16 maja
poniedziałek
Andrzeja, Jedrzeja, Szymona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Narodowy poprawiacz humoru

Ocena: 0
756

Śpiewa, tańczy, śmieszy, wzrusza, i słowiańska jego dusza! Andrzej Rosiewicz wciąż zaraża innych swoją witalnością i radością życia.

fot. xhz

– To ja, wirus. Nie było tu mojej korony? – rzuca na przywitanie. Mimo poważnego już wieku i kolejnej fali epidemii Andrzej Rosiewicz ani na chwilę nie przestaje tryskać humorem. A że wciąż jest niezwykle popularny wśród zwykłych ludzi, naszą rozmowę w miejscu publicznym przerywają prośby o autograf, wspólne zdjęcie, wyrazy uznania i pamięci o nim i jego przebojach.

 


INŻYNIER Z MUZYKALNEJ RODZINY

Urodził się w Międzylesiu, dokładnie dwa miesiące przed wybuchem powstania warszawskiego, jednak wkrótce po wojnie rodzina Rosiewiczów wróciła do Warszawy. Dlatego mówi o sobie: chłopak z Mokotowa. Tata pracował w Polskim Radiu, miał dostęp do nagrań, stąd w rodzinnym domu często słychać było przedwojenne szlagiery. Sam tata zresztą grał na pianinku lub akordeonie i świetnie opowiadał dowcipy. Mama z kolei – jak wspomina pan Andrzej – bardzo melodyjnie śpiewała, była niezwykle błyskotliwa i mówiła piękną polszczyzną. Tym właśnie przesiąkli ich synowie. Pan Andrzej opowiada, jak mając cztery lata, stał na balkonie, śpiewając wzorem Eugeniusza Bodo „Baby, ach te baby”. – I tak mi już zostało – mówi z uśmiechem. A że znał się także z podwórkowymi łobuziakami, jego piosenki często są zawadiackie. – Myślę, że piosenka „Najwięcej witaminy” ma swój pierwowzór w tamtych „Babach” – ocenia.

Rodzice chcieli, by miał porządne wykształcenie i zawód, stąd może o sobie mówić z dumą „magister inżynier melioracji wodnych” po SGGW. Skończył jednak także pięcioletnią szkołę muzyczną na kierunku śpiew solowy. W pewnym momencie – jak wspomina – Bóg wskazał na niego palcem, dał zamiłowanie i talent, po czym powiedział: „Rosiewicz, będziesz błaznem”. I Rosiewicz postanowił być Bogu posłuszny. Karierę estradową rozpoczął, mając dziewięć lat – w Zespole Pieśni i Tańca „Dzieci Warszawy”. Potem były kolejne przedsięwzięcia muzyczne, występy m.in. w klubach jazzowych z grupą Old Timers, współpraca z Asocjacją Hagaw, a od 1978 r. poświęcił się wyłącznie karierze solowej. Szybko też pojawiły się ważne nagrody. Na samym festiwalu w Opolu w latach 1972–1980 czterokrotnie był laureatem najważniejszych konkursów. W PRL-u miał nawet show: czternaście dni po dwa koncerty dziennie w pełnej widzów Sali Kongresowej. Takim sukcesem w Polsce nie może pochwalić się dotąd żaden artysta!

 


STAŃCZYK PRL-U

Piosenki Andrzeja Rosiewicza, z których część powstała ponad 50 lat temu, nadal powszechnie rozpoznaje się i nuci. Któż nie zna tytułowego utworu z serialu „Czterdziestolatek”, „Chłopców radarowców”, „Zenek blues”, „Czy czuje pani cha-chę” czy wspomnianej piosenki „Najwięcej witaminy”? Ale w jego dorobku są i inne, znakomite, chociaż mało znane, jak „Żaba story”, „Dobry apetyt” czy „Usta Mariana”.

Nie potrafi powiedzieć, ile piosenek wylansował i ile z nich sam napisał. – Zawsze lubiłem komentować to, co się dzieje dookoła. Nosiłem ze sobą zeszyt i swoje obserwacje zamieniałem w teksty. Każda piosenka ma swoją historię. A że lubię rozweselać ludzi? To mnie napędza. Jeżeli Andrzej Rosiewicz ma takie poczucie humoru, to jakie musi mieć Bóg Stwórca? – zastanawia się z uśmiechem, przeplatając opowieść o sobie anegdotami.

Jeśli Stwórca uczynił Andrzeja Rosiewicza błaznem, czas pokazał, że nie byle jakim; raczej XX-wiecznym Stańczykiem, bo też często wychodził na scenę w czapce Stańczyka, po trosze czując się jego spadkobiercą.

Swój kunszt w budzeniu – jak mówi – dwóch najważniejszych uczuć: śmiechu i wzruszenia w pełni pokazał, występując w sierpniu 1981 r. w gdańskiej Hali „Olivia” na solidarnościowym I Przeglądzie Piosenki Prawdziwej. Zaprezentował tam słynną „Propagandę sukcesu”, „Pieśń o zachodnich bankierach” oraz „Pieśń o prawdzie”, pokazując swoją mniej znaną dotąd twarz wyśmienitego komentatora spraw politycznych i człowieka zatroskanego o przemiany w Polsce. Jako pierwszy też odważył się w piosence „Wieje wiosna od Wschodu” z 1988 r. (o pierestrojce) do I sekretarza generalnego KPZR Gorbaczowa mówić: „Michaił”.

Do tej piosenki, by nie zostać uznanym za podlizującego się komunistom i ZSRR, przygotowywał się, przemyśliwał ją przez rok. Podobnie było z inną słynną, wzruszającą piosenką „Pytasz mnie”, o jego tęsknocie za Polską, kiedy z niej na krótko wyjeżdżał. Napisał ją pod wpływem impulsu, przebywając przez tydzień w angielskim Nothingham w 1984 r., ale – jak tłumaczy – układała mu się w sercu przez wiele lat.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent UW, dziennikarz i publicysta związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A. VII kadencji 2017-2021, były redaktor naczelny portalu idziemy.pl. Członek Domowego Kościoła.
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 16 maja

Poniedziałek, V Tydzień Wielkanocny
Święto św. Andrzeja Boboli, prezbitera i męczennika
...aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): J 17,20-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



Najczęściej czytane artykuły



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter