30 maja
czwartek
Ferdynanda, Karola, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Putin wiecznie żywy

Ocena: 0
480

Zgodnie z oczekiwaniami wybory prezydenckie w Rosji wygrał Władimir Putin. Według oficjalnych danych uzyskał 87,3 proc. głosów. Ma rządzić jeszcze co najmniej sześć lat, czyli do 2030 r.

fot. PAP/EPA/NATALIA KOLESNIKOVA / POOL

Oczywiście w dyktaturze szef państwa może mieć władzę dożywotnio, jeśli tylko ma wystarczające siły i wpływy. Putin jest w stanie bez problemu doprowadzić do niemal dowolnej zmiany konstytucji, a więc i do wydłużenia swojej kadencji w nieskończoność. Ale też może utracić wszystko choćby w drodze przewrotu, choć na razie na to się nie zanosi.

 


WSZYSCY POPIERAJĄ

Jeszcze przed wyborami władze robiły wszystko, by stworzyć wrażenie, że Putin cieszy się ogromnym poparciem. Według badań prorządowej Fundacji Obszczestwiennoje Mnienije (Opinia Społeczna, FOM) ponad 80 proc. Rosjan chciało wziąć udział w wyborach, a 81 proc. gotowych było poprzeć Putina. Jego przeciwnicy podczas wyborów, Nikołaj Charitonow z Komunistycznej Partii Rosyjskiej Federacji i Leonid Słucki, „liberalny demokrata” (LDPR to ugrupowanie populistyczne, założone przez Władimira Żyrinowskiego), mieli jakoby liczyć na 3 proc. poparcia każdy, a Władysław Dawankow z innej koncesjonowanej przez władze partii Nowyje Liudi (Nowi Ludzie) – na 2 proc.

Ciekawym przykładem organizowania przez władze ściśle podporządkowanej Putinowi sceny politycznej jest właśnie partia Nowyje Liudi, powstała w 2020 r. Choć ogłasza się jako liberalna i centrowa, w istocie jest ściśle związana z obozem rządzącym. Jej liderzy mają bezpośrednie kontakty z administracją prezydencką lub nawet w niej pracowali. Jest to ugrupowanie, którego ewidentny cel to stworzenie dodatkowego „wentyla bezpieczeństwa” dla ludzi, którzy chcieliby być zaangażowani, ale nie chcą tego robić w Putinowskiej Jednej Rosji, a boją się aktywności opozycyjnej.

Prawdziwi konkurenci Władimira Władimirowicza zostali usunięci. Część została skreślona przez centralną komisję wyborczą, z powodu rzekomych błędów w dokumentach. Na przykład Jekaterina Duncowa, dziennikarka, ogłosiła zamiar kandydowania, twierdząc, iż „przez ostatnie dziesięć lat Rosja zmierza w złym kierunku: zamiast ku rozwojowi, to ku samozniszczeniu”. Nie została zarejestrowana, a Sąd Najwyższy odrzucił jej skargę. Borys Nadieżdin postanowił kandydować, ogłaszając, że „trzeba przerwać tę historię z Ukrainą”. Wcześniej był raczej mało znany, a zdołał zebrać aż 200 tys. podpisów pod swoją kandydaturą. Ale według CKW ponad 15 proc. tych podpisów okazało się niewłaściwych i też nie został zarejestrowany. Podobnie jak Duncowa odwołał się do sądu – bezskutecznie.

Inni potencjalni kandydaci nie żyją lub znaleźli się w więzieniach. Aleksiej Nawalny po miesiącach w ciężkiej kolonii karnej zmarł w zagadkowych okolicznościach. Przywódca najemników z Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn po tajemniczej, nieudanej próbie antyrządowego puczu zginął w katastrofie lotniczej. Radykalny przywódca donieckich separatystów Igor Girkin vel Striełkow (poszukiwany przez Ukraińców jako zbrodniarz wojenny) ogłosił chęć kandydowania i dziwnym trafem szybko został aresztowany…

W Moskwie już dziesięć dni przed wyborami rozpoczęły się przygotowania do koncertu z okazji spodziewanego zwycięstwa Putina. Według rosyjskiej gazety opozycyjnej „Nowaja gazieta Jewropa” szefowa moskiewskiego centrum wolontariatu studenckiego Anastazja Borisowa utworzyła specjalny czat dla VIP-Fanzone, wydarzenia, które zaplanowano na placu Czerwonym. Aby wejść do VIP-Fanzone, uczestnicy czatu musieli podać dane osobowe, które miały być sprawdzone przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Jak napisała Borisowa, być może na imprezie będzie obecny sam „prezydent Putin”. Jeden z uczestników dyskusji zapytał, skąd ma informację, że prezydentem znów zostanie Putin, skoro ogłoszenie wyników wyborów ma nastąpić dopiero 18 marca; Borysowa odpisała, że to jej prywatna opinia.

 


WOJNA DO ZWYCIĘSTWA

Według badań opinii publicznej Rosjanie zdecydowanie popierają Putina. Od 2000 r. pozytywne oceny o nim ma od 60 do 86 proc. osób. Obecnie to około 85 proc.; oceny negatywne stanowią zaledwie 13 proc.

Nie ma pewności, czy te badania są wiarygodne. Wyobraźmy sobie przeciętnego Rosjanina, który odbiera telefon z Fundacji Obszczestwiennoje Mnienije i słyszy pytanie: „Prowadzimy badanie opinii publicznej. Czy popiera pan prezydenta Putina?”. Spora część badanych po prostu się przestraszy i odpowie: „Oczywiście, tak”. A szacuje się, że zaledwie około 15 proc. Rosjan nastawionych jest tak krytycznie wobec władz, że gotowi są do podjęcia jakichś działań, nawet ryzykownych. Na przykład do udzielenia negatywnej odpowiedzi przedstawicielowi instytutu badawczego. Znany niezależny ośrodek badawczy Centrum Analityczne Jurija Lewady został uznany przez władze za „zagranicznego agenta” i ma znacznie ograniczone możliwości działania, a na ile fałszowane są wyniki badań FOM i podobnych instytutów – po prostu nie wiemy.

Zarazem duża część Rosjan uważa, że wojna z Ukrainą jest słuszna, bo taki jest rosyjski interes – i Putina popiera. Zresztą w całym świecie wojny zazwyczaj powodują skupienie się wokół rządzących. To nie musi oznaczać, że wszyscy wspierający Putina „kupują” rozpowszechniane przez niego bajki o tym, że w Kijowie rządzą naziści wspomagani przez nazistów z Polski i NATO. Po prostu uważają, że Rosja faktycznie jest zagrożona, że trzeba ją umacniać za wszelką cenę. Oczywiście są i przeciwnicy wojny, ale pozostają w mniejszości. Zresztą publiczne przyznanie, że jest się za zakończeniem wojny, może być niebezpieczne.

Dlatego też rosyjski prezydent w niedawnym orędziu do narodu skupił się na sprawach wojny. Podkreślał potrzebę konsolidacji społeczeństwa, przedstawiając inwazję na Ukrainę jako wojnę obronną, prowadzoną wspólnie przez Rosjan, wojsko i władze państwowe. Jak podkreślał, wojna ta musi bezwzględnie zakończyć się zwycięstwem, inaczej Rosja utraci suwerenność, a w konsekwencji przestanie istnieć jako państwo.

Jest więc oczywiste, że Putin chciał przynajmniej sprawiać wrażenie, iż rosyjska armia kontroluje sytuację na froncie, stąd usilne ataki i bombardowania. Chciał też wykazać, że wszystkie jego propagandowe wypowiedzi o „nazistach w Kijowie”, którzy „zniewalają ukraiński naród”, są słuszne. Władze rosyjskie podobno zleciły administracji na ukraińskich terenach okupowanych ogłoszenie 30-procentowej frekwencji w wyborach prezydenckich. Wiadomo, że tworzone były listy osób nielojalnych – znaleźli się na nich ci, którzy otwarcie deklarowali, że nie zamierzają głosować. Ale co ciekawe, ukraińskie organizacje praw człowieka rozprzestrzeniały informację, że obywatelom Ukrainy, którzy zostaną zmuszeni do głosowania na terytoriach okupowanych, nie grozi żadna kara ze strony władz w Kijowie. Powód: kodeks karny Ukrainy nie przewiduje odpowiedzialności za udział w głosowaniu podczas wyborów prezydenckich Rosji.

 


ZABETONOWANY KREML

W efekcie kolejnych wyborów prezydenckich Rosja stanie się państwem rządzonym jeszcze bardziej dyktatorsko i jeszcze bardziej agresywnym. Żeby trwać na Kremlu, Putin potrzebuje większej konsolidacji władzy. Nie czas na jakiekolwiek „eksperymenty” z demokracją; scena polityczna będzie co prawda udawać systemy demokratyczne (wielopartyjność, wybory do parlamentu i samorządów), ale będzie to fikcja. Wszystkie partie polityczne będą ściśle kontrolowane, podobnie jak media, które i tak w zdecydowanej większości są państwowe.

Z kolei wojna rosyjsko-ukraińska, jeśli nie zostanie wygrana przez Rosję, oznaczać będzie klęskę Putina. I dlatego Władimir Władimirowicz rzuci wszystkie siły na front ukraiński, a jeśli uzna, że to konieczne, otworzy kolejne fronty. Po to, aby Rosjanie czuli się zagrożeni jeszcze bardziej i aby zjednoczyli się wokół niego. To wszystko zaś jest nieciekawą perspektywą dla Polski, Europy, a może i całego świata.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 30 maja

Czwartek, VIII Tydzień wielkanocny
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 14, 12-16. 22-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter