23 kwietnia
poniedziałek
Jerzego, Wojciecha
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pora otworzyć oczy

Ocena: 0
2215
Zapytałem kiedyś publicznie Ulrike Lunacek, wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego, należącą do najwybitniejszych przywódców politycznego ruchu homoseksualnego, czy jej zdaniem multiseksualizm, kontakty seksualne z kilkoma partnerami, to jeszcze jedna „orientacja seksualna” czy zwykła perwersja. Przewodnicząca Lunacek odpowiedziała, że „jeśli ludzie chcą tak żyć, to nie jest to żadna perwersja”. Odosobniony, egzotyczny przypadek? Bynajmniej. Podobne poglądy coraz częściej pojawiają się na łamach „Krytyki Politycznej”, polskiej edycji „Newsweeka”, „Gazety Wyborczej”. I rzecz nie sprowadza się do ekscytowania publiczności seksualnym wyuzdaniem. Negacja zasad dotyczących małżeństwa i rodziny wywraca całe życie społeczne i na przykład Piotr Szumlewicz w „Gazecie Wyborczej” wcale tego nie ukrywa.

Już w samym opisie stanu dzisiejszej Polski wywraca wartości. To, co powszechnie przeżywamy jako katastrofę społeczną – dla socjologa „Gazety Wyborczej” jest postępem otwierającym perspektywę nadziei: „polskie społeczeństwo się zmienia. Z roku na rok przybywa rozwodników, maleje liczba małżeństw, coraz więcej osób żyje w związkach niesformalizowanych (rodzi się w nich już prawie 30 proc. dzieci). Jednocześnie rośnie liczba partnerów seksualnych w ciągu życia”.

Na przeszkodzie oczekiwanemu przez Szumlewicza postępowi stoi jednak kultura monogamiczna, która ciągle podtrzymuje „tradycyjną”, czyli po prostu rodzinę. Szumlewicz opisuje tę kulturę szczerze i szeroko, otwarcie kwestionując wartości wynikające z wierności małżeńskiej. W imię autonomii jednostki piętnuje „choćby relacje z teściami (które często stają się przyczyną kryzysu) albo trudne doświadczenie rodzicielstwa, kiedy niemowlę pochłania całą uwagę któregoś z partnerów”.

Szumlewicz ubolewa, że w monogamicznej kulturze „nie można oczekiwać od partnera, aby ochładzał relacje z rodzicami czy lekceważył potrzeby dzieci”. Bo stan naturalny dla socjologa „Wyborczej” to sytuacja, kiedy miłość dwóch osób przestaje oznaczać wzajemne przyjmowanie swoich bliskich i rodzin, a troska o dzieci przestaje być czymś oczywiście zobowiązującym.

Te pomysły odejścia od kultury idą dalej niż engelsowska koncepcja przedspołecznej anarchii seksualnej. Skojarzenie przesadne? Nie, to sam Szumlewicz je wskazuje. Dla niego multiseksualizm – „poliamoria”, jak to nazywa – to po prostu powrót na drogę... do socjalizmu. Nie chodzi zresztą o utopię, ale o socjalizm całkiem konkretny. Autor „Gazety Wyborczej” zachęca do wykorzystania doświadczeń szwedzkiej polityki „defamilizacji” (!), dzięki której „przyzwolenie dla relacji poliamorycznych jest w Szwecji najwyższe na świecie, podobnie jak poparcie dla ich legalizacji […] ogromnie rośnie liczba relacji kilkuosobowych lub łączących przyjaźń z seksem”.

Często do liberalnych mediów mamy pretensje o ich stronnicze podejście do walk wyborczych. Problem nie w tym, że „Wyborcza” i jej przyjaciele zwalczają polityczną prawicę, ale że podważają naturalne fundamenty cywilizacji, w której i dzięki której żyjemy.

Marek Jurek
Idziemy nr 35 (518), 30 sierpnia 2015 r.



PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły