Anegdota o ludziach przed czterdziestką, którzy zastanawiają się, co będą robić, gdy dorosną, staje się
faktem.

Pokolenie ani-ani: ani się nie uczą, ani nie pracują, ani też nie widzą nic złego w tym, że będąc grubo po trzydziestce, pozostają na utrzymaniu rodziców. Nie potrafią stworzyć dojrzałego związku, więc sama myśl o dziecku jest dla nich kosmicznie odległa. Jednym słowem: „nie chcą albo nie potrafią wejść w tradycyjnie rozumianą dorosłość”, czyli przejąć w pełni odpowiedzialności za własne życie, a także za życie innych osób. Anegdota o ludziach dobiegających czterdziestki, którzy zaczynają dopiero zastanawiać się, co będą robić, gdy dorosną, na naszych oczach staje się faktem. W języku angielskim powstał nawet akronim NEET (nieuczący się ani niepracujący) na określenie ludzi, którzy wypadli z systemu przez całe pokolenia wyznaczającego pewne naturalne etapy życia. Według raportu PARP z 2024 r. już co dziesiąty młody Polak znalazł się w grupie ludzi, którzy zatrzymali się gdzieś na progu między dzieciństwem a dorosłością, nie będąc w stanie zrobić kroku naprzód.
Oczywiście czasy się zmieniają, wahadło wychyla się to w jedną, to w drugą stronę. Młodzi, patrząc na pokolenie swoich rodziców, którzy całe życie podporządkowali pracy, dorabiając się, oszczędzając i nie mając czasu na korzystanie z życia, nie chcą tak funkcjonować. Rzecz w tym, że coraz częściej nie chodzi tu o cieszenie się życiem, lecz o chowanie się przed nim, o postawę, którą psychologowie określają mianem „unikowo-lękowej” – życiowego marazmu i „braku chęci zrealizowania czegokolwiek ponad minimum”.
Przyczyn może być tu wiele, ale dwie główne, na które jako rodzice mamy wpływ, to nadmierne zanurzenie w sieci i brak wiary dzieci we własne siły i w to, że mogą poradzić sobie w życiu same. Czy pozwalanie im na spędzanie czasu w internecie, który dostarcza wirtualnych wyzwań, uczy nawiązywania łatwych relacji oraz dostarcza potoków dopaminy na każdym kroku, bez konieczności ruszania się sprzed ekranu, może mieć coś wspólnego z niechęcią do wysiłku koniecznego do funkcjonowania w realu? Czy nadmierna kontrola, chronienie przed drobnymi codziennymi przeciwnościami i zniechęcanie do podejmowania jakiegokolwiek ryzyka może przyczynić się do lęku przed wyzwaniami dorosłego życia? Warto się nad tym zastanowić, zanim nasze dzieci utkną na dobre na progu między dzieciństwem a dorosłością.



Co? Gdzie? Kiedy?



