Gramy wciąż o mundial, ale dla Polaków już sam awans będzie wielkim wydarzeniem.

Nie było jej od dawna w piłkarskiej reprezentacji Polski. Tak, tak. Właśnie jej nie było. Normalności. Ani za rządów trenerów portugalskich, ani polskich. Zakręty, zamieszania, afery. Z piłkarzami, premiami, opaskami kapitańskimi. Wielu kibiców pragnęło spokoju i – właśnie normalności. I oto mamy jej coraz więcej.
A wszystko za sprawą jednego człowieka. Jana Urbana. Nie będę pisać poematów na cześć obecnego selekcjonera kadry. Będzie to zwykłe spojrzenie z boku. Spojrzenie na to, co i jak robi trener reprezentacji. A robi rzeczy zwykłe, lecz dające poczucie, że… będzie dobrze. Od bardzo dawna czekałem na człowieka, który stojąc na czele reprezentacji, nie będzie owijał w bawełnę. Jednocześnie czekałem na człowieka, który pozostanie sobą. I tak właśnie jest z obecnym trenerem. Pozostał tym samym Janem Urbanem, jakiego znamy od lat. Stonowanym, pewnym swej wiedzy i dążącym do celu, ale nie po trupach.
Doskonale było to widać, słychać i czuć po meczu towarzyskim z Nową Zelandią. To było spotkanie z gatunku tych, których nie chce się oglądać. Ani piłkarskie święto, ani wydarzenie zapierające dech w piersiach, ani nawet mecz, do którego chce się wracać. I trener zachował się po nim tak, jak należało. Nie opowiadał bajek, nie wmawiał nikomu, że był to ważny sprawdzian. Za to wskazał miejsce w szeregu niektórym piłkarzom. Nie krytykował wprost, ale zauważył, że niektórzy trafiają do reprezentacji nieco „na kredyt” i za wcześnie. A dzieje się tak, bo selekcjoner nie ma wielkiego wyboru. Może tylko pomarzyć o sytuacji, że ma na każdej pozycji dwóch lub trzech gotowych zawodników. Takich na reprezentacyjnym poziomie. Nie ma i na razie mieć nie będzie. Pole manewru jest bowiem bardzo ograniczone.
Jan Urban wskazał na ten problem, ale zrobił to z klasą. Nie pokazał palcem na jednego czy drugiego piłkarza. Bo też nie o to w tym chodzi. Zwrócił tylko uwagę, że kłopot jest i na pewno nie jest to kłopot bogactwa. Z tego też powodu przestrzegał, by nikt nie próbował zagłaskać np. Jana Ziółkowskiego. Młody obrońca niedawno zamienił Legię na Romę. Ma za sobą debiut w kadrze. To jednak nie znaczy, że mamy gotowego defensora, który da nam na lata spokój na tyłach. Tak może się stać kiedyś. Może… ale nie musi. Ten apel o zachowywanie chłodnych głów to także element normalności, który wprowadza trener Urban.
Selekcjoner porządnie wykonuje swoją pracę. Przed listopadowymi meczami w eliminacjach mistrzostw świata mamy niezłą sytuację. Holandię wyprzedzić będzie niezwykle trudno, ale miejsce dające grę w barażu utrzymamy. To nasz stan posiadania na dziś. Nie mamy wyjścia. Musimy zdawać sobie sprawę: Polska to w tej chwili piłkarski średniak. Gramy wciąż o mundial, ale dla nas już sam awans będzie wielkim wydarzeniem. Żeby jednak on stał się faktem, potrzeba spokoju i normalności. A o jedno i drugie bardzo skutecznie dba obecny trener kadry. I chwała mu za to.



Co? Gdzie? Kiedy?
