21 stycznia
środa
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co dziedziczymy po przodkach?

Ocena: 4.95
183

Nie ma „grzechów pokoleniowych”. Jednak grzech innych osób może mieć konsekwencje w moim życiu. - mówi bp. Tomasz Sztajerwald, psycholog i psychoterapeuta, w rozmowie z Ireną Świerdzewską

fot. Episkopat News/Flickr

Na ile trudne przeżycia warunkują nasze życie?

Wszystko, co nas spotyka, kształtuje nas w jakiś sposób. Jeżeli wydarzeń negatywnych jest dużo albo jeśli przerastają nasze możliwości radzenia sobie z nimi, mogą mocniej odcisnąć swój ślad. Bardzo często np., niezależnie od wieku dziecka, rozwód rodziców wpływa negatywnie na jego rozwój psychiczny. Trudne doświadczenia mogą rzutować na nasze postrzeganie rzeczywistości i innych osób.

 

Czy także wydarzenia, o których nie wiemy, że się wydarzyły w naszej rodzinie, np. aborcja?

Niektóre osoby wyczuwają, że w rodzinie mogła być aborcja, choć nie mówi się o niej wprost. Domyślają się tego z fragmentarycznych przekazów, przemilczeń, unikania w rozmowach niektórych tematów, aż w końcu dociekając, znajdują potwierdzenie. Mogą wtedy czuć się współwinne, oszukane, mniej kochane, mimo że rodzice otaczają je troską i miłością. Mówi się o występującym u nich niekiedy tzw. syndromie ocaleńca – dociera do nich, że i one mogły być poddane aborcji.

 

Ponosimy karę za zło, którego dopuścił się ktoś z naszej rodziny?

Zdarza się, że niektórzy tak myślą. Jednak trzeba przypomnieć tu słowa Pisma Świętego: „W tych dniach nie będą już więcej mówić: Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby, lecz każdy umrze za swoje grzechy” (Jr 29,30a). Nauka Kościoła katolickiego mówi, że kary za grzechy rodziców czy dziadków nie przechodzą na dzieci i wnuki. Nie ma „grzechów pokoleniowych”. Każdy odpowiada za swoje własne grzechy.

Odrębną sprawą jest to, że grzech innych osób może mieć konsekwencje w moim życiu. W rodzinie, w której aborcja była często dokonywana, z większą łatwością przychodzi nakłanianie do tego młodszego pokolenia. Nadużywanie alkoholu przez rodziców, wychowywanie się w rodzinie dysfunkcyjnej może spowodować, że dorastające dziecko może odczuwać brak bezpieczeństwa czy zaufania przez resztę swojego życia, mimo iż samo nie będzie pić. To może odbijać się w różnych przestrzeniach jego życia. Jest to konsekwencja grzechu rodziców, który rzutuje na przeżywanie rzeczywistości przez dziecko, ale nie jest to „grzech pokoleniowy”. Bóg nie karze mnie za grzech rodziców.

 

Czy odkupieńcza moc Jezusa może uzdrawiać nas ze skutków naszych zranień, trudnych przeżyć?

Należy tu odróżnić teologiczny porządek wiary i prawa rządzące naszą psychiką, czyli porządek naturalny, które się przenikają. Człowiek jest zbawiony przez Chrystusa w całej pełni swojej osoby, ze sferą duchową, psychiczną i fizyczną. Łaska, którą otrzymujemy przez śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie, jest wystarczająca do starania się o zdrowie duchowe i harmonię w naszym życiu. Możemy poddawać się działaniu łaski, i często osoby głęboko religijne, pracując uczciwie nad sobą, korzystając ze spowiedzi czy kierownictwa duchowego, dochodzą do podobnych czy takich samych efektów jak w przypadku pracy terapeutycznej. Czasem jednak jest to bardzo trudne, bo nasze problemy mogą być skomplikowane i potrzebna jest pomoc dobrego specjalisty, jak bywa w przypadku np. depresji.

Chciałbym tu wskazać na magiczne myślenie: że jeżeli jestem głęboko wierzący, a nie mogę poradzić sobie z moimi trudnościami psychicznymi, to nie muszę szukać pomocy terapeuty, bo Pan Bóg wszystko we mnie uleczy. W Biblii czytamy: „Pan stworzył z ziemi lekarstwa, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził” (Syr 38,4) oraz: „Potem sprowadź lekarza, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem jest on ci potrzebny” (Syr 38,12).

 

Mówi się, że spowiedź ma także wpływ psychoterapeutyczny.

Gdybyśmy korzystali z sakramentu pokuty jak należy, to dokonywałaby się w naszym życiu zmiana, lecząca nas w wielu przestrzeniach. Niestety, często traktujemy ten sakrament jak przykry obowiązek, czyniąc pobieżny rachunek sumienia, bez zadośćuczynienia, bez prawdziwego starania się o poprawę. Zachowując na poważnie te warunki sakramentu pokuty, pozwalalibyśmy na większe działanie łaski uzdrowienia oraz wzrastalibyśmy w pokonywaniu naszych słabości. To nie magia, to coś, co niekiedy nazywamy ćwiczeniem się w dobru.

Spowiedź jest sakramentem uzdrowienia chrześcijańskiego. Jeżeli wierzę, że Bóg przebaczył mi grzechy, nawet najgorsze rzeczy, które zrobiłem w swoim życiu, jest to leczące w przestrzeni duchowej i psychicznej. Sfera psychiczna człowieka rządzi się swoimi prawami, łaska Pana Boga też na nią oddziałuje, ale czasami wymaga ona pewnego wsparcia związanego z usprawnieniem naszej natury.

Niestety, czasami poruszamy się w dwóch skrajnościach. Osoby, które zaczynają chorować na choroby psychiczne, mówią: „Będę gorąco modlić się i to wystarczy. Nie będę chodzić do lekarzy, Pan Bóg mnie uleczy”. Druga skrajność to ocenianie, że sakrament służy tylko odpuszczaniu grzechów, a wszystko muszę załatwić przez psychoterapię.

 

Jak należy rozumieć uzdrawiającą moc sakramentu w kontekście trudnych życiowych doświadczeń?

Sakrament jest przestrzenią, w której działa łaska Pana Boga, w której Bóg nam się udziela. Jeżeli mam dyspozycję do przyjęcia sakramentów, czyli przyjmuję sakrament z wiarą, jestem w stanie łaski uświęcającej, staram się otwierać na działanie Pana Boga, to Bóg powoli będzie leczył trudne przestrzenie w moim życiu. Osoby, które regularnie przystępują do spowiedzi, często przyjmują Komunię Świętą i świadomie starają się rozwijać swoją wiarę, mówią o doświadczeniu pokoju, które coraz bardziej gości w ich duszy, a którego wcześniej nie miały.

Jeżeli dozwalamy na działanie Boga w naszym życiu, to Bóg będzie powoli pewne rzeczy w nas leczył. Pan Bóg leczy to, co uważa za stosowne. Znamy świętych, którzy cierpieli na określone choroby, bo były one dane przez Boga, by utrzymać ich w pokorze albo by służyć większemu dobru innych.

 

Kiedy korzystać z pomocy psychologa, psychoterapeuty?

Od razu powiem, że to nieprawda, iż terapia jest nie dla wszystkich albo iż osoby chcące z niej skorzystać muszą mieć jakieś potężne problemy. Niektórzy udają się na terapię tzw. rozwojową, żeby coś w sobie wzmocnić. Widzą np., że mają problemy z odmawianiem, właściwym stawianiem granic czy dobrze rozumianą asertywnością, więc chcą, żeby ktoś z boku przyjrzał się i pomógł im rozwinąć pewne kompetencje.

Drugi rodzaj to terapia, kiedy ktoś ma problem, z którym sobie nie radzi. Może jeszcze problem ten nie ogranicza jego życia, ale dość mocno je utrudnia. Na przykład człowiek odkrywa, że jego nieśmiałość lub problemy w relacjach wynikają z tego, że pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej, i chce nad tym pracować.

Trzeci aspekt dotyczy osób, których sfera psychiczna jest bardziej zaburzona czy cierpią z powodu choroby, np. depresji. Mają duże trudności w funkcjonowaniu w społeczeństwie i terapia może pomóc im w dojściu do zdrowia.

Natomiast często czynnikiem leczącym są zwykłe, głębokie relacje, które w wielu przypadkach pełnią rolę terapeutyczną. Jeżeli mamy relacje przyjaźni, głębokie relacje rodzinne, to rozwiązaniem wielu problemów jest często zwykłe „przegadanie” ich, poradzenie się w jakiejś sprawie. Niejednokrotnie to niektórym osobom może wystarczyć. Czasami sprawy, z którymi ludzie przychodzą do terapeuty, są właśnie takiej natury. Dałoby się je rozwiązać w prostszy sposób. Niestety, kryzys rodziny i relacji, jaki dziś mamy, utrudnia nam to w sposób znaczący.

 

Czy korzystać z pomocy charyzmatyków, grup modlitewnych modlących się o uzdrowienie?

Kościół nie zakazuje korzystania z pomocy charyzmatyków, przy czym ważne jest, by korzystać z niej roztropnie i nie traktować jak „cudowności”. Bóg daje różne charyzmaty w Kościele, ale bardzo ważne jest, żeby organizatorzy takich spotkań, mówiąc, że jest możliwość korzystania z modlitwy o uzdrowienie, przypominali, na czym uzdrowienie polega. Nie ma w nim działania magicznego, nie polega ono na tym, że każdy, kto z jakąkolwiek chorobą przyjdzie, będzie uzdrowiony. Nie wiemy, jaka jest wola Boża odnośnie do naszej choroby. Panu Bogu chodzi o nawrócenie i zbawienie człowieka. Natomiast bardzo często nasza motywacja jest niedojrzała. Ktoś za wszelką cenę szuka uzdrowienia, nie nawracając się. Tymczasem może być tak, że przez chorobę Pan Bóg zaprasza do czegoś większego, np. żeby przez swoje cierpienie apostołować.

Charyzmaty, jak dar uzdrawiania, są darem nadzwyczajnym, natomiast drogą zwyczajną uzdrowienia są sakramenty i modlitwa.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka tygodnika „Idziemy”, absolwentka ziołolecznictwa na SGGW i dziennikarstwa na UW, korespondentka Vatican News


irena.swierdzewska@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 stycznia

Środa, wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy
II Tydzień zwykły
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ewangelia: Mk 3, 1-6
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły



ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter