Kontakt z drugim człowiekiem to w dziennikarstwie podstawa. Podobnie jak umiejętność komunikacji.

Kolega z czasów wspólnej pracy w telewizji boi się bezrobocia. Dziś działa jako lektor i nie ma złudzeń. Sztuczna inteligencja wyprze ludzi w tym segmencie działań. Oczywiście nie teraz, lecz za kilka lat, i nie wszystkich. Nie zmienia to jednak faktu, że dla jego specjalizacji przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. On do pracy dziennikarskiej wracać nie chce, zresztą o tym zawodzie też coraz częściej mówi się, że zmierzch jest tuż za rogiem. A jeśli tak się stanie, będę żałował. Nie tylko dlatego, że czeka mnie przebranżowienie. Byłoby mi żal, bo… jednym z uroków dziennikarstwa są ludzkie błędy.
Jedną z takich historii, z czasów radiowych, pamiętam do dziś. W trakcie serwisu informacyjnego mieliśmy opowiedzieć o pucharowym meczu Legii. Zapowiedziałem, że zrobi to siedzący obok reporter, powitałem go w studiu, a on się tak zamyślił, że wywołany przeze mnie zaczął od słów: „Witam państwa ze stadionu przy ulicy Łazienkowskiej…”. Co najciekawsze, zakończył relację zadowolony, wyszedł ze studia i potem nie mógł uwierzyć, że wydarzyło się to, co się wydarzyło.
Wpadki, pomyłki i błędy mogą się zdarzyć każdemu. Szczególnie gdy robi się coś „na żywo”. Jedno z najtrudniejszych wyzwań musiałem udźwignąć na początku przygody z dziennikarstwem, gdy jeszcze nie zajmowałem się sportem. Wydawczyni wysłała mnie na trasę katowicką, by zrobić wejście do wieczornego serwisu na temat warunków drogowych podczas trwającej śnieżycy. Taki program w telewizji rządzi się swoimi prawami, musieliśmy więc z operatorem być na miejscu godzinę przed emisją. Pomimo korków dotarliśmy na czas. Potem czekaliśmy jednak ponad kwadrans na łączenie, gdyż przed nami były inne, ważniejsze tematy. Zadanie udało się wykonać, ale efekt oczekiwania na wejście był taki, że w trakcie łączenia wyglądałem jak przydrożny bałwan śniegowy.
Jak bałwan poczułem się w późniejszych latach kilka razy. Z różnych powodów. Raz, gdy w trakcie wywiadu zapomniałem o największym sukcesie mojego rozmówcy. Zgubiłem gdzieś w pamięci jeden medal. Wstyd był duży, czuję go zresztą do dziś. Niezbyt sympatycznie poczułem się także po jednym z meczów piłkarskiej reprezentacji Polski. Pomimo zwycięstwa piłkarze byli mocno zdenerwowani, pokłócili się ze sobą jeszcze na boisku. W telewizji tego widać nie było, ale nerwy były ogromne. Widziałem, co się dzieje, dlatego zasygnalizowałem, że wystarczy nam jeden wywiad. Do rozmowy nie stanął jednak nikt, mało tego, usłyszałem kilka mocnych słów. Słów, na które nie zasłużyłem.
To też jednak urok tego zawodu. Kontakt z drugim człowiekiem to w dziennikarstwie podstawa. Podobnie jak umiejętność komunikacji. I chociaż nie brakuje głosów, że sztuczna inteligencja także na tym polu z powodzeniem może zastąpić człowieka, to mam wrażenie, że nie zawsze będzie to możliwe. No i na pewno w tych nowoczesnych czasach wiele elementów tej pracy, składających się na uroki zawodu, po prostu umrze.



Co? Gdzie? Kiedy?
