17 kwietnia
środa
Rudolfa, Roberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kobieca, czyli jaka?

Ocena: 4.98
751

Kobiecość to szerokie pojęcie, które mieści w sobie wachlarz różnorodności – charakterów, stylów, powołań… - mówi Magdalena Kleczyńska, konsultor Rady ds. Rodziny KEP, certyfikowany specjalista pomocy psychologicznej dla par, w rozmowie z Magdaleną Prokop-Duchnowską

fot. Pracownia Fotograficzna Gasek

Na czym polega geniusz kobiety, o którym wielokrotnie wspominał św. Jan Paweł II?

Bardzo bliskie mojemu sercu jest podejście papieża Polaka do kobiet. Tak naprawdę stanowi ono kontynuację myśli św. Edyty Stein, która o kobiecości mówiła w kontekście matczyności. Zdaję sobie sprawę, że we współczesnym świecie może to brzmieć kontrowersyjnie i nie podobać się wielu paniom.

 

Matczyność w sensie bycia matką?

Raczej w rozumieniu pielęgnowania życia i wyposażania innych w moc. Przy czym nie chodzi tu tylko o życie dziecka, ale o życie każdego człowieka. „Dusza kobiety powinna być ogrodem i ojczyzną dla innych dusz, gdzie mogą się rozwijać i wzrastać” – pisała św. Teresa Benedykta od Krzyża. Nie sposób chyba trafniej zdefiniować naszej roli w świecie. Mamy wszystkie predyspozycje potrzebne do tego, by słuchać, troszczyć się, budować relacje i empatycznie towarzyszyć innym. Jesteśmy wyposażone do służby innym. Ale nie służby na zasadzie „przynieś, wynieś, pozamiataj”. W nawoływaniu żon, by były pomocą dla swoich mężów, nie chodzi o usługiwanie, tylko o towarzyszenie. Mamy, niestety, tendencję do funkcjonowania w skrajnościach. Albo idziemy w stronę przesadnej grzeczności i ugodowości, pozwalając, by inni wchodzili nam na głowę, albo zbyt głośno i walecznie domagamy się poszanowania naszych praw, depcząc przy tym drugiego człowieka. Matczyność znajduje się gdzieś pomiędzy. Matczyna kobieta potrafi słuchać, rozumieć, inspirować, ale też stawiać granice i komunikować swoje potrzeby. Nie działa przemocowo, tj. przeciwko czyjejś mocy, ale pomocowo, czyli pomaga drugiemu człowiekowi wzrosnąć. Po spotkaniu z taką kobietą można poczuć się lepszym człowiekiem. I ta umiejętność budowania czyjejś mocy jest właśnie jednym z największych przejawów kobiecego geniuszu.

 

Jan Paweł II mówił też o nowym feminizmie. Katoliczka może być feministką?

Nowy feminizm to budowanie kultury, która sprzyja mocy życia. Jednym z głównych tego przejawów jest promowanie życia, nie tylko w sensie fizycznym czy biologicznym. To wzmacnianie życia w tych wszystkich osobach, które spotykamy na swojej drodze. U mnie, jako terapeuty par, będzie to m.in. towarzyszenie ludziom w odkrywaniu i eliminowaniu tego, co przeszkadza im cieszyć się codziennością i budować zdrowe relacje. Ale pielęgnować i rozbudzać życie w drugim człowieku można na wiele sposobów. Chodzi o inspirowanie do przekraczania słabości, do tego, żeby komuś chciało się pełniej żyć, lepiej poznawać siebie i Boga. Jednak bez uciekania się do nakazów, siłowego popychania i nadmiernej kontroli, bo taka postawa raczej życie odbiera, niż je dodaje.

 

Jesteśmy do tego jakoś szczególnie predysponowane?

Przede wszystkim mamy intuicję i empatię. Jak coś robimy, to zwykle całym sercem. I nie mówię tu tylko o dużych i wyjątkowych rzeczach. My potrafimy włożyć serce nawet w obieranie ziemniaków! Po prostu, jeśli wierzymy, że coś jest wyrazem miłości, angażujemy w to całą duszę i wszystkie swoje siły. Doświadczenie gabinetu pokazuje mi, że kobiety są zdolne do heroicznego znoszenia cierpienia. Ta cecha bywa zgubna, gdy kierowane naiwnością, nie potrafimy stawiać tamy złu i wyznaczać granic. Częściej jednak niezłomna siła i wola walki pomagają nam kochać innych mimo błędów i słabości oraz działać wbrew przeciwnościom i problemom.

 

Czyli kobiecość równa się siła. Jak to się ma do stereotypu grzecznej, uległej i pokornej katoliczki?

Przyznam, że sama wiele razy się z tym „wzorcem” mierzyłam. Wszędzie jest mnie pełno, jestem głośna i aktywna, a moje życie – bardzo dynamiczne. Nijak nie przystaję do wizerunku wycofanej szarej myszki. Mnie akurat nikt nigdy nie dał odczuć, że nie pasuję do „katolickiego kanonu kobiecości”. Znam jednak kobiety, które takie doświadczenie niestety mają. Nie tylko z powodu takiej czy innej osobowości. Pokazywało się je palcem, bo ośmieliły się robić coś inaczej niż „wszyscy”. Zamiast założyć rodzinę, zostały singielkami; mogłyby „siedzieć” w domu, a poszły do pracy; chodzą w spodniach, a nie w kwiecistych sukienkach, i tak dalej. A przecież kobiecość to szerokie pojęcie, które mieści w sobie wachlarz różnorodności – charakterów, stylów, powołań… W Kościele są zarówno kobiety ciche, melancholijne, lubiące zacisze własnego domu, jak i takie, których matczyność realizuje się w energicznym i dynamicznym działaniu. Zadaniem zarówno nas samych, jak i Kościoła jest tę różnorodność wspierać.

 

A zachęcanie kobiet do naśladowania biblijnego wzoru kobiecości, czyli Maryi?

Grunt, żeby nie wpaść w pułapkę porównywania się z Matką Jezusa. Powinnyśmy się Nią inspirować, przyjaźnić się z Nią, ale bez porównywania. Bo każda z nas jest inna, mamy różne osobowości i zasoby. Z Maryją było mi kiedyś kompletnie nie po drodze. „Była cicha (…) żyła prosto zwyczajnie jak my” – za każdym razem, gdy słyszałam tę piosenkę w kościele, myślałam: „Ja taka nie jestem”. Z czasem jednak zaczęłam się z Nią zaprzyjaźniać. Już od dawna regularnie zapraszam Ją do swojej codzienności. Proszę o pomoc w zakupach, gotowaniu obiadu, usypianiu dzieci. A Ona koi skołatane nerwy i dodaje siły, gdy brakuje cierpliwości i nadziei. Niemal na każdym kroku czuję, jak wspiera mnie w byciu mamą, żoną, terapeutką. Mimo że jesteśmy inne, widzę w Jej oczach akceptację. Różnimy się, tak jak różnią się między sobą chociażby moje przyjaciółki: jedna jest cicha, druga głośna, a trzecia bardzo zabawna. Tym, co każda z nas – bez względu na charakter i temperament – może w Maryi naśladować, jest Jej relacja z Jezusem. Ona oddała Mu całe swoje serce. Jej dusza faktycznie była dla Niego ogrodem. Jednocześnie potrafiła być „przezroczysta”, czyli nie zasłaniać Go sobą. Nie próbowała ściągać na siebie uwagi i podziwu ludzi, nie przeglądała się w ich oczach, tylko swoim życiem prowadziła innych do Boga.

 

Co mówi nam o kobiecości Poemat o Dzielnej Niewieście?

Ten fragment Biblii jawił mi się zawsze jako niedościgniony wzór. „Życia mi nie starczy, żeby nauczyć się takiej autentyczności, odwagi, pracowitości, organizacji” – myślałam. Z czasem jednak zrozumiałam, że błędem jest interpretowanie tego, co tam czytam, jako nakazu. Poemat o Dzielnej Niewieście ma raczej rozbudzić wewnętrzną motywację, żeby wymienione przymioty na co dzień wybierać. Nie dlatego, że ktoś tak każe lub że mieści się to w odgórnie wytyczonym kanonie. Ale dlatego, że tego chcę, bo to pozwala mi pełniej wyrazić moją kobiecość. Świadomy wybór zamiast „trzebofilii”. To wymaga przyjrzenia się własnej tożsamości. Zastanowienia się, czy to, co robię (albo jak żyję), jest spójne z tym, czego naprawdę pragnę. Intensywnie pracuję zawodowo (albo przeciwnie – zostaję w domu z dziećmi), dlatego że w głębi serca tego właśnie chcę, czy może staram się spełniać w ten sposób czyjeś wizje i oczekiwania?

Treść poematu przypomina o jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy, z którą my kobiety mamy dziś często spory problem. Czytamy, że serce małżonka dzielnej niewieście ufa. Wielokrotnie zdarza się nam krytykować i obgadywać swoich mężczyzn. Tymczasem zarówno budujące komunikaty, jak i lojalne stawanie murem po ich stronie wspierają zdrową więź, która tworzy fundament dla zdrowego systemu rodzinnego.

 

Częstym zarzutem wobec Kościoła jest to, że umniejsza rolę kobiet. Widać taką tendencję?

Nie chcę generalizować, bo znam jedynie wycinek Kościoła. Na pewno są miejsca, w których kobiety traktuje się z godnością i szacunkiem, podobnie jak nie brakuje takich, w których płeć piękna doznaje ucisku i niesprawiedliwości. Wychodzę jednak z założenia, że mamy to, na co się godzimy. Silna i świadoma siebie kobieta nie pozwoli na to, by ktoś przekraczał jej granice. I odwrotnie: postawą niedojrzałości i pewnymi zachowaniami kobieta sama pokazuje, że można traktować ją z pogardą i brakiem szacunku, wtłaczając ją chociażby w rolę służącej. Tylko że służba kobiety – czy to w świecie, czy w Kościele – nie ma przejawiać się w usługiwaniu, ale w byciu darem, czyli dzieleniu się sobą z innymi. W takiej postawie jest miejsce zarówno na stawianie granic, jak i komunikowanie swoich potrzeb. Kobieta powinna mieć w sobie głębokie przekonanie, że jest wielkim skarbem. Skarbem, który pragnie rozdać innym.

 

Jak to osiągnąć?

Nie ma gotowej recepty. Ważne, żeby dążenie do pełni kobiecości umieć potraktować jak drogę. Drogę, do której warto zaprosić Ducha Świętego. I przyjaciółki. Nie tylko te ziemskie. Niebo pełne jest przecież świętych i błogosławionych kobiet, podobnie jak Biblia przykładów dzielnych niewiast. Spójrzmy chociażby na Esterę, Judytę, Marię Magdalenę… Każda z nich, poproszona o opiekę i interwencję, będzie dla nas pomocą w realizacji naszej największej misji, jaką jest niesienie życia tam, gdzie najdotkliwiej go brakuje.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 kwietnia

Środa, III Tydzień wielkanocny
Każdy, kto wierzy w Syna Bożego, ma życie wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 6, 35-40
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter