22 czerwca
sobota
Pauliny, Tomasza, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Boskie źródła człowieczeństwa

Ocena: 4.9
1066

Z dorobku Jana Pawła II Kościół będzie korzystał przez całe wieki. - mówi ks. prof. Jerzy Szymik w rozmowie z Patrykiem Lubryczyńskim

fot. arch. ks. prof. Jerzego Szymika

Jakie wątki z życia Jana Pawła II miały wpływ na treść jego pierwszej encykliki „Redemptor hominis”?

Myślę, że najważniejszym wątkiem i doświadczeniem Jana Pawła II była osobista więź z Chrystusem. Pobożność chrystocentryczna, głęboko proczłowiecza, była jego głównym filarem wiary i życia, a stąd i nauczania. Do tego stopnia było to ważne dla niego, że właśnie ta kwestia – Chrystus jako odkupiciel człowieka – stała się tematem pierwszej, czyli programowej dla całego pontyfikatu encykliki. To od strony pozytywnej. Od strony negatywnej zaś trzeba wymienić dwa doświadczenia osobisto-historyczne, dwa rodzaje zmagań.

 

Jakie to zmagania?

Z jednej strony było to doświadczenie komunizmu/marksizmu. Bo „Jan Paweł II przyniósł ze sobą na Stolicę Piotrową głęboką refleksję nad konfrontacją pomiędzy marksizmem i chrześcijaństwem, skupioną na człowieku”, jak powiedział Benedykt XVI. Odsłonił w pełni antropologiczny fałsz marksizmu oraz nieludzkie barbarzyństwo systemów zainfekowanych marksistowską ideologią. Chrystus jest Redemptor hominis, nikt inny, nic innego – głosił od pierwszej swojej homilii i pierwszej encykliki – i w ten sposób „ładunek nadziei, który w pewien sposób został zawłaszczony przez marksizm i ideologię postępu, słusznie oddał on chrześcijaństwu. W ten sposób przywrócił nadziei jej autentyczne oblicze”. To raz jeszcze cytat z Benedykta XVI.

Z drugiej strony było to doświadczenie błędnego rozumienia wolności przez tzw. wolny świat. Nazywa ją papież nieraz „wolnością pozorną” i uważa za jedno z podstawowych zagrożeń, jakie czyhają na człowieka przełomu tysiącleci. Pisze w encyklice: „błędnie się mniema, że wolność sama jest dla siebie celem (…) Zbyt często myli się wolność z instynktem indywidualnego czy zbiorowego interesu, lub nawet z instynktem walki i panowania, niezależnie od zabarwienia ideologicznego, jakie mu się nadaje. (…) Jest to przestroga [słowa Chrystusa o związku prawdy i wolności – J.Sz.] przed jakąkolwiek pozorną wolnością, przed wolnością rozumianą powierzchownie, jednostronnie, bez wniknięcia w całą prawdę o człowieku i o świecie”. Bo dopiero prawda nas wyzwoli i da nam wolność nie-pozorną, powtarza za Jezusem.

 

Takie są korzenie „Redemptor hominis”. Jan Paweł II pisze, że „Jezus Chrystus jest zasadniczą drogą Kościoła”. Jak to rozumieć?

To bardzo ciekawe, bo powtarza się dziś w kółko, że według Jana Pawła II to „człowiek jest drogą Kościoła”. Owszem, ale wtórnie. Tymczasem chrystologia jest dla JP II przed antropologią. Zasadniczą drogą Kościoła jest dla niego Chrystus i właśnie dlatego, dzięki tej „zasadniczości”, dzięki pierwszeństwu Chrystusa, człowiek może być drogą Kościoła i może na tej drodze otrzymać owo „jedyne konieczne”: Chrystusa i Jego Odkupienie. Bo – powtarza tu papież słynne tezy Soboru Watykańskiego II, wbite kunsztownie w tekst encykliki: „tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego”, a Chrystus „przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem” i „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi. Dlatego człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca, musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także ze słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa”.

 

Czytamy także: „Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii”. Jakie skutki niesie to sformułowanie?

No cóż, jeśli to, co Pan cytuje, jest prawdą, to znaczy jeśli Jezus Chrystus jest prawdą i jako taki drogą, na której człowiek otrzymuje życie, jeśli jest On faktycznie ośrodkiem wszechświata i historii osobistej każdego człowieka, jeśli tak, a nie inaczej się rzeczy rzeczywiście mają, to znaczy, że Kościół katolicki musi być misyjny. Bo to znaczy, że wiara chrześcijańska obchodzi i dotyczy wszystkich ludzi. I nie wolno nam jej chować w naszych zakrystiach z jakichś np. quasitolerancyjnych pobudek. Jesteśmy – jako Kościół – winni wiarę chrześcijańską i obecną w niej prawdę wszystkim czasom, miejscom i ludziom.

 

Papież pisze również, że Kościół jest społecznym podmiotem odpowiedzialnym za prawdę Bożą…

To znaczy, że w Kościele logos winien być przed ethosem. Inaczej: Kościół powinien pierwszorzędnie chronić doktrynę („prawdę Bożą”), bo dzięki temu będzie wiedział, jak należy żyć i czym jest w życiu miłość, jaka jest prawda o niej, co znaczy kochać Boga i bliźniego. Oczywiście, miłosierdzie zawsze było dla Jana Pawła II kategorią fundamentalną, ale wyraźnie daleko tu jeszcze do „szpitala polowego”, a bardzo blisko do obrazu odpowiedzialnego dobrego pasterza, który pierwszorzędnie dba o to, by owce karmiły się prawdą. To właśnie prawda trafnie zaordynuje lek w duchowych szpitalach i klinikach naszego świata.

 

Czas poprzedzający Rok Jubileuszowy 2000 Jan Paweł II nazwał w tej encyklice „nowym Adwentem Kościoła”. Co z tego wynika?

Dla Jana Pawła II rok 2000 miał ogromne znaczenie. Ojciec Święty, jako mistyk i wybitny historiozof, przypisywał Jubileuszowi Roku 2000 wyjątkową rolę w procesie ewangelizacji – a w dużej mierze reewangelizacji – współczesnego świata. Poza tym, skoro został wybrany na papieża w wieku 59 lat, spodziewał się – jak wiemy słusznie – że to on przeprowadzi Kościół przez milenijną bramę. I wszystkie duchowe siły swoje i całego Kościoła zaangażował w ów „Adwent”. Każdy chrześcijański adwent jest pierwszorzędnie oczekiwaniem na przyjście Chrystusa. „Nowy Adwent Kościoła” w swej istocie miał być dokładnie tym właśnie: przygotowaniem przełomu tysiącleci na nowe sposoby skutecznego w niej królowania Chrystusa, wyjaśnieniem tajemnicy naszej epoki w tajemnicy Słowa Wcielonego, parafrazując encyklikę. Czy zamysł był ponadczasowy? Wszystko, co robił Jan Paweł II, papież geniusz na skalę największych, Leona I i Grzegorza I – myśli, słowa, czyny – miało wymiar metafizyczny, metatemporalny. Z jego dorobku Kościół będzie korzystał przez całe wieki.

 

Jan Paweł II pisał, że „głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną”…

Tak, to zdanie-perła z 10 numeru encykliki, zaskakujące i zachwycające świeżością. Zawiera ono tezę antropocentryczną wynikającą z wcześniejszego wobec antropocentryzmu chrystocentryzmu. To bowiem dzieło Boga, któremu na imię Tajemnica Chrystusa, Jego Osoba i Czyn, są decydujące dla tego „zdumienia”. To On, Chrystus, jest istotą Dobrej Nowiny – zdumiewające, jak daleko w swej miłości poszedł Bóg w zbawczej walce o ocalenie wartości i godności człowieka. Aż w Krzyż, który wszak stanowi jądro Ewangelii. Oto Dobra Nowina dla każdego człowieka. Podkreślmy to raz jeszcze: właśnie ta droga – od chrystologii do antropologii, z radykalnym pierwszeństwem chrystologii, ale też z ich wzajemną zależnością w obie strony – jest teologicznie dla encykliki kluczowa. To radykalny chrystocentryzm tej myśli (chrześcijańskiej par excellence) sprawia, że jest ona tak radykalnie proczłowiecza i w najwłaściwszym sensie tego terminu – antropocentryczna. To Redemptor decyduje/pozwala o tym/na to, że owo zdumienie, wartość i godność są możliwe dla każdego z hominis.

 

Papież zwracał uwagę na źródła praw człowieka. Jaką wagę mają te rozważania dzisiaj?

Trudno te rozważania dzisiaj przecenić… Zdają się mieć jeszcze większy ciężar gatunkowy i profetyczność niż 44 lata temu. Jeśli dzisiaj za prawo człowieka uważa się mordowanie dzieci i małżeństwa jednopłciowe, to jednym z ważnych źródeł tego prowadzącego do okrucieństwa i hekatomby skandalu jest zamulenie Boskiego źródła praw człowieka.

Benedykt XVI podczas beatyfikacji Jana Pawła II wypowiedział znamienne słowa: „ten znakomity Syn narodu polskiego pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię; pomógł nam nie lękać się prawdy. Otworzył dla Chrystusa społeczeństwo, kulturę, systemy polityczne i ekonomiczne, odwracając z siłą olbrzyma – siłą, którą czerpał z Boga – tendencję, która wydawała się być nieodwracalna”. Ta myśl wydaje mi się niesłychanie ważna i odkrywcza: wielkość Jana Pawła II i waga tego, co zrobił, polega na tym, że z nad-ludzką, bo od-Boską, mocą i odwagą sprzeciwił się temu, co zostało nazwane przez jego następcę „nieodwracalną” tendencją, rzucił tej tendencji wyzwanie – i odwrócił ją. Mówiąc inaczej: zatrzymał walec, który wydawał się nieuchronny. Myślę, że o to chodzi dzisiaj: by odwrócić tendencję do zamulania i ostatecznie zaczopowania Boskich źródeł człowieczeństwa. Czy to jest dzisiaj możliwe? Jan Paweł II pokazał i udowodnił, że wobec „sił czerpanych z Boga” żadna tendencja nie jest nieodwracalna.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 czerwca

Piątek, XI Tydzień zwykły
Wspomnienie św. Alojzego Gonzagi, zakonnika
Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 6, 19-23
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter