6 czerwca
sobota
Norberta, Laurentego, Bogumila
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czy epidemia jest karą Bożą?

Ocena: 0
531

Trwająca w Polsce i na świecie pandemia koronawirusa zmieniła – i nadal może zmieniać – nasze życie. Zmiana ta skłania do stawiania pytań i prób refleksji nad tym, co się stało.

fot. PAP/Darek Delmanowicz

W przestrzeni internetowej pojawiło się bardzo wiele różnorodnych religijnych interpretacji epidemii. Z jednej strony apokaliptyczne przestrogi, z drugiej przekonywanie o całkowicie naturalnym charakterze choroby. Nie zabrakło głosu duchownych i świeckich: jednych przekonanych, że koronawirus jest Bożą karą za nieprawości, jakich dopuszczają się ludzie, drugich – utrzymujących, że wizja gniewnego i karzącego Boga, którego należy uspokoić modlitwami, jest obrazem pogańskim.

Właściwa interpretacja różnorodnych zjawisk, wydarzeń i zajść, jakie mają miejsce na świecie, stanowi jeden z najważniejszych i najtrudniejszych problemów. Wymaga wiele roztropności, powagi i spokoju. Niestety, w cyfrowych czasach gorących newsów i szybkich wpisów łatwo o opinie pochopne czy wręcz głupie. Zastanawiając się nad pytaniem, czy epidemia jest karą Bożą za grzechy, warto przypomnieć wciąż aktualne teksty o. prof. Jacka Salija OP. W książce „Nadzieja poddawana próbom” (Poznań 2000), w rozdziale „Kara Boża” dominikanin pisze, że zawsze pierwszą karą jakiej doświadczamy, jest sam grzech.

„Najpierw zauważmy, że tak już jesteśmy stworzeni, iż czynienie zła i trwanie w złu niszczy nas i sprowadza na nas nieszczęście. Tutaj nie potrzeba nawet żadnej dodatkowej kary. Po prostu tak to już jest, że kto szuka korzyści lub szczęścia, nie licząc się z Bożymi przykazaniami, prędzej czy później przekona się, że działał przeciwko samemu sobie.” Oznacza to, że już w samym akcie grzechu tkwi cierpienie, które duchowo bądź fizycznie dotknie grzesznika. „Twoja niegodziwość cię karze – wypomina Bóg swojemu grzesznemu ludowi – twoje przestępstwo jest tym, co cię chłoszcze. Poznaj i zobacz, jak źle ci i gorzko, żeś opuściła Pana, Boga twego, i żadnej trwogi nie miałaś przede Mną” (Jr 2,19). Tak poucza nas prorok. Jednak w Bożej pedagogice realizowanej wobec człowieka nie o samą karę chodzi. Jak pisze o. Salij: „My czasem sądzimy, że utrapienia, które nas spotykają, są karą za nasze grzechy. Otóż tylko w szerokim sensie może to być prawda. Przecież nawet wówczas, kiedy są one oczywistym skutkiem jakichś naszych grzechów, stanowią raczej miłosierne upomnienie, żebyśmy jak najszybciej porzucili grzech, gdyż niszczy w nas samą duszę”.

Czy pandemia jest karą Bożą? Niedawno temu publicyści, a także znani ewangelizatorzy, broniąc takiej interpretacji, powoływali się na ważnych i uznanych świętych Kościoła katolickiego, którzy w swoich czasach widzieli spustoszenia dokonywane przez zarazy jako sprawiedliwy dopust Boży. Osobiście wierzę, że prawdziwi prorocy i autentyczni święci widzą wydarzenia tak, jak widzi je Bóg, otrzymują bowiem taki nadprzyrodzony dar. Jednak, po pierwsze, jest to zawsze ich osobiste (a zatem intersubiektywnie nieprzekazywalne) doświadczenie, a po drugie, uznanie słuszności tych wizji i słów przychodzi z reguły po dziesięcioleciach czy nawet stuleciach (tak było z przytoczonymi przez św. Faustynę słowami Jezusa o „karze spuszczonej na jedno miasto, które jest najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej”, zawartymi w „Dzienniczku”, nr 39).

Być może dziś pośród nas są święci prorocy, którzy z przyzwolenia Bożego wiedzą, że epidemia COVID-19 jest Bożą karą. My jednak, nie mając wprost nadprzyrodzonego widzenia rzeczywistości, musimy być bardzo ostrożni w interpretacjach. Wolę głos o. Salija, który przypomina, że każdy grzech jest karą i wywołuje cierpienie, niż ryzykowne napomnienia osób, które wydaje się, że niejako zaglądają Panu Bogu w kartkę.

Być może epidemia jest karą za ogromne ludzkie nieprawości i odwrócenie się od Boga, a może jest konsekwencją grzechów chciwości, nienawiści, zazdrości zrodzonych w biotechnologicznych laboratoriach. Dziś jesteśmy zdani tylko na spekulacje, i lepiej ich poniechać, nie wprowadzając zamętu religijnego. O prawdziwych źródłach tego globalnego nieszczęścia dowiemy się albo po wielu latach, albo już po tamtej stronie. Jakkolwiek patrzeć, każda trudna sytuacja, każde cierpienie jest dla nas, wierzących chrześcijan, wezwaniem do przemiany i nawrócenia w myśl słów Pana Jezusa: „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,15).

Kościół zawsze ostrożnie podchodził do szybkich i nadprzyrodzonych wyjaśnień różnorodnych wydarzeń, o czym świadczą wszystkie trwające dość długo procesy dotyczące uzdrowień, objawień, cudów. Sądzę, że i my powinniśmy dziś pamiętać – jak mawia mój kolega ks. Piotr – o wskazanej nam przez św. Jana Pawła II zasadzie fides et ratio: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek, poznając Go i miłując, mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”. Czego wszystkim nam życzę!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dr. hab. filozofii, adiunktem Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej UKSW, duszpasterzem akademickim diecezji warszawsko-praskiej

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 6 czerwca

Sobota, IX Tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę albo wspomnienie św. Norberta, biskupa
Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2 Tm 4,1-8; Ps 71, 8-9.14-17; Mk 12,38-44
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter