie obronią się sami bez naszego wsparcia. „Naszego”, czyli krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, analityk spraw międzynarodowych, doktor nauk społecznych, adiunkt na uczelni Vistula w  Warszawie


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 stycznia

Sobota, wspomnienie św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła
II tydzień zwykły
Czytania liturgiczne (rok A, II): Ewangelia: Mk 3, 20-21
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
Nowenna do św. Jana Bosko 22-30 stycznia



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter